Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1933/1. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1933/1. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 lutego 2011

Prymas Tysiąclecia, nieśmieszne dowcipy i zabicie ciotki

Przedostatnią stronę Tajnego Detektywa  zajmował dział:


 Gdzie publikowano zagadki detektywistyczne oraz zupełnie, jak się dziś zdaje, nieśmieszne dowcipy oraz równie nieśmieszne żarty rysunkowe autorstwa niejakiego Charliego. Charlie to pseudonim Karola Ferstera (1902-1986), ucznia Weissa na krakowskiej Akademii i późniejszego rysownika "Przekroju", gdzie stworzył postać arystokratycznego buca, który nie może odnaleźć się w powojennej, wspaniałej rzeczywistości, niejakiego Augusta Bęc-Walskiego.

Na razie jednak Charlie jest dzieckiem swoich czasów, czyli szalonych lat trzydziestych i rysuje tak:


 



 




Tymczasem Stefan Wyszyński, raptem o rok starszy od Charliego (który nie wie jeszcze, że będzie pracował dla PRLowskiej propagandy), nie wie jeszcze, że będzie Prymasem Tysiąclecia (spuśćmy zasłonę miłosierdzia na ten przydomek), szefuje katolickiemu pisemku "Ateneum Kapłańskie" i pisuje tam sążniste filipiki przeciwko zepsuciu społeczeństwa. Jednym z jego celów był właśnie "Tajny Detektyw":

Ks. Stefan Wyszyński szczególnie krytykował i zwalczał przemoc oraz pornografię obecną w mediach. Do prasy propagującej tę tematykę należał wówczas m.in. tygodnik o charakterze kryminalno-sądowym – Tajny Detektyw. W artykule pt. „Społeczeństwo i prasa a wychowanie młodzieży" ks. Wyszyński przedstawił ocenę etyczną tego pisma. Jest ono – jak zauważył – przykładem postępującej w prasie popularności tematów kryminalistycznych oraz erotycznych. W obliczu tych treści teksty informacyjne i oświatowe wydają się być drugorzędne. Tajny Detektyw był szczególnym przykładem lekceważenia etyki dziennikarskiej, gdyż pismo to kreowało się jako profesjonalne, by w ten sposób – poprzez pseudonaukową analizę zbrodni – odciągnąć od niej młodzież. Rzeczywisty jednak zamiar wydawcy był inny. Jak zaznaczył ks. Wyszyński, pismo było „wypełnione (...) krwawymi tytułami i drobiazgowymi opisami morderstw, rabunków z taką dokładnością i posmakiem odtworzonych, że powstaje wątpliwość, czy pismo to przestrzega przed zbrodnią, czy też do niej zachęca”. Ks. Wyszyński zwrócił uwagę na to, że na końcu zeszytów Tajnego Detektywa znajdowały się zabawy, rebusy wymagające od czytelnika wejścia w rolę bandyty i przeżycia tym samym różnego rodzaju zbrodni. Innym tego przykładem jest ogłoszony konkurs, polegający na odszukaniu wyjścia z hotelu obstawionego policją. Nagrodą za „prawidłowe” rozwiązanie miała być sensacyjna książka. W tym miejscu ks. Stefan Wyszyński postawił pytanie: „Czyż to nie jest nauka bandyckiej strategii?”. Zwrócił on także uwagę na jeszcze inny aspekt tego zjawiska. Skoro prasę tę czytało 200 tysięcy osób, to tak, „jakbyśmy żyli w społeczeństwie bandytów”. Szkoła, w której uczeń średnio przebywa 4-5 godzin dziennie, nie jest w stanie wystarczająco ukształtować osobowości młodego człowieka. Prasa zajmująca się opisem grzechów, nie ułatwia młodemu człowiekowi dojrzewania do człowieczeństwa, a tym samym – odpowiedzialnego podejmowania zadań obywatelskich

Niestety nie wiem jaki był podówczas nakład "Ateneum Kapłańskiego", ale podejrzewam, że niewielki - stąd może gorący ton tych wypowiedzi. Nawiasem mówiąc, ciekawe ilu późniejszych "Polnische Banditen" jako piętnastoletnie pyrdki z wypiekami na twarzy czytało te historie o włamaniach i strzałach zza węgła, co przydało im się później w pracy partyzanckiej...

Ale z obszernej pracy dr Laskowskiej dowiadujemy się, że Tajny miał więcej wrogów:

W krytyce Tajnego Detektywa ks. Wyszyński nie był odosobniony. Tygodnik ten potępiany był również przez redakcję Przełomu, której ocena została zamieszczona m.in. w Myśli Narodowej: „Przełom piętnuje zorganizowanie aparatu wydawniczego dla zysku, wydawnictwa, z którego na całą Polskę wylewa się cuchnąca ciecz kryminału, smrodu, domu publicznego, handlu żywym towarem, przemytnictwa, zboczeń seksualnych, narkomanii. Brudną, plugawą szmatę kupują za parę groszy piętnastoletni chłopcy i piętnastoletnie podlotki, czyta młodzież szkolna obojga płci". Podobna krytyka, dotycząca Tajnego Detektywa pojawiła się także na XII Zjeździe Katolickim w Kępnie, podczas którego podkreślono demoralizujący wpływ pisma na młodzież. Ks. Stefan Wyszyński szczególną uwagę zwrócił na apel Chrześcijańsko-Narodowego Stowarzyszenia Nauczycielstwa okręgu pomorskiego skierowany do zarządu głównego o „podjęcie akcji zwalczania powyższego tygodnika”. Nauczyciele uzasadniali swój wniosek tym, że Tajny Detektyw udaremniał ich pedagogiczną pracę i wszelkie działania wychowawcze wśród młodzieży. Związek Nauczycielstwa Polskiego przeprowadził w Poznaniu ankietę wśród młodzieży, która dotyczyła Tajnego Detektywa w celu ukazania skutków lektury pisma. Badania te wykazały, że po pismo sięgała najczęściej młodzież słabo ucząca się w wieku 10-12 lat ze szkół powszechnych, a więc z rodzin robotniczych. Wśród tych młodych czytelników przeważali chłopcy. Przyczyną tak dużego zainteresowania Tajnym Detektywem były szczegółowe opisy zbrodni, samobójstw oraz kradzieży, co potwierdza wypowiedź dziesięcioletniej dziewczynki: „W tej gazecie najciekawsze jest jak jeden pan zabił dwie dziewczynki”

Tajny Detektyw nie był krytykowany wyłącznie przez wychowawców, pisarzy czy duchowieństwo. Zastrzeżenia natury etycznej na temat tygodnika padły również na sali sądowej podczas rozprawy, dotyczącej morderstwa pewnej dziewczynki. Sąd orzekł, że przesłanki, jakimi kierował się morderca podczas dokonywania zbrodni, nie były efektem dziedziczności, ale zrodziły się one pod wpływem lektury omawianego pisma. 

Ks. Wyszyński przywołał także słowa oburzenia – polskiej działaczki społecznej, pisarki, publicystki – Heleny Romerowej, która w Tajnym Detektywie dostrzegła m.in. opis morderstwa starszej ciotki dokonanego przez 17-letniego chłopca. Zwróciła także uwagę na publikowane na łamach tej prasy sposoby szantażowania, raporty z zabójstw, których sprawcami byli nieletni.

Helena Romer-Ochenkowska była autorką takich dzieł, jak Karylla czyli miłość patriotyczna (1904), Wesele na Wileńszczyźnie (1929), Rok 1863 na Litwie (1934), Majaki (1911), Swoi ludzie (1922) czy Tutejsi (1931) i same te tytuły pokazują, że była prawdziwą, jak to mawiał Gombrowicz, ciotką kulturalną - nie dziwi zatem jej przerażenie opisem morderstwa ciotki przez chłopię. Ale Andrzej Bursa właśnie (1932) przyszedł na świat - nic nie miało być już takie, jak dawniej.






Cytaty kursywą za: Dr Małgorzata Laskowska, Postulaty etyczne dla mediów w publicystyce ks. Stefana Wyszyńskiego, "Kultura - Media - Teologia", 2010( 3) nr 3, s. 92-104.
http://www.kmt.uksw.edu.pl/postulaty-etyczne-dla-mediow-stefana-wyszynskiego-artykul

Za: "Tajny Detektyw" nr 43 i 44, rok I (8 i 15 XI 1931), rok III nr 1 (103), 1 I 1933.

wtorek, 1 lutego 2011

Ku Klux Klan, Poligamista i Piazza Gesu, czyli tylne okładki vol. I

"Tajny Detektyw" miał dwie tytułowe winiety: na pierwszej i na ostatniej stronie. Strona pierwsza zawsze zapowiadała gorący materiał, często w formie kunsztownego fotomontażu, strona ostatnia - rozmaicie. Zdarzały się duże fotografie do jednego z tekstów zamieszczonych w numerze, ale zdarzały się również jednozdjęciowe fotoreportaże o jakimś zjawisku, o którym dany numer całkowicie milczał. Tym razem pierwszy zestaw:







Za: "Tajny Detektyw" nr 43, rok I (8 XI 1931), nr 1, rok III (1 I 1933)

sobota, 15 stycznia 2011

Drobne ogłoszenia, drobne ogłoszenia...

"Tajny detektyw" to nie tylko artykuły, ale i ogłoszenia, zagadki detektywistyczne, kącik z humorem, fotoreportaże... na marginesach naszych publikacji będziemy zatem co jakiś czas prezentować i te perły. Na pierwszy ogień, z okazji Nowego Roku - na przykład te:








Za: "Tajny Detektyw" nr 1 i 2 (103 i 104), rok III (1 i 8 I 1933)

czwartek, 13 stycznia 2011

O paru ważnych częściach służącej Goretti

Znana Goretti padła kiedyś ofiarą gwałciciela i mordercy i została nawet świętą. Było jej Maria. Tej było Paulina i świętą nie została, ale ofiarą też padła, a sprawa miała swą kontynuację w ponurych składach bagażowych kolei włoskich.


Być może pamiętają Państwo piosenkę Michnikowskiego z Kabaretu Starszych Panów o damie, która zeszła z portretu gdy artysta się w niej zakochał? Malarz...


To wzrokiem w damie tonie i robi mu się smutno,
to znów podbiegnie do niej i ucałuje w płótno.
Tak męczy się nasz plastyk, a los mu figla płata
uczuciem do niewiasty, co jest non consumata .

Aż raz gdy golnął wina wśród zaklęć czułych szeptu
spogląda, a dziewczyna zstępuje doń z portretu. 

Lecz że malował damę Picassa szkołą znaną,
oddzielnie każdy fragment z portretu zszedł i stanął.

A kiedy w drżących dłoniach połączył je w kształt szczęścia,
zrozumiał, że zapomniał o kilku ważnych częściach.
Współcześni mistrze, jak tu wam teraz nie powtarzać:

Nie twórzcie damskich aktów bez spisu inwentarza.
 

Tak też było z włoską policją, która miała problemy z inwentarzem Pauliny Goretti. Ale nie uprzedzajmy faktów!






Za: "Tajny Detektyw" nr 2 (104), rok III (8 I 1933)

Dzielny Turek walczy z samogonką

Zlałem dziś 6 półlitrówek nalewki na cytrynach, grapefruitach i wanilii, a także 7 półlitrówek pomarańczowki z cynamonem i rzec muszę, że od razu pomyślałem sobie - zadumany nad cenami spirytusu - o przedwojennych domorosłych gorzelnikach.

Zwalczało ich polskie państwo, zwalczały ich siły różnorakie, zwalczał ich również kierownik brygady komisarz Turek. Po blisko osiemdziesięciu latach nie wiadomo, czy nazwisko komisarza było przyczyną żartów - ale mogło nią być z pewnością. Kemal Mustafa Ataturk żył jeszcze i miał pożyć kolejne lat pięć, a wprowadzone przezeń wielkie reformy Turcji weszły w życie stosunkowo niedawno, toteż w Polsce w powszechnym przekonaniu Turcy alkoholu nie tykali, ba, brzydzili się nim srodze - a już zwłaszcza w powszechnym przekonaniu mieszkańców powiatu brodzkiego w województwie tarnopolskim, którzy mniej chyba interesowali się bieżącymi przemianami społeczeństwa tureckiego niż pędzeniem samogonki. Tak czy owak, lotna brygada Urzędu Skarbowego Akcyz i Monopoli skonfiskowała niejeden gar zacieru, co fotograf uwiecznił, a dziennikarz opisał, mimochodem tylko wtrącając swoje narzekania na niską jakość brodzkiej samogonki, tworzonej w sposób prymitywny, bez jakiejkolwiek, doprawdy, finezji.

 


Za: "Tajny Detektyw" nr 1, rok III (1 I 1933)

wtorek, 11 stycznia 2011

Do ostatniej kropli krwi!

Smutny młodzian o nieco zmierzwionej czuprynie, który, odsłoniwszy skrwawione bandaże, którymi opatrzono zranione palce, wpatruje się w P. T. Czytelników z okładki "Tajnego Detektywa" to Piasecki Franciszek z Mławy, który ocalił dobytek (niewielki, sądząc ze zdjęć) sklepikarza Rotenberga. Jednak uwagę przykuwa nie zasługa strażnika Piaseckiego, za którą otrzymał nagrodę i widoki na Krzyż Zasługi, ale mięsisty opis pościgu, w którym zarówno ścigający, jak i ścigani zadają sobie kolejne rany, słabną, zbryzgują krwią gumno i gubią kożuszki.





W lewym dolnym rogu bandyta Swendrowski, który, jak widać, też zdrowo oberwał.



Za: "Tajny Detektyw" nr 1, rok III (1 I 1933)

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Straszny los Mindli Filozof albo zgubna ciekawość

Różne były w Polsce partie po przewrocie majowym, była i NPR-Prawica, partia robotnicza, ale i narodowa, którą w Łodzi współrządził niejaki Kuchciak, wiceprezes. Skądinąd - jeśli wierzyć naszemu korespondentowi - admirator pana z wąsikiem zza naszej zachodniej granicy. I współrządziłby sobie pewnie dłużej, gdyby nie wieść, która gruchnęła jak bomba.

W całej jednak tej historii najbardziej poruszająca jest postać Mindli Filozof, przypadkowej ofiary, która, kierując się potrzebą właściwą filozofom, postanowiła należycie zbadać sprawę, która dosłownie z nieba jej spadła.




Tymczasem z "Nowin codziennych"  (1933, Rok 2 nr 142) dowiadujemy się, że "Przechodząca przypadkowo Mindla Filozof podniosła blaszane pudełko, schowała je pod chustkę i zrobiła zaledwie kilka kroków, gdy bomba wybuchła i rozerwała ją na kawałki." Nie dowiemy się zatem nigdy, czy Mindla odwinęła papier, czy też schowała zawiniątko pod chustkę, by zbadać je dopiero później. Obie wersje zgodne są tylko co do tego, że została rozerwana na drobne części.

Ostatecznie sąd skazał Kuchciaka na 15 lat, Rzetelskiego na 12, a szofera Szmigielskiego czy też Śmigulskiego na lat 10. Nie wiadomo, kiedy (i czy w ogóle) wyszli na wolność, raptem sześć lat później wybuchła wojna, która zapewne zabrałaby również Mindlę Filozof, nawet gdyby nie sięgnęła po spadający z nieba pakunek pod łódzkim urzędem na Ogrodowej.


Za: "Tajny Detektyw" nr 1, rok III (1 I 1933)

piątek, 7 stycznia 2011

Niezróżniczkowa mimika i uszy od garnka, czyli jak poznać przestępcę?

Wprawdzie rozpoczął się rok 1933, ale "Tajny detektyw!" wciąż jeszcze tkwił w głębokim XIX wieku, sycąc się kawałkami w stylu Lombroso, dzięki czemu polecał czytelnikom "czytanie z twarzy jak z otwartej księgi". Ponieważ każdy z nas może przypadkowo natrafić na przestępcę, polecamy P. T. Czytelnikom te szacowne wywody (pozwolą nam one odróżnić nie tylko owcę czarną od białej, ale i hochsztaplera od mordercy), które przez blisko osiem dekad nic nie straciły na aktualności. Ani nie zyskały.




Za: "Tajny Detektyw" nr 1, rok III (1 I 1933)

czwartek, 6 stycznia 2011

Trzej królowie monarchowie i łazienkowy u astrologa

Święta, Święta i... no niby po Świętach, a jednak nie, bo przywrócono, na powrót wyniesiono na kalendarze Święto Trzech Króli, więc specjalnie dla P. T. Czytelników tym razem nie reportaż z miejsca zbrodni, a wyssana z redaktorskiego palca kryminalna opowiastka z okazji Gwiazdy Betlejemskiej.


Niech Wam, Drodzy Czytelnicy, Gwiazdka Pomyślności nigdy nie zagaśnie. A wspomnijcie biedną wyssaną z palca pielęgniarkę Martę K. (lub N., z palca ssie się niedokładnie).

Za: "Tajny Detektyw" nr 1, rok III (1 I 1933)