Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1931/44. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1931/44. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Rekolekcje: melancholijny obrazek z okazji Wielkiego Tygodnia.

Tym razem bez witzów i szpasów: nieciekawa, właściwie, notka o powieszeniu przestępcy, byłego bolszewickiego komisarza, który grasował przez całe lata w okolicach Łomży. Po czterech latach rabowania i siedmiu kolejnych ukrywania się, idą, prowadzeni pod obstawą policyjną, rozbójnicy w przydużych płaszczach i więziennych czapkach. Takie tam barabasze łomżyńskie. Pod rozwagę tęskniącym do kary śmierci.



Za: "Tajny Detektyw" nr 44, rok I (15 XI 1931)

wtorek, 1 marca 2011

Bajka o hrabiance i Kocie

Znany jest Kot Makawity - i Polska miała swojego Kota-przestępcę, mianowicie Kota Stanisława (Tajny Detektyw! z rzadka podawał nazwiska i imiona złoczyńców w szyku przestawnym, upatrywałbym tu zatem złośliwości dziennikarza, który przechrzcił Stanisława Kota na Kota Stanisława - zwłaszcza, że imiona i nazwiska arystokratów ustawione są jak należy).

Kot Stanisław wraz ze swą bandą obrabował hr. Sołtykównę, panienkę sześćdziesięcioletnią, zamieszkałą w tym oto skromnym pałacyku:



Ale, jak to w bajkach bywa, został złapany przez dzielnego policjanta (dzięki dzielnemu jubilerowi, Józefowi Bar Rymanowi) i postawiony przed wiceprezesem sądu w Równem, sędzią Grocholskim razem z resztą swojej bandy:



A zatem kot, kot, pani matko, kot, kot, narobił hr. Sołtykównie łoskot. Wszystko jednak, jak to w bajkach, skończyło się dobrze - poza może cierpieniem siostry Plewy. Ale już niebawem przyszli bolszewicy i z pałacu w Szpanowie zostały jeno resztki założenia parkowego. Dziś widnieje tylko na zdjęciach w Narodowym Archiwum Cyfrowym i w zapisach "Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich" z 1892 r., Tom XII (Szlurpkiszki – Warłynka).


Za: "Tajny Detektyw" nr 44, rok I (15 XI 1931)

piątek, 18 lutego 2011

Prymas Tysiąclecia, nieśmieszne dowcipy i zabicie ciotki

Przedostatnią stronę Tajnego Detektywa  zajmował dział:


 Gdzie publikowano zagadki detektywistyczne oraz zupełnie, jak się dziś zdaje, nieśmieszne dowcipy oraz równie nieśmieszne żarty rysunkowe autorstwa niejakiego Charliego. Charlie to pseudonim Karola Ferstera (1902-1986), ucznia Weissa na krakowskiej Akademii i późniejszego rysownika "Przekroju", gdzie stworzył postać arystokratycznego buca, który nie może odnaleźć się w powojennej, wspaniałej rzeczywistości, niejakiego Augusta Bęc-Walskiego.

Na razie jednak Charlie jest dzieckiem swoich czasów, czyli szalonych lat trzydziestych i rysuje tak:


 



 




Tymczasem Stefan Wyszyński, raptem o rok starszy od Charliego (który nie wie jeszcze, że będzie pracował dla PRLowskiej propagandy), nie wie jeszcze, że będzie Prymasem Tysiąclecia (spuśćmy zasłonę miłosierdzia na ten przydomek), szefuje katolickiemu pisemku "Ateneum Kapłańskie" i pisuje tam sążniste filipiki przeciwko zepsuciu społeczeństwa. Jednym z jego celów był właśnie "Tajny Detektyw":

Ks. Stefan Wyszyński szczególnie krytykował i zwalczał przemoc oraz pornografię obecną w mediach. Do prasy propagującej tę tematykę należał wówczas m.in. tygodnik o charakterze kryminalno-sądowym – Tajny Detektyw. W artykule pt. „Społeczeństwo i prasa a wychowanie młodzieży" ks. Wyszyński przedstawił ocenę etyczną tego pisma. Jest ono – jak zauważył – przykładem postępującej w prasie popularności tematów kryminalistycznych oraz erotycznych. W obliczu tych treści teksty informacyjne i oświatowe wydają się być drugorzędne. Tajny Detektyw był szczególnym przykładem lekceważenia etyki dziennikarskiej, gdyż pismo to kreowało się jako profesjonalne, by w ten sposób – poprzez pseudonaukową analizę zbrodni – odciągnąć od niej młodzież. Rzeczywisty jednak zamiar wydawcy był inny. Jak zaznaczył ks. Wyszyński, pismo było „wypełnione (...) krwawymi tytułami i drobiazgowymi opisami morderstw, rabunków z taką dokładnością i posmakiem odtworzonych, że powstaje wątpliwość, czy pismo to przestrzega przed zbrodnią, czy też do niej zachęca”. Ks. Wyszyński zwrócił uwagę na to, że na końcu zeszytów Tajnego Detektywa znajdowały się zabawy, rebusy wymagające od czytelnika wejścia w rolę bandyty i przeżycia tym samym różnego rodzaju zbrodni. Innym tego przykładem jest ogłoszony konkurs, polegający na odszukaniu wyjścia z hotelu obstawionego policją. Nagrodą za „prawidłowe” rozwiązanie miała być sensacyjna książka. W tym miejscu ks. Stefan Wyszyński postawił pytanie: „Czyż to nie jest nauka bandyckiej strategii?”. Zwrócił on także uwagę na jeszcze inny aspekt tego zjawiska. Skoro prasę tę czytało 200 tysięcy osób, to tak, „jakbyśmy żyli w społeczeństwie bandytów”. Szkoła, w której uczeń średnio przebywa 4-5 godzin dziennie, nie jest w stanie wystarczająco ukształtować osobowości młodego człowieka. Prasa zajmująca się opisem grzechów, nie ułatwia młodemu człowiekowi dojrzewania do człowieczeństwa, a tym samym – odpowiedzialnego podejmowania zadań obywatelskich

Niestety nie wiem jaki był podówczas nakład "Ateneum Kapłańskiego", ale podejrzewam, że niewielki - stąd może gorący ton tych wypowiedzi. Nawiasem mówiąc, ciekawe ilu późniejszych "Polnische Banditen" jako piętnastoletnie pyrdki z wypiekami na twarzy czytało te historie o włamaniach i strzałach zza węgła, co przydało im się później w pracy partyzanckiej...

Ale z obszernej pracy dr Laskowskiej dowiadujemy się, że Tajny miał więcej wrogów:

W krytyce Tajnego Detektywa ks. Wyszyński nie był odosobniony. Tygodnik ten potępiany był również przez redakcję Przełomu, której ocena została zamieszczona m.in. w Myśli Narodowej: „Przełom piętnuje zorganizowanie aparatu wydawniczego dla zysku, wydawnictwa, z którego na całą Polskę wylewa się cuchnąca ciecz kryminału, smrodu, domu publicznego, handlu żywym towarem, przemytnictwa, zboczeń seksualnych, narkomanii. Brudną, plugawą szmatę kupują za parę groszy piętnastoletni chłopcy i piętnastoletnie podlotki, czyta młodzież szkolna obojga płci". Podobna krytyka, dotycząca Tajnego Detektywa pojawiła się także na XII Zjeździe Katolickim w Kępnie, podczas którego podkreślono demoralizujący wpływ pisma na młodzież. Ks. Stefan Wyszyński szczególną uwagę zwrócił na apel Chrześcijańsko-Narodowego Stowarzyszenia Nauczycielstwa okręgu pomorskiego skierowany do zarządu głównego o „podjęcie akcji zwalczania powyższego tygodnika”. Nauczyciele uzasadniali swój wniosek tym, że Tajny Detektyw udaremniał ich pedagogiczną pracę i wszelkie działania wychowawcze wśród młodzieży. Związek Nauczycielstwa Polskiego przeprowadził w Poznaniu ankietę wśród młodzieży, która dotyczyła Tajnego Detektywa w celu ukazania skutków lektury pisma. Badania te wykazały, że po pismo sięgała najczęściej młodzież słabo ucząca się w wieku 10-12 lat ze szkół powszechnych, a więc z rodzin robotniczych. Wśród tych młodych czytelników przeważali chłopcy. Przyczyną tak dużego zainteresowania Tajnym Detektywem były szczegółowe opisy zbrodni, samobójstw oraz kradzieży, co potwierdza wypowiedź dziesięcioletniej dziewczynki: „W tej gazecie najciekawsze jest jak jeden pan zabił dwie dziewczynki”

Tajny Detektyw nie był krytykowany wyłącznie przez wychowawców, pisarzy czy duchowieństwo. Zastrzeżenia natury etycznej na temat tygodnika padły również na sali sądowej podczas rozprawy, dotyczącej morderstwa pewnej dziewczynki. Sąd orzekł, że przesłanki, jakimi kierował się morderca podczas dokonywania zbrodni, nie były efektem dziedziczności, ale zrodziły się one pod wpływem lektury omawianego pisma. 

Ks. Wyszyński przywołał także słowa oburzenia – polskiej działaczki społecznej, pisarki, publicystki – Heleny Romerowej, która w Tajnym Detektywie dostrzegła m.in. opis morderstwa starszej ciotki dokonanego przez 17-letniego chłopca. Zwróciła także uwagę na publikowane na łamach tej prasy sposoby szantażowania, raporty z zabójstw, których sprawcami byli nieletni.

Helena Romer-Ochenkowska była autorką takich dzieł, jak Karylla czyli miłość patriotyczna (1904), Wesele na Wileńszczyźnie (1929), Rok 1863 na Litwie (1934), Majaki (1911), Swoi ludzie (1922) czy Tutejsi (1931) i same te tytuły pokazują, że była prawdziwą, jak to mawiał Gombrowicz, ciotką kulturalną - nie dziwi zatem jej przerażenie opisem morderstwa ciotki przez chłopię. Ale Andrzej Bursa właśnie (1932) przyszedł na świat - nic nie miało być już takie, jak dawniej.






Cytaty kursywą za: Dr Małgorzata Laskowska, Postulaty etyczne dla mediów w publicystyce ks. Stefana Wyszyńskiego, "Kultura - Media - Teologia", 2010( 3) nr 3, s. 92-104.
http://www.kmt.uksw.edu.pl/postulaty-etyczne-dla-mediow-stefana-wyszynskiego-artykul

Za: "Tajny Detektyw" nr 43 i 44, rok I (8 i 15 XI 1931), rok III nr 1 (103), 1 I 1933.

piątek, 11 lutego 2011

Gangsterzy i pieczeniarze

W przepastnych archiwach "Tajnego Detektywa" mam parę najulubieńszych historii, w tym tę o doktorostwie Rancach z Łucka - trochę dlatego, że mógłby ją napisać Balzac albo Maupassant, a trochę ze względu na sympatyczny gest rozbójników - że nie wspomnę już o wnikliwym portrecie fryzjerów jako grupy społecznej grającej na mandolinie i "trudniącej się" (z naciskiem na cudzysłów) pisaniem wierszy.

 



Ale właściwie wszystko tu jest piękne i w punkt utrafione. Oprych z Brazylii, maski na twarzach, wpadka, wreszcie to, że uskładane przez Ranców złote rublówki poszły na utrzymywanie artystki filmowej L. W. i pewnej krakowskiej panienki - esencja epoki.

PS: Uważny obserwator dowie się z portretu Ranców, że w międzywojniu lekarz mógł zgromadzić fortunkę w złocie pracując tylko 4 godziny dziennie...


Za: "Tajny Detektyw" nr 44, rok I (15 XI 1931)

czwartek, 10 lutego 2011

Drobne ogłoszenia, drobne ogłoszenia... vol. II

Gdyby ktoś z Państwa chciał się wymasować w Jarosławiu lub chciał zostać zastępcą...






Za: "Tajny Detektyw" nr 43 i 44, rok I (8 i 15 XI 1931)

wtorek, 18 stycznia 2011

Ala Labello w składzie towarów łokciowych i Kandyd na wyścigach.

Tajny Detektyw troszczy się również o morale i wiedze prawną P. T. Czytelników, ofiarowując im do wglądu casusy prawne i łamigłówki etyczne, które ujmują swoim staromodnym czarem (tuż obok pełnokrwistych zdjęć ofiar i sążnistych opisów zbrodni). Tym razem Ala Labello w swej niedościgłej roli (u jej boku chlebodawca, grany przez Żabczyńskiego, który ma mieć w Warszawie swoje rondo, tylko nie wiadomo które; proponuję rondo borsalino) i rozpaczliwa historia o nadmiarze złotych polskich.




Za: "Tajny Detektyw" nr 44, rok I (15 XI 1931)