Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kahanek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kahanek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 sierpnia 2013

16 ciosów sztyletem, czyli co by Freud powiedział?

Odratowany przez policję żonobójca i niedoszły samobójca, Aleksander Kahanek, kupiec lwowski, w trakcie przesłuchań  rozwinął bogatą w szczegóły opowieść, typową dla ludzi cierpiących na manię prześladowczą. Co skłoniło go do zamordowania nieszczęsnej Kahankowej? Czy rzeczywiście za zbrodnią stał nieznany "zły duch"?



Rok temu pisałem już o Kahanku, który zabójstwem żony połączonym z samobójstwem postanowił uwolnić świat od niszczącego wpływu Żydów i masonerii. Początek artykułu przypomina to, co już wiemy, dalej jednak można przeczytać o zagadkowym nieznajomym:



Nie znalazłem na razie, niestety, żadnych wiadomości o procesie Kahanka; nie sądzę jednak, by odnalazł się jakiś "zły duch" stojący za zabójstwem - zwłaszcza taki, jak na okładce "Tajnego Detektywa", czyli widmowy łeb w aureoli. Owszem, być może trafił się jakiś cwaniak, który omotał lwowskiego kupca, zdradzającego coraz dalej postępujące symptomy obłędu, i postanowił przygarnąć jego składaną w skarpecie gotowiznę - wątpię wszakże, by przekonywał go (a już zwłaszcza hipnotyzował) by zgładził żonę; jeśli bowiem coś mogło pokrzyżować plany przejęcia majątku, to właśnie zabójstwo i towarzyszący mu skandal. Podejrzewam nawet, że nieznajomy, u którego Kahanek rzekomo deponował kapitały, był jego wymówką: interes, niegdyś kwitnący, prosperował - i z powodu kryzysu, i za sprawą rozstroju nerwowego właściciela - coraz gorzej. Chwiejny umysł mógł w takim wypadku wygenerować niewidzialnego przyjaciela, u którego deponuje się bajońskie sumy (bo 50 tys. przed wojną było sumą bajońską).

Ciekawe, jak wszystko tu się składa w długoletnią historię choroby i obsesji, z których chory, niestety, leczył się - jak wiemy z listu do mecenasa - nie u lekarza, a samą "pomocą Boga" i "własną inteligencją". Czego Kahanek się nie tknął, było trefne: konkurencja chciała go zniszczyć, sprzedając towary zbyt tanio (przypominam, że szalał kryzys i sklepy wyprzedawały się, żeby utrzymać się na powierzchni), żona była w zmowie z mafią, a przeciwnicy złośliwie z Kahanka robili wariata. Widać tu również silne wpływy propagandy kościelno-endeckiej: mania gromadzenia gotówki była tłumaczona potrzebami "Polski mocarstwowej" (inwestycje są dla żydowskich spekulantów; Polak-katolik-patriota trzyma przecież pieniądze w kufrze!), życie najlepiej spędzić w klasztorze (sowicie go uposażywszy), a wszystkiemu grożą Żydzi i masoni.

Było może i drugie dno w tej manii - absolutnie, oczywiście, niewyrażalne - i nieprzypadkowo ofiarą śmiertelną została właśnie żona, a nie ten Żyd czy tamten mason. Otóż małżonkom wyraźnie się nie układało na tle seksualnym, i nie chodzi tylko o 15 czy 16-letnią (w zależności od źródła) różnicę wieku. W "Tajnym Detektywie" czytamy: "on zarzucał jej niepłodność - ona zanik aktywności", ale z wcześniejszego artykułu wiemy też, że jednym z przejawów manii prześladowczych Kahanka było oskarżanie żony, że truje go ona napojami miłosnymi, których sekretów nauczył jej pierwszy mąż. "Pierwszy mąż" zresztą to określenie grzecznościowe; Gloss był wieloletnim kochankiem późniejszej pani Kahankowej i zostawił jej w spadku cały majątek, ale do ślubu nie doszło, jak dowiadujemy się z materiału w łódzkim "Echu":


Czy takie właśnie było tło mordu? Młody, 31-letni mężczyzna ("przystojny", jak czytamy w "Echu", ale tu już można mieć pewne wątpliwości...) poślubił wdowę-niewdowę dla pieniędzy, zainwestował je w - nomen omen - interes, "ale wtedy mu wychłódło, bo już była stare pudło", w związku z czym frustracja seksualna rosła (a u mężczyzny o sztywnym kręgosłupie moralnym rozładowywanie jej w jakikolwiek inny sposób w grę nie wchodziło) i znalazła ujście w manii prześladowczej, która po dziesięciu latach zaowocowała mordem (dokonanym - co by na to Freud powiedział - ostrym narzędziem, w łóżku)? Możemy tylko gdybać.



PS: Kamienica przy Fredry 4, w której Kahanek prowadził sklep papierniczy, stoi po dziś dzień (podobnie jak ta na Sykstuskiej, gdzie zginęła Kahankowa); dziś mieści się tam sklep Hugo Bossa  i biuro notariusza:




Za: "Tajny Detektyw" nr 37, rok 4, 9 IX 1934, "Echo", rok X nr 216, 9 VIII 1934

piątek, 28 września 2012

Jak żonobójca Kahanek świat od Żydów i masonów wyzwalał

"Tajny Detektyw" bawi i kształci. Zamieszcza na przykład wyniki naukowych badań, które świadczą o tym, że mężczyzna, który założy "nienormalną" rodzinę, poślubiając starszą od siebie kobietę, najpewniej zostanie mordercą na tle osobistych ambicji. I, rzeczywiście: kupiec lwowski Kahanek poślubił wdowę starszą od siebie o lat 16, co niechybnie przywiodło go do obłędu na tle religijnym i, ostatecznie, zbrodni.



Kahankowie byli małżeństwem zamożnym: jak widać ze zdjęcia, wynajmowali duże, trzypokojowe mieszkanie na Sykstuskiej - nieopodal Wałów Hetmańskich, czyli dzisiejszego Prospektu Swobody - w przepięknej, luksusowej kamienicy zbudowanej w 1909 r. wg projektu Władysława Podhoreckiego (zachowanej zresztą do dziś, łącznie z tymi obłędnymi podziałami okien, typowymi dla Belle Epoque). Poznali się czternaście lat wcześniej, kiedy on był nieźle prosperującym kupcem w branży papierowej, ona - zamożną wdową po farmaceucie; pobrali się pomimo różnicy lat, która w owych czasach była uznawana za gorszącą (co innego w drugą stronę - mężczyzna poślubiający kobietę 16 lat młodszą był zdecydowanie "normalny"). Cóż wydarzyło się dalej?




Można rzeczywiście założyć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że Kahanek był chory psychicznie. Czy jest sens zagłębiać się w jego rojenia? Chyba tak. Wiadomo bowiem, że o ile każdy chory choruje na swój własny sposób, o tyle widmowe źródła zagrożenia są często wspólne. Kiedyś na chorego czyhały diabły i wiedźmy, później - ufoludki i promieniowanie z kosmosu, teraz pewnie islamiści z bombą i GMO. Modą epoki w czasach Kahanka byli straszliwi Żydzi i masoni. Zresztą, jak widać, jego mania prześladowcza nie koncentrowała się tylko na tych zagrożeniach, które ówczesna endecka propaganda mełła bez ustanku tak, jak dziś miele się smoleńskie zamachy - strach nieszczęsnego kupca obejmował również jego żonę, ową "narkotyczną czarodziejkę", której pierwszy mąż, farmaceuta, miał przekazać magiczne sekrety.

Czy Kahankowa (o której skądinąd wiadomo, że nie była Żydówką, ale Rumunką, a i do loży masońskiej nie należała) była ofiarą antysemickich i antymasońskich kampanii? Śmiem wątpić. Gdyby propaganda i "mądrość ulicy" wskazywały inne zagrożenie, chory mąż zabiłby ją z innego powodu. Ale w jego rojeniach odbijają się lęki tamtych czasów: mason z katolickiej propagandy łączy się z Żydem z carskich "Protokołów Mędrców Syjonu", przefiltrowanych przez endeckie pisemka, a nowoczesny strach przed narkotykami - z zabobonną wiarą w czarodziejskie możliwości farmaceutów. W tej ostatniej kwestii nie bez znaczenia był  pewnie kontekst seksualny: starsza żona po prostu musiała mieć coś na sumieniu, skoro "omotała" młodego mężczyznę. "Tajny Detektyw" publikując wynurzenia o kryminogennych właściwościach takich "niedobranych" stadeł niewiele bowiem błądził. Źródłem problemu była jednak nie "nienaturalność" takiego małżeństwa (małżeństwo należy do świata kultury, nie natury, i w jakimś sensie zawsze jest "nienaturalne"), ale społeczny ostracyzm, który mógł generować spore stresy.



Za: "Tajny Detektyw" nr 4, rok 2, 24 I 1932 i nr 33, rok 4, 12 VIII 1934