Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hollywood. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hollywood. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 sierpnia 2013

Trup pośród hollywoodzkich sław

Jest wszystko, czego trzeba w kryminale w stylu Agathy Christie: luksusowa posiadłość, wspaniałe przyjęcie, towarzystwo z wyższych sfer, nagły strzał, ciało - i, oczywiście, podejrzenia. Kto zabił autora musicalowych piosenek? I czemu?


Jerry Jarnagin - bo tak naprawdę brzmiało jego nazwisko, przekręcone przez redaktorów "Tajnego Detektywa" - rezydował z żoną w Toluca Lake. W tej okolicy mieszkało wówczas - i mieszka po dziś dzień - sporo rozmaitych sław; wówczas: Amelia Earhart z mężem, magnatem wydawniczym, Putnamem, a później, między innymi, Bing Crosby, Bob Hope, Doris Day, Frank Sinatra, Goldie Hawn, Denzel Washington, Andy Garcia, Zac Efron, Kirsten Dunst, Miley Cyrus, Jonas Brothers... W czasach Earhart (która osiedliła się w Toluca Lake z uwagi na bliskość fabryki samolotów firmy Lockheed w pobliskim Burbank) można się tam było "zaszyć" z dala od szumu wielkich studiów filmowych (choć Universal Studios były o rzut beretem), dziś celebrytów przyciąga głównie figurujące w nazwie miejscowości jezioro: ogrodzone, prywatne, w całości należące do mieszkańców otaczających je willi.

Przyjęcie mogło być zatem po hollywoodzku huczne - ale nie było; w istocie gości było tylko troje: wspomniana w artykule siostrzenica (nie kuzynka) pani Franklin z narzeczonym (nie mężem), i przyjaciółka małżonków, pani Klein. Pistolet faktycznie leżał na oddalonym od ciała fotelu - początkowo więc sądzono, że doszło do morderstwa. Podejrzenia padły na byłego służącego ("zabił lokaj!"): Lawrence'a Thomasa, który miał być wkrótce przesłuchiwany w sprawie napaści na chlebodawczynię. Otóż pomiędzy Thomasem a Jarnaginem wywiązała się gwałtowna kłótnia, a kiedy pani Franklin usiłowała zainterweniować, została pobita przez służącego kolejno dzbanem na wino, nogą od stołu i telefonem (sic!). Thomas miał jednak niepodważalne alibi: był z matką w odległym o pięćdziesiąt kilometrów mieście Pomona.

Bliższe badania wykazały, że wszystko wskazuje na samobójstwo - kompozytor bywał ponoć ostatnimi czasy poważnie przygnębiony kłopotami z finansami i ze znalezieniem angażu. Morderca nie miałby jak wyślizgnąć się z miejsca zbrodni niezauważony przez obecnych. Rana była zadana z bliska (i osmalona), zaś pistolet, upuszczony przez Jarnagina, albo upadł na fotel i wraz z nim został przesunięty w ogólnym zamieszaniu, albo podniesiony przez kogoś bezwiednie i odłożony na bok. Jak pisze Berkeley Daily Gazette, Pani Franklin, wdowa, gwiazda komedii muzycznej, nie była przekonana, czy jej mąż faktycznie popełnił samobójstwo [...] Aktorka, dawszy wyraz swej niepewności w wybuchu histerii [...] omdlała na pulpit dla świadków.

Ostatecznie sąd uznał śmierć Jarnagina za samobójstwo - i być może tak w istocie było. A może po prostu zabrakło na miejscu panny Marple lub Herculesa Poirot?


PS: Jarnagin był drugim mężem pani Franklin - pierwszy, Burton Green, również kompozytor, przeżył załamanie nerwowe na froncie I wojny światowej, gdzie występował z żoną ku pokrzepieniu serc jankeskich chłopców; zmarł po kilkutygodniowej chorobie w roku 1922. Jarnagin, jak wiemy, postradał życie w 1934. Sama pani Franklin, która przed Wielkim Kryzysem obwieściła prasie, że planuje założenie domu dla emerytowanych aktorek (na co wkrótce nie miała odpowiednich środków), sama zmarła w analogicznej instytucji w roku 1941. Miała 65 lat. Przyznawała się do 57. 


Za: "Tajny Detektyw" nr 36, rok 4, 2 IX 1934 

sobota, 14 stycznia 2012

Teutoński przemysł w służbie Hollywoodu

Ach, ci wspaniali mężczyźni z ich wspaniałymi kajdankami, które jednym ruchem zaciskają na nadgarstkach opornego, przyłapanego właśnie złoczyńcy, recytując mu formułę o tym, że ma prawo milczeć! Ileż niezapomnianych scen, iluż niezapomnianych aktorów!

Tymczasem okazuje się, że dzięki "Tajnemu" możemy dość precyzyjnie ocenić nie tylko datę, ale i miejsce powstania tego pomysłowego patentu:



Tak oto niemieccy wynalazcy całkiem nieświadomie położyli podwaliny pod niejedną godną zapamiętania hollywoodzką scenę.

Tymczasem obok wiadomość o skazaniu pewnego niedoszłego artysty niemieckiego na rekordową karę więzienia; niestety, inny niemiecki niedoszły artysta miał się zupełnie nieźle i lada chwila miał wyciągnąć ręce po władzę.

Za: "Tajny Detektyw" nr 49, rok I (20 XII 1931)

wtorek, 18 stycznia 2011

Ala Labello w składzie towarów łokciowych i Kandyd na wyścigach.

Tajny Detektyw troszczy się również o morale i wiedze prawną P. T. Czytelników, ofiarowując im do wglądu casusy prawne i łamigłówki etyczne, które ujmują swoim staromodnym czarem (tuż obok pełnokrwistych zdjęć ofiar i sążnistych opisów zbrodni). Tym razem Ala Labello w swej niedościgłej roli (u jej boku chlebodawca, grany przez Żabczyńskiego, który ma mieć w Warszawie swoje rondo, tylko nie wiadomo które; proponuję rondo borsalino) i rozpaczliwa historia o nadmiarze złotych polskich.




Za: "Tajny Detektyw" nr 44, rok I (15 XI 1931)

czwartek, 25 listopada 2010

Przebrzmiała moda cowboyskich filmów!

Śmierć westernów ogłaszano wielokrotnie - także i tu, także i na łąmach "Tajnego Detektywa" w 1931 roku. John Wayne i Clint Eastwood mieli jeszcze swoje najsłynniejsze role przed sobą, ale gwiazda (szeryfa) Toma Mixa już przygasła.


Tom Mix się odnalazł; jego zaginięcie musiało być plotką stworzoną przez amerykańskie brukowce - w rzeczywistości całą noc pomagał w poszukiwaniach dziecka, zaginionego podczas zawalenia się cyrkowego namiotu (odnalazło się nad ranem, błądziło po okolicznych polach); cyrk jednak był tak zniszczony, że nie dało się ruszyć z nim dalej. Mix wyprawił się w tournee po Europie, tymczasem przedsiębiorstwem zajmowała się córka, która doprowadziła je do całkowitego upadku (została za to zresztą wydziedziczona).

Mix w czasie swojej 26-letniej kariery nakręcił 336 filmy i zarobił ponad 6 milionów dolarów (na dzisiejsze pieniądze - około 400 milionów); w latach dwudziestych, jeszcze u szczytu kariery, pomógł pewnemu chłopakowi, który, kontuzjowany, stracił szanse na piłkarską karierę i, zarazem, stypendium sportowe; Mix załatwił mu pracę w rekwizytorni studia filmowego, potem drobne rólki. Chłopak nazywał się John Wayne.

Lata Wielkiego Kryzysu oczyściły konta Toma Mixa do dna, ale mimo to radził sobie jakoś dalej. 12 października 1940 roku pod Florence w stanie Arizona nie zdążył wyhamować przed barierkami, broniącymi dostępu do zmytego przez rzekę mostu; jego Cord 812 Phaeton runął do wąwozu, a na Mixa runęła z półki walizka z polerowanego aluminium (w środku znajdowała się większa suma gotówka, czeki podróżne i biżuteria); to ona pozbawiła go życia, roztrzaskując czaszkę bohatera, który tornadom się nie kłaniał.

W przeciwieństwie do westernów, Tom Mix tym razem się nie odrodził. Leży na cmentarzu w Glendale w stanie Kalifornia.



Za: "Tajny Detektyw" nr 4 (106), rok III (22 I 1933)

wtorek, 10 sierpnia 2010

Aplin, czyli Panasony

I aktorstwo, nawet komediowe, ma - jak każda dziedzina sztuki, swoich van Meegerenów. Obsada procesu doborowa. Chaplin jako Chaplin, Karlos Amador jako Aplin, jako statyści w pierwszych rzędach: Pickford, Fairbank, Swanson. W roli efektów specjalych: palona taśma filmowa.

Dodać tylko należy, ze zwykłej blogerskiej przyzwoitości, że wymieniony we wstępie Alceo Dossena tak naprawdę nie był fałszerzem, a znakomitym imitatorem, który wykonywał rzeźby w stylu dawnych mistrzów. Jednak nieuczciwy marszand, niejaki Fasoli, wfasolał je kolekcjonerom i muzeom, inkasując kokosy, a Dossenie płacąc nędzne grosze. Rzeźbiarz dowiedział się o całej sprawie i wytoczył proces nieuczciwemu marszandowi, przy okazji demaskując wiele "cennych oryginałów" jako doskonale wykonane stylizacje.


Za: "Tajny Detektyw" nr 32, rok I (23 VIII 1931)

środa, 4 sierpnia 2010

Niebieskie ptaki w świetle jupiterów wykorzystują kapłanki rondla i Eddę Davies!

Przerwa spowodowana festiwalem Era Nowe Horyzonty dobiegła końca, z okazji powrotu naszykowałem niespodziankę filmową. Skrząca się brokatem i jaśniejąca światłem jupiterów historia wykorzystanej pięknej łodzianki Eddy Davies (oraz innych inteligentnych odtwórców ról) której - cytując Kaczmarskiego - nie bawiły umizgi bladych (i podstarzałych) lowelasów.

Artykuł opatrzony jest jednym z najpiękniejszych kolaży w historii pisma; niestety, blog nie daje możliwości zamieszczenia czytelnej rozkładówki w pełnej krasie, więc najpierw całość, a potem kawałki:








Przypominam także klasyczną piosenkę o takich oszukanych ptaszynach - która, niestety, nosi piętno epoki, w której powstawała. Międzywojnie nie jest tam przeżyte, tylko teatralne - gdyby autor tekstu należycie się zastanowił, to wiedziałby, że szansonistka nie może zarazem porównywać się do Danielle Darieux (debiut filmowy w 1931) i marzyć o wystąpieniu u boku Valentino (zmarłego - przedwcześnie, bo przedwcześnie, ale definitywnie - w roku 1926):

http://www.youtube.com/watch?v=4UTDhw3kXzE&feature=related


Za: "Tajny Detektyw" nr 11, rok I (29 III 1931)




sobota, 17 lipca 2010

Wszechpolacy płaczący i grzeszne anioły czyli Europride

Tajny Detektyw jest jak Biblia: znajdzie się w nim coś na każdą okazję. Zanim więc pójdę na paradę wklejam zatem newsy sprzed niemal 80 lat, które tak oto wymownie złożyły się na jednej stroniczce:


Nawiasem mówiąc, po 79 latach z kawałkiem młodzież wszechpolska jest znów antyrządowa - a bywała już młodzieżą koalicyjną. Demony zaś nadal są uparte.

Za: "Tajny Detektyw" nr 9, rok I (15 III 1931)