Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zboczenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zboczenie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 kwietnia 2015

Eros i Tanatos w jednym stały domu

G. Grosz, John der Frauenmoerder, 1918
Zbrodnia na tle seksualnym niejedno ma imię. Seks - wiadomo, sprężyna życia, nieraz, naciągnięta, odbije i trafi, że nie ma czego zbierać, trup się ściele gęsto. I proszę, do wyboru, do koloru: Małopolska, Wielkopolska, homo, hetero, gwałt, bójka, a wszędzie tylko ten Eros spleciony z Tanatosem!


Jak widać - może być najspokojniej pod słońcem, zabawa zorganizowana przez samarytanki na zakup apteczki, a tu się Eros pakuje i po sprawie. Noże zatopione w ciałach ofiar, ujmowanie krwawego Lucka, takie sprawy. W tym samym numerze "Tajny" donosi również z Wielkopolski - wiadomo, bliżej Zachodu, Berlina, stolicy rozpusty i zboczeń, więc i zbrodnia mniej przaśna, żadni tam nożownicy w remizie, tylko prawdziwy Lustmord (dodaję jeszcze króciutką wzmiankę z "Nowego Kurjera"):




Pan w kółku, który na zdjęciu wygląda dość przerażająco - w pierwszym odruchu myślałem, że to podobizna zboczeńca i mordercy Dominiaka, z ohydnie wykrzywionymi, pełnymi wargami - w istocie, jak wiemy, mamy do czynienia z wybitnym psychiatrą, który w tekście wypowiada się jako ekspert (a ciemny kształt pod nosem to nie wargi, a tak strzyżony wąs). Dr Oskar Bielawski miał jednak i swoją ciemną stronę: był jednym z czołowych eugeników polskich, który raptem dwa lata później, w roku 1935, założył pismo eugeniczne "Higjena Psychiczna", w którym przedstawił program ustawy eugenicznej, wzorowanej na prawach nazistowskich, z pomysłem "policji medycznej", która by wyłuskiwała ze zdrowego ciała społeczeństwa jednostki "niewłaściwe", a następnie przymusowo je sterylizowała. Na szczęście ustawy nigdy w Polsce nie wprowadzono, a Bielawskiego II wojna światowa, spędzona między innymi w obozie, zniechęciła chyba do całej teorii czystości krwi.

I jeszcze jeden dopisek: "Veto", jakże właściwie dobrano tu reklamę do tekstu! "Veto" było środkiem dezynfekującym, który miał służyć do zapobieganiu zakażeniom wenerycznym. "Nowy pojemnik" opisywany w reklamie przypominał nabój (zresztą armia zachęcała swoich żołnierzy do stosowania tego specyfiku). Nieco więcej o tym leku na blogu Czas Gentlemanów. 

Za: "Tajny Detektyw" nr 41, rok III, 8 X 1933," Nowy Kurjer" 202/1933

czwartek, 16 maja 2013

Tajemnicze zboczenie szofera Antoniewicza - proces i wyrok

Wielce się omyliłem, pisząc wczoraj, że nie znam dalszych losów szofera Antoniewicza, mordercy niewinnych właścicieli mieszkania, gdzie wynajmowała pokoik pani Antoniewiczowa, która uciekła od swojego męża-dewianta. Otóż "Tajny detektyw" z grudnia 1934 roku donosi szczegółowo o procesie i wyroku.



Niestety, z procesu nie dowiadujemy się, jakie było owo "zboczenie" Antoniewicza, które uniemożliwiało jego żonie prowadzenie normalnego współżycia. Nie sądzę, by chodziło tylko o sceny zazdrości - przed wojną wprawdzie za zboczenie uchodziły różne rzeczy, które dziś za zboczenie nie uchodzą, ale scen zazdrości z pewnością do nich nie zaliczano.

Ciekawie mogłaby się rozwinąć sprawa listów Marii Antoniewiczowej, która otrzymywała korespondencję od najróżniejszych postaci: byłego narzeczonego, stryja-mariawity i "mężczyzn, którzy szukali z nią  znajomości" i wielka szkoda, że cytaty z korespondencji zebranej Marii A. nie ukazały się w prasie - cóż, nie można mieć wszystkiego.

Za to prasa podała ogłoszony wyrok, wiemy zatem, jaki był ostateczny bilans sprawy nieszczęsnego szofera: dwa trupy Hoffmannów. Żona Antoniewicza przeżyła - i prędko się z nim rozwiodła - on zaś trafił nie na szafot, tylko do więzienia. Czy kołysanie się i wypieranie niepamięcią było tylko taktyką szczwanego sprawcy? Nie wiadomo, pozostaje nam wierzyć biegłym. 



Za: "Tajny Detektyw" nr 49, rok IV, 2 XII 1934

środa, 15 maja 2013

Tajemnicze zboczenie szofera Antoniewicza

Wierzę, że świat byłby piękniejszym miejscem do życia, gdyby więcej ludzi miało udane życie seksualne. Ileż wojen, prześladowań, ile krwawych wendett nie doszłoby do skutku, gdyby ten czy ów miał dostęp do porządnych orgazmów! Ileż żółci wylewanej na forach netowych zastąpiłyby inne płyny ustrojowe, wylewane w zgoła innych miejscach! Na ogół trudno to precyzyjnie oszacować, ale w przypadku Antoniewicza udane życie seksualne mogłoby ocalić życie paru osobom.


Skromny pan w kapeluszu, niepewnie idący po bruku podwórka kamienicy przy ul. Wierzbięcice 30 w Poznaniu to 32-letni Stanisław Antoniewicz, bezrobotny szofer, od trzech lat pozostający w separacji ze swoją żoną Marią, która odeszła od niego, ponieważ "pewne jego zboczenia czyniły pożycie małżeńskie niemożliwym". Poczytajmy o tym straszliwym splocie seksualnej frustracji, miłości, zazdrości, zbrodni oraz trudnych warunków w mieszkaniu sublokatorskim!



Co było dalej z Antoniewiczem? "Orędownik na powiat nowotomyski" z 19 maja 1934 donosił, że stan oskarżonego znacznie się pogorszył i nie wiadomo, czy nie uniknął kary jako chory psychicznie:



O dalszych jego losach nie znalazłem żadnych informacji - czy trafił na stałe do szpitala psychiatrycznego? Zmarł tam, zbiegł w czasie wojny, został rozstrzelany razem z innymi pensjonariuszami przez Niemców? Czy też nie dano wiary psychiatrom i trafił do więzienia, a może nawet na szafot? Nie wiem.  Nie wiem także, jaki był ostateczny bilans ofiar - z pewnością Hoffmannowie, ale może i żona, jeśli nie wylizała się z ran. No i, jeśli go skazano na karę śmierci, sam przestępca. 

Nie wiem wreszcie, co w oczach sublokatorki, Marii Antoniewicz, było zboczeniem tak straszliwym, że uniemożliwiało wypełnianie obowiązków małżeńskich - czy Antoniewicz, szofer, był sadystą, masochistą? Transwestytą? Sarmassofilem? Gynotikolobomasofilem? Źródła milczą, milczy Antoniewicz, milczy Antoniewiczowa, milczą nieżywi Hoffmannowie i ich sześcioro osieroconych dzieci - dzieci, które może nadal miałyby rodziców, gdyby Maria Antoniewiczowa była nieco bardziej kinky.


Za: "Tajny Detektyw" nr 9, rok IV, 25 II 1934