Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1933/41. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1933/41. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 kwietnia 2015

Eros i Tanatos w jednym stały domu

G. Grosz, John der Frauenmoerder, 1918
Zbrodnia na tle seksualnym niejedno ma imię. Seks - wiadomo, sprężyna życia, nieraz, naciągnięta, odbije i trafi, że nie ma czego zbierać, trup się ściele gęsto. I proszę, do wyboru, do koloru: Małopolska, Wielkopolska, homo, hetero, gwałt, bójka, a wszędzie tylko ten Eros spleciony z Tanatosem!


Jak widać - może być najspokojniej pod słońcem, zabawa zorganizowana przez samarytanki na zakup apteczki, a tu się Eros pakuje i po sprawie. Noże zatopione w ciałach ofiar, ujmowanie krwawego Lucka, takie sprawy. W tym samym numerze "Tajny" donosi również z Wielkopolski - wiadomo, bliżej Zachodu, Berlina, stolicy rozpusty i zboczeń, więc i zbrodnia mniej przaśna, żadni tam nożownicy w remizie, tylko prawdziwy Lustmord (dodaję jeszcze króciutką wzmiankę z "Nowego Kurjera"):




Pan w kółku, który na zdjęciu wygląda dość przerażająco - w pierwszym odruchu myślałem, że to podobizna zboczeńca i mordercy Dominiaka, z ohydnie wykrzywionymi, pełnymi wargami - w istocie, jak wiemy, mamy do czynienia z wybitnym psychiatrą, który w tekście wypowiada się jako ekspert (a ciemny kształt pod nosem to nie wargi, a tak strzyżony wąs). Dr Oskar Bielawski miał jednak i swoją ciemną stronę: był jednym z czołowych eugeników polskich, który raptem dwa lata później, w roku 1935, założył pismo eugeniczne "Higjena Psychiczna", w którym przedstawił program ustawy eugenicznej, wzorowanej na prawach nazistowskich, z pomysłem "policji medycznej", która by wyłuskiwała ze zdrowego ciała społeczeństwa jednostki "niewłaściwe", a następnie przymusowo je sterylizowała. Na szczęście ustawy nigdy w Polsce nie wprowadzono, a Bielawskiego II wojna światowa, spędzona między innymi w obozie, zniechęciła chyba do całej teorii czystości krwi.

I jeszcze jeden dopisek: "Veto", jakże właściwie dobrano tu reklamę do tekstu! "Veto" było środkiem dezynfekującym, który miał służyć do zapobieganiu zakażeniom wenerycznym. "Nowy pojemnik" opisywany w reklamie przypominał nabój (zresztą armia zachęcała swoich żołnierzy do stosowania tego specyfiku). Nieco więcej o tym leku na blogu Czas Gentlemanów. 

Za: "Tajny Detektyw" nr 41, rok III, 8 X 1933," Nowy Kurjer" 202/1933

środa, 8 kwietnia 2015

Redukcja w górnictwie a miłość

Historia banalna, jakich wiele: oboje młodzi, kochają się na zabój i zabój się wydarza. Bo rodzice nie akceptują, bo komu innemu ją przyrzeczono, bo on ma iść do klasztoru, różnie. Albo, jak tu - grozi mu zwolenienie i nici ze ślubu. Ale jest w tej historii coś więcej.


Niewiele dodam, bo niewiele dodać mogę - rzadko łapie mnie aż takie wzruszenie nad numerami "Tajnego Detektywa", ale tu, prawdę mówiąc, ścisnął się mięsień tłoczący. Raz przy tym porażającym skromnością pożegnaniu: "Dowidzenia na zawsze - Jan i Cyla - jesteśmy w ogródku - wszystko Twoje". A po raz drugi przy straceńczej fotografii, którą sobie zrobili wiedząc już, że za pół tygodnia będą tylko parą zwłok w przydomowym ogródku. Chciało by się do nich podejść i powiedzieć: dajcie spokój, za sześć lat wojna, wszystkie etaty będą nieważne. Kochajcie się, póki się w ogóle da. 

*

W tym samym numerze, jak na ironię, jeszcze notka o konkursie na reportaż z fotografiami, akurat ze Śląska (w tym chyba cyklu ukazał się reportaż o zabójstwie Pioskowika, który niedawno wklejałem). Jak dla mnie - Polokówna i Banaś wygrywają w cuglach.



Za: "Tajny Detektyw" nr 41, rok III, 8 X 1933