Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpieg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpieg. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 grudnia 2015

Biedakuzynka Marleny Dietrich, czyli wyrok na tancerkę Teodozję

 "Tajny Detektyw" pisał niekiedy o szpiegach, ale z zasady - w przeciwieństwie do innych gazet epoki - nie podawał, dla kogo pracowali, czasem tylko informował, że "na rzecz państwa ościennego" albo "obcego, wrogiego mocarstwa". W sprawach o szpiegostwo zapadały nierzadko wyroki śmierci - tak było i w tym przypadku.


Na zdjęciu z Narodowego Archiwum Cyfrowego tancerka Teodozja Majewska idzie na rozprawę, poprzedzając Andrzeja Śliwniaka, patrzącego w obiektyw, oraz Izraela Berkowskiego, który - jako człowiek starej daty - wstydliwie zasłania twarz kołnierzem płaszcza. Nie znalazłem bliższych wiadomości na temat dwóch panów, natomiast o pani, która trafiła na tylną okładkę "Tajnego Detektywa" - i owszem.


Teodozja, jako atrakcyjna (przynajmiej dla ówczesnych czytelników) kobieta, wyraźnie góruje nad dwoma panami. Cóż, w jakimś sensie wygrała, bo ich stracono (choć notka w środku prostuje, że tylko jeden z nich został powieszony, drugiego na jego prośbę rozstrzelano), a ona dostała dożywocie - bo to takie biedne dziewczę, prosto z dansingu w "Adrii", omotane, w dodatku głupawe:


Tymczasem Majewska wcale nie była taką naiwniaczką. A najgłupszy był rotmistrz Borakowski. 

Borakowski, bohaterski ułan, dwukrotnie ranny w wojnie 1920 roku, trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, a przy tym rozrywkowy facet, pracował w wywiadzie, gdzie rozpracowywał szpiegów radzieckich. Jan Bąkowski, były peowiak, poznał go na dansingu i zaczął płacić jego rachunki, potem podsunął mu Majewską. We trójkę wybrali się do Sopotu, gdzie przepuścili większą sumę - kiedy zabrakło pieniędzy, Bąkowski zaproponował wycieczkę do Gdańska, gdzie rezydował szpieg Ładowski (szpiegostwo w Wolnym Mieście nie było ścigane), rzekomo finansista. A oprócz tego, o czym rotmistrz nie wiedział, kochanek Teodozji. 

Ładowski pożyczył rotmistrzowi pieniądze, a przy okazji objawił mu się jako członek Stowarzyszenia Walki z Bolszewizmem i poprosił go o podanie różnych wiadomości - ten, po pewnym wahaniu, udzielił "wyłącznie ogólnych informacji". Nieco później w Warszawie Bąkowski go przycisnął - zażądał uregulowania długów za pijatyki, po czym zaproponował, że wystarczy akces do siatki szpiegowskiej. Dzięki temu prosto z biurka rotmistrza przefotografowane dokumenty polskiego wywiadu trafiały do Bąkowskiego i dalej do Moskwy.

Prośbę rotmistrza o rozstrzelanie zamiast powieszenia należy, jak sądzę, rozumieć w kategoriach etosu oficerskiego, choć trudno mówić o etosie u kogoś, kto sprzedał kraj za pieniądze na rozbijanie się po dansingach (nawet jeśli sprawdzał się jako oficer na froncie). 

A co stało się później z Teodozją? Siedziała, więc zapewne niewiele. Jednak dwa lata później w notce o Gorgonowej "Goniec Częstochowski" informuje również o damie z "Adrii":



Tak oto tancerka, wzorująca się na Marlenie Dietrich (która w filmie "Zniesławiona" (1931) zagrała prostytutkę, zakochującą się w sowieckim szpiegu - w odróżnieniu od Majewskiej rozstrzelaną), trafiła do działu wyrobu koców. Dalszych jej losów nie znam.


Za: "Tajny Detektyw" nr 21, rok II, 22 V 1932, "Goniec Częstochowski", nr 61 rok XXX, 14 marca 1935, A. Gass, "Zarażeni czerwonką" ("Focus", 7 marca 2009)

piątek, 30 grudnia 2011

Po jedwabnej bieliźnie ich poznacie!

Czujny policjant stołeczny sprzed lat 80-ciu musiał mieć baczenie na rozmaite sprawy, choćby na to, jaką bieliznę i w jaki sposób noszą warszawiacy, bo i to mogło dawać asumpt do - słusznych, jak się okazuje - podejrzeń.




Szpieg-hulaka Mojżesz Zielony - brzmi jak postać z kiepskiego kryminału retro, jakie od metra produkują obecni literaci, korzystając z mody zapoczątkowanej przez Mocka Krajewskiego. A jednak - był, istniał. Ba, przepuszczał. W walutach. W dodatku posługiwał się hasłem "C.B.A.", co zakrawa na tani współczesny chwyt, a przecież w redakcji Tajnego w 1931 r. nikt nie mógł podejrzewać, że kiedyś skrót ten będzie miał takie znaczenie.

Żal tylko Szwedki-fordanserki z Adrii, której śledczy zabrali carski (powiedzmy) pierścień i pewnie już nie oddali...

Przy okazji zwracam uwagę na dwie warszawskie ciekawostki ikonograficzne na marginesach: nowiusieńki neon Adrii (świeżo otwartej, bo w 1931 r. właśnie) oraz wejście do monumentalnej Poczty Głównej na Placu Napoleona (dziś: Powstańców Warszawskich), zburzonej w Powstaniu i nieodbudowanej po wojnie:





Za: "Tajny Detektyw" nr 49, rok I (20 XII 1931)