Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1931/42. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1931/42. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 października 2011

Dwa wyroki śmierci i komercja bożonarodzeniowa

Ta ilustrowana kilkoma zdjęciami procesowymi podrzędna wzmianka o dwóch wyrokach śmierci nie zasługiwałaby zapewne na wspomnienie, gdyby nie jej oprawa graficzna. Otóż fragment dotyczący przeprowadzenia egzekucji, gdzie dziennikarz "Tajnego" rozwodzi się nad odstraszającą rolą takich rozwiązań, flankowana jest reklamami cukierków, środka antykoncepcyjnego "Amour" oraz - last but not least - browninga, którym popełniono niejedną z opisywanych w "Tajnym" zbrodni. Co więcej, jest to wystrzałowa, bo bożonarodzeniowa reklama pistoletu; w czasach, kiedy narzekamy na falę komercji i aranżowanie świątecznych wystaw tuż po Wszystkich Świętych, pamiętajmy, że w latach trzydziestych numer z 11. października już obnosił się z bożonarodzeniowymi reklamami browningów i piwa Okocim.













(poniżej parę reklam z innych numerów)










Za: "Tajny Detektyw" nr 39, rok I (11 X 1931), a także nr 41, 42, 45 i 46

niedziela, 16 października 2011

Jubileuszowo: solidna zbrodnia w dwóch reportażach Vol. II

Kto zabił pod Miechowem? Kto strzelał do kupców żydowskich, wracających z Krakowa ze sporym utargiem po sprzedaży pierza na Kazimierzu? Ha! Już kolejny numer Tajnego Detektywa daje nam na to odpowiedź, i to na (zszarganej nieco) okładce:




Czytajcie sensacyjne szczegóły o zbrodni w Miechowie - a dowiecie się, że Marja Makowska nie pociągnęła wcale za spust i trafiła na okładkę, ponieważ pstryknęła sobie zdjęcie w Sosnowcu.



Rajd po tandecie i knajpach. Koronkowe majtki i perfuma dla kochanki, dla nich - garnitury z bazaru. Zdjęcie w sosnowieckim atelier: dziewczyna z przyciężką szczęką i lekkim "błędzikiem w oku", chłopię pod krawatem z tandety, z misiowatym swetrem wystającym spod marynarki. Jakieś usiłowanie szczęścia, pozorowanie normalności, wyraz uczucia, być może, zupełnie prawdziwego, które zdarza się przecież każdemu, dlaczego więc nie miałoby się zdarzyć mordercy?

Za: "Tajny Detektyw" nr 42, rok I (1 XI 1931)

środa, 12 października 2011

Wyzwiska przedwojenne

Tuż po wyborach kończy się kilka rozmaitych procesów, które politycy sobie nawzajem nawytaczali przez ostatnie miesiące - z tej okazji przypominamy, co to jest pieniactwo. A także tę smutną prawdę, że przed wojną to dopiero ludzie umieli się wyzywać. Byle gospodyni była nieraz lepsza od dzisiejszych szefów klubów poselskich.


Za: "Tajny Detektyw" nr 42, rok I (1 XI 1931)

wtorek, 28 czerwca 2011

Samobójstwo z fasonem, czyli po nas choćby potop

Kiedyś, jak powszechnie wiadomo, wszystko było tańsze, lepsze i z drewna, a pół litra przed wojną było większe niż pół litra dzisiejsze i na dłużej starczało. Można się z tego śmiać - ale kiedy czytamy w "Tajnym Detektywie" o powodach, dla których przed 70 laty prokurowano katastrofy kolejowe, przyznać musimy, że fantazja nie ta, co kiedyś, że rozmachu nam brakło. Talibowie wydają się przy tym żałośnie przewidywalni.



Za: "Tajny Detektyw" nr 42, rok I (1 XI 1931) 

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Poeta podpalaczem czyli złe skutki niskich nakładów

Jak wiadomo, poeta niedowartościowany to poeta zdenerwowany, a poeta zdenerwowany - to straty w ludziach i sprzęcie. W dobie rosnących podatków na książki i kurczącego się rynku literackiego stawiamy ten artykuł pod rozwagę P. T. Publiczności, bowiem jak tak dalej pójdzie, grożą nam wszystkim gromady sfrustrowanych literatów-piromanów, palących wszystko, co w zasięgu wzroku (jak drzewiej Wikingowie).




(żałuję, że możliwości bloga nie pozwalają na wklejenie całości rozkładówki, gdzie tytuł pięknie bucha ze strażackiej sikawki...)

Swoją drogą, zajmujący jest przypadek powtórzenia w rzeczywistości przestępstwa już raz dokonanego na piśmie. Przypomina to inną znaną sprawę, już z naszego podwórka, tyle tylko, że tam - jeśli wierzyć ustaleniom prokuratury - sprawa miała się odwrotnie: powieść "Amok" Krystiana Bali miała zawierać dokładny opis morderstwa, popełnionego w rzeczywistości przez autora, zaś główny bohater książki stanowić miał alter ego pisarza. Należy się może cieszyć, że Strecker pisał książki o podpaleniach, a nie o wielokrotnych morderstwach...



Za: "Tajny Detektyw" nr 42, rok I (1 XI 1931) 

sobota, 25 czerwca 2011

O Świętokrzyskiej czyli co kierowcy chcą od pieszych i vice versa.

Ostatnio w mediach wywiązała się debata o pobliskiej ulicy: czy Świętokrzyska ma być po zbudowaniu drugiej linii metra warszawskiego raczej dla pieszych (spacerowy bulwar z transportem miejskim i taksówkami na jednopasmowej jezdni) czy, jak dotąd, raczej dla samochodów? Jako pieszy i entuzjasta transportu miejskiego mogę tylko przyklasnąć pomysłowi odebrania Świętokrzyskiej maszynom i dodania jej ludziom (przed wojną była to zresztą - oprócz wielkomiejskiego fragmentu przy Pl. Napoleona, z Prudentialem na czele - urocza wąska uliczka pełna najsłynniejszych antykwariatów warszawskich; ale to już raczej nie wróci: nie ma tych domów, tych antykwariuszy, tych książek).

Z okazji tej debaty przypominamy wymianę próśb i oczekiwań pomiędzy automobilistami a publicznością, w czym pośredniczyła niezawodna redakcja "Tajnego Detektywa" raptem 80 lat temu.




Jak widać paryska nowość w postaci "specjalnie wyznaczonych  przejść przez jezdnię dla publiczności" jakoś się przyjęła.

Przyznać muszę, że rozczuliły mnie te same od 80 lat problemy: pijani kierowcy, ochlapywanie wodą z kałuż, nadmierne trąbienie, piesi przechodzący przez jezdnię na dziko, byle jak, najchętniej długim skosem (współczynnik skośności przejścia rośnie zresztą wraz z wiekiem, kontuzjami i obniżonym tempem; najwyższy jest w przypadku kuśtykających o kulach panów z nogą w gipsie albo u staruszek powłóczących nózia za nózią), i tak dalej. Nihil novi.

Choć może: nie nihil. Jednak wymieranie centrów miast związane z nadmiarem samochodów, atrofia żywego organizmu spowodowana nie tylko przez spaliny, ale, przede wszystkim, przez zawłaszczenie naturalnych ciągów komunikacyjnych i przyjaznej pieszym przestrzeni to już sprawy powojenne, a w Polsce - istotne raptem od dwóch dekad. 

Świętokrzyską dlatego właśnie najchętniej bym widział taką jak w pomysłach Forum Rozwoju Warszawy. I nie przekonuje mnie argument jakiegoś dyskutanta: "Kto będzie chodził tą Świętokrzyską, która ma chodniki jak pasy startowe", skoro chodniki są pozajmowane obozowiskami samochodowych nomadów, czyli tak zwanymi parkingami. Jakoś po zwężeniu Krakowskiego jest komu chodzić po chodnikach (i nie mam na myśli marszów z pochodniami).


Za: "Tajny Detektyw" nr 41 i 42, rok I (25 X i 1 XI 1931) 

piątek, 24 czerwca 2011

Zgubne skutki dużych spadków

Zawsze sądziłem, że nie ma lepszego rozwiązania w życiu niż dość skromne początki (nie nędza, ale i nie dobrobyt: by młodzieniec dowiedział się w jaki sposób oszczędzać, gospodarować, itp., by znał wartość pieniędzy oraz ograniczenia, jakie rodzi ich brak; by należycie się wykształcił zamiast tracić czas na kosztowne zabawy), a potem nagły spadek, pozwalający na przyjemne kontynuowanie dobrze rozpoczętego życia.

Tymczasem okazuje się, że nawet taki układ niejednego może przywieść do zguby, jak choćby miłego paryskiego chłopca, Georgesa Gaucheta:


Ale oddajmy głos niezastąpionym reporterom "Tajnego Detektywa":


Szukając wiadomości o jego dalszych - z konieczności niedługich - losach dowiedziałem się nieoczekiwanie, że we Francji żyją jacyś maniacy gilotynowania, którzy prowadzą szczegółowy rejestr straconych przestępców, dzielą się wiadomościami o dawnych causes celebres, poszukują zdjęć z epoki i pokazują fotografie miejsc straceń takimi, jakie są dzisiaj... 

Przy okazji okazało się, że nasz rodzimy "Tajny Detektyw" miał swojego francuskiego starszego brata, Detective, pismo wydawane od 1928 r. przez - ho ho! - samego Gallimarda. Gauchet trafił na przynajmniej dwie okładki (z których jedna jest, niestety, nieściągalna):



Ostatni widok nieszczęsnej ofiary kobiet i kokainy to rysunek wykonany przez Louisa Berringsa (bardzo w typie XIX-wiecznym zresztą): prowadzenie Gaucheta na szafot 26 XII, w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, 1931 roku, na bulwarze Arago w Paryżu.



Chętnych na zgłębienie tej egzekucji w sposób bardziej szczegółowy (acz po francusku) zapraszam na stronę "Wdowy" (jak zwano gilotynę):




 
Za: "Tajny Detektyw" nr 42, rok I (1 XI 1931)