Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekarz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 lutego 2015

Jak zaszczute zwierzęta, czyli mord na dr. Lachmundzie

Mam nadzieję, że w epoce mitologizowania międzywojennej Polski ktoś wreszcie napisze monumentalną powieść o ówczesnej beznadziei - o kraju, w którym, owszem, "Gdynia się rozbudowuje", ale panuje powszechna nędza i alkoholizm, straszliwa przestępczość i szalejące bezrobocie, które wespół doprowadzały do takich tragedii, jak zabójstwo lekarza w Stanisławowie.



Historia nie jest może sama w sobie szczególnie ciekawa, ale pokazuje stan społeczeństwa, gdzie panowała powszechna beznadzieja, ludzie, wysadzeni z siodła przez wielki kryzys, a często i przez paskudne stosunki społeczne, zachowywali się jak zaszczute zwierzęta, nie szanowali życia ani własnego, ani cudzego - co pod wieloma względami przypomina mi arcyciekawy tekst Mashy Gessen o śmiertelności wśród dzisiejszych Rosjan.

O tragedii w Stanisławowie donosił też "Express Ilustrowany" w notce osobliwie zestawionej z reklamami tortów i innych łakotek, o czym wspominam...


...bo przy okazji znalazłem w tej samej gazecie inny jeszcze drobiazg. Nigdy dość powtarzania, jak bezwzględna była prasa międzywojenna w ujawnianiu osobistych danych. Katarzyno Rizak, jeśli gdzieś się unosisz w formie ektoplazmowej, wiedz, że Ci bardzo współczuję nie tylko tej próby, ale i tej notki.


Za: "Tajny Detektyw" nr 47, rok III, 19 XI 1933, Express Ilustrowany z 17 XI 1933, nr 319

piątek, 11 lutego 2011

Gangsterzy i pieczeniarze

W przepastnych archiwach "Tajnego Detektywa" mam parę najulubieńszych historii, w tym tę o doktorostwie Rancach z Łucka - trochę dlatego, że mógłby ją napisać Balzac albo Maupassant, a trochę ze względu na sympatyczny gest rozbójników - że nie wspomnę już o wnikliwym portrecie fryzjerów jako grupy społecznej grającej na mandolinie i "trudniącej się" (z naciskiem na cudzysłów) pisaniem wierszy.

 



Ale właściwie wszystko tu jest piękne i w punkt utrafione. Oprych z Brazylii, maski na twarzach, wpadka, wreszcie to, że uskładane przez Ranców złote rublówki poszły na utrzymywanie artystki filmowej L. W. i pewnej krakowskiej panienki - esencja epoki.

PS: Uważny obserwator dowie się z portretu Ranców, że w międzywojniu lekarz mógł zgromadzić fortunkę w złocie pracując tylko 4 godziny dziennie...


Za: "Tajny Detektyw" nr 44, rok I (15 XI 1931)