Media vita in morte sumus ("w środku życia w śmierci jesteśmy"), mówi średniowieczna antyfona. W przypadku zatłuczonej kijem Zofii Nogaczówny widzimy to jak na dłoni: młoda dziewczyna, wracająca z zakupów, ginie nagle na wiejskiej drodze... Trudno się dziwić, że wstrząsnęło to mieszkańcami Bębnikątów i Bagna!
Zbrodnia jak zbrodnia - jest miejsce, motyw, narzędzie, metoda; jest winny i są zwłoki. Mnie jednak interesują drobiazgi: sprawunki Nogaczówny. Kupione w Obornikach, wybrane spośród wielu innych tego rodzaju. Na półce w sklepiku w Obornikach stało więcej pudełek z pastą do froterowania butów, piekarz mógł chwycić każdy z chlebów, leżących w koszach: a jednak do torby Nogaczówny trafiły te, nie inne, wybrane przedmioty, i to one stanęły przed oczami czytelników w 1934, a teraz - przed naszymi oczami. To okrągłe pudełeczko. Ten podłużny bochenek. Pudełka, papierki których nie sposób zidentyfikować. Przetrwały na swój sposób, utrwalone przez fotografa i druk, dzięki zbrodni; ich bracia i siostry ze sklepowych półek mieli życie znacznie krótsze: chleby zjedzono zanim numer ukazał się w druku, pasta do butów schodziła trochę wolniej - mogła przeżyć nawet "Tajnego Detektywa", bo pismo zamknęło się raptem pięć miesięcy później - ale, tak czy owak, przepadła w otchłaniach czasu, łącznie z metalowym pudełkiem. "Nie tylko życie ludzkie przebiega krętymi ścieżkami" - zakończyłby te rozważania prawdziwy redaktor "Tajnego Detektywa."
Za: "Tajny Detektyw" nr 37, rok 4, 9 IX 1934,
