Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 marca 2016

Rosyjska ruletka i inne dziecięce psoty

Kiedy narzekamy dziś na młodzież, powinniśmy pamiętać, że i drzewiej różnie z nią bywało, a nastolatków ciągnęło do złego. Czy przynajmniej głupiego Nagrodę Darwina bowiem można było spokojnie przyznawać zanim powstała (a pewnie i zanim narodził się sam Darwin).

Przedstawiamy Państwu: małego bibliofila, człowieka-srokę, mitomana, ryzykanta i samobiczownika. Gimbaza międzywojenna też miała fantazję!




Za: "Tajny Detektyw" nr 19, rok II, 8 V 1932

sobota, 14 lutego 2015

Frymeta, kaliska dzidzia-kieszonkowiec.

"Tajny Detektyw" pisał przeważnie o twardych zbójach, facetach o szorstkich twarzach i łapach jak bochny, którzy potrafili rozpłatać komuś głowę siekierą albo strzelić z parabellum bez zmrużenia oka. Rzadziej bohaterami tekstu były kobiety albo subtelni młodzieńcy, czy słabi starcy. Najrzadziej jednak - dzieci. Historia dwunastoletniej Frymety, małej recydywistki, należy do najosobliwszych.


Niesłychana była siła ówczesnego retuszu - na jednej stronie widzimy trzy różne fotografie Frymetki - i tylko jedna z nich, duża, w tondzie, jest czytelna; w pozostałych śmiały retuszer tak sobie pofolgował, że dziewczynka w żaden sposób nie jest podobna do samej siebie. Ale mniejsza o to.

Usiłuję sobie zebrać to, co wiemy o rezolutnej dwunastolatce. "Frymeta" jest imieniem znaczącym; pochodzi z jidysz, a co za tym idzie z niemieckiego od "fromm", czyli "pobożny". Biedni i poczciwi, ciężko zaharowani Hollünderowie nazwali swoją córeczkę "pobożną", ale z czasem przekonali się, że była to gruba pomyłka... Jednak co kierowało dziewczynką, czemu "zeszła na złą drogę"? 

Była niewątpliwie zręczna i inteligentna; być może przedwcześnie dojrzała. Jednak co sprawia, że dziecko w tym wieku - i wychowane w tamtej kulturze, dalece mniej zseksualizowanej niż nasza - wydaje pieniądze z przestępstw na jedwabną bieliznę i sztuczne perły? Fascynacja fotosami filmowymi w witrynach kinowych? Nie sądzę, kino wtedy pokazywało naprawdę niewiele, wzorce szły przecież z Hollywood, gdzie obowiązywał rygorystyczny kodeks Haysa. 21-letni Murawski, który zamordował swojego kochanka, Kuberta, wyciągał od rodziców pieniądze i trwonił je na wódkę i cukierki. Frymeta, młodsza od niego prawie o dekadę, kupowała sobie rzeczy "jak dla kokoty". Nie mogę przestać myśleć, że było tu coś na rzeczy. 

Dziś zająłby się nią psycholog dziecięcy i dokopałby się może do jakichś traum. Kto wie, czy rodzice byli aż tacy poczciwi? Czy nie przyplątał się jakiś podejrzany wujek, dziadek, kuzyn? Jakie tajemnice otaczały to dzieciństwo? Takich historii było wówczas sporo (więcej może niż dziś), ale wychodziły na jaw bardzo rzadko (choć i o nich pisał czasem "Tajny Detektyw", nawet w tym samym numerze). Nie chce mi się wierzyć, żeby to bystre dziecko o wielkich, smutnych oczach kradło ot tak, dla przyjemności, bez żadnej przyczyny, a nie po to, żeby zwrócić uwagę na głębszy problem. Ale cóż, osiemdziesiąt lat temu odpowiedź była prosta: już za rok ukończy lat trzynaście, trafi do poprawczaka i tam "zrobią z niej człowieka". Ech.



Za: "Tajny Detektyw" nr 47, rok III, 19 XI 1933




poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozwydrzona gówniarzeria czyli Lafcadio w Inowrocławiu

Dużo mówi się dziś o "rozwydrzonej gówniarzerii", o "bezstresowym wychowaniu", które miało w ostatnich dekadach doprowadzić do erupcji przemocy wśród młodych, słowem: do tego, że młodzi ludzie dopuszczają się ohydnych zbrodni z głupiej ciekawości  "jak to jest kogoś zabić." Cóż, śpieszę poinformować, że nie jest to problem nowy.




Historia Stasia i jego oprawcy, Stefana Rokickiego, jest wręcz wzorcowa. Stefan jest starszym, rozpuszczonym chłopakiem z zamożnej rodziny, który szuka "mocnych wrażeń", a Staś to dobre dziecko, sierotka z domu, gdzie co roku ktoś umiera; grzeczny i uprzejmy, utrzymuje z pracy gazeciarza nie tylko siebie, ale i chorego ojca.

Jest i złowróżbne miejsce - straszliwy budynek (istnieje on zresztą w Inowrocławiu do dziś i jest ośrodkiem profilaktyki uzależnień alkoholowych) ponura melina z eksmitowanymi wykolejeńcami (którzy jednak okazują się zaskakująco opiekuńczy wobec lubianego Stasia). Jest i szczególna noc, noc ostatniego dnia karnawału, kiedy to - jak w podręczniku antropologii - przestają obowiązywać reguły zachowania i hierarchia wartości. Mamy wreszcie browning, który skoro się pojawił, to musi wystrzelić. 

Zaryzykowałbym twierdzenie, że Stefan Rokicki jest tutaj mniej sobą, a bardziej figurą, powtarzalnym typem, opisywanym już w literaturze: Lafcadiem Wluiki z "Lochów Watykanu" (1914), który chce popełnić zbrodnię dla samej zbrodni, albo jednym z braci Witmanów z noweli Gezy Csatha (1908), którzy najpierw badają misterium śmierci na zwierzętach, a w końcu postanawiają rzecz sprawdzić na człowieku, konkretnie - swojej matce. Strzela, bo musi wystrzelić, jak ten browning. Takie są reguły opowieści, która co jakiś czas musi się wydarzyć.

I jeszcze na deser: wspaniały kolaż Brzeskiego w całej okazałości.



Za: "Tajny Detektyw" nr 9, rok IV, 25 II 1934

sobota, 23 sierpnia 2014

Wymowne nazwiska czyli w niewoli onomastyki

U Dostojewskiego nazwiska bohaterów są często mówiące. Raskolnikow pochodzi od razkołu, czyli rozłamu, schizmy; Stawrogin - od greckiego "stauros", krzyż; Karamazow - z tureckiego "kara", czyli "czarny" i "maz", od zmazy, śladu, piętna; Smierdiakow - wiadomo, podobnie jak Myszkin (zwłaszcza w zestawieniu z imieniem Lew). Ale dzieje się tak czasem nie tylko w literaturze - poznajcie bohaterów, o których losach zdało się decydować nazwisko.


Niestety, dziennikarz nie zapomniał o seksistowskim stereotypie ("kobieta jako sprężyna zbrodni"), natomiast zapomniał podać panieńskiego nazwiska Rozalii - a wielka szkoda, bo może uzyskalibyśmy kolejny składnik tej niezwykłej układanki. A tak tylko mamy Szczurzyka, który podle zamordował - chciało by się rzec "zagryzł" - Pieniężnego, znakomicie prosperującego jako lichwiarz dzięki pieniądzom ze sprzedaży sklepu (pamiętacie, drodzy czytelnicy, kto tak strasznie, niezbornie mordował osobę trudniącą się lichwą i w jakiej było to książce?). Swoją drogą, sklep był w Lutogniewie, a to też niezła nazwa (pochodząca od słowiańskiego imienia założyciela - "luty" to "srogi", a gniew rozumie się sam przez się...); szkoda, że zbrodnię popełniono nie tam, ale na szosie pomiędzy Kobiernem (etymologicznie pochodzącym zapewne od nieciekawych łopianów), Nowym Folwarkiem, Brzozą a Bożacinem. Ech, już nawet złowróżbny Czarny Sad byłby lepszy niż to miejsce bez nazwy, w szczerym polu.

Co było dalej z nieszczęsnymi bohaterami? Informuje o tym - a także o szczegółach zbrodni, które wyszły na jaw w śledztwie - "Słowo Pomorskie" ze stycznia 1935 roku:
























Szczuraszka zapewne powieszono prędko - egzekucje przeprowadzano wówczas tuż po zakończeniu drogi sądowej. W okresie międzywojennym było sporo amnestii (aż dziesięć), ale żadna nie wypadła na początku 1935 roku, nie sądzę też, żeby obejmowała skazanego na śmierć mordercę; skoro więc nie ocaliła go o apelacja, to zapewne i prezydent nie skorzystał z prawa łaski, bo z opisu zbrodni nie wynikają żadne okoliczności łagodzące, nic też nie wskazuje, żeby Szczuraszek był legionistą czy bohaterem wojny 1920 roku, a to były najmocniejsze przesłanki do skorzystania z prawa łaski. 

Nie wiem też, co stało się z Rozalią - mam przed oczami dekret o amnestii z 1939 roku i jeśli chodzi o poważne zbrodnie, to uwalniano odsiadujących wyrok poniżej roku, skazanym na rok do pięciu darowano połowę kary, na pięć do dziesięciu - jedną trzecią. Dożywocia nie skracano. Siedziała zatem pewnie przynajmniej do wybuchu wojny, a może i dłużej; internet milczy na jej temat, choć niewykluczone, że w więzieniu wróciła do panieńskiego nazwiska. Którego to, jak wiemy, korespondent "Tajnego Detektywa" nie podał.

PS: Obok nie tak może ciekawa onomastycznie, ale poruszająca opowieść o Reginie Greiffowej - dla porządku dodam, że nieszczęsna matka została przez sąd potraktowana z wyrozumiałością, o czym doniosła "Gazeta Lwowska":

 




Za: "Tajny Detektyw" nr 17, rok IV, 22 IV 1934, "Słowo Pomorskie" 10 I 1935, "Gazeta Lwowska" z 26 I 1935.