Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1931/46. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1931/46. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 października 2011

Dwa wyroki śmierci i komercja bożonarodzeniowa

Ta ilustrowana kilkoma zdjęciami procesowymi podrzędna wzmianka o dwóch wyrokach śmierci nie zasługiwałaby zapewne na wspomnienie, gdyby nie jej oprawa graficzna. Otóż fragment dotyczący przeprowadzenia egzekucji, gdzie dziennikarz "Tajnego" rozwodzi się nad odstraszającą rolą takich rozwiązań, flankowana jest reklamami cukierków, środka antykoncepcyjnego "Amour" oraz - last but not least - browninga, którym popełniono niejedną z opisywanych w "Tajnym" zbrodni. Co więcej, jest to wystrzałowa, bo bożonarodzeniowa reklama pistoletu; w czasach, kiedy narzekamy na falę komercji i aranżowanie świątecznych wystaw tuż po Wszystkich Świętych, pamiętajmy, że w latach trzydziestych numer z 11. października już obnosił się z bożonarodzeniowymi reklamami browningów i piwa Okocim.













(poniżej parę reklam z innych numerów)










Za: "Tajny Detektyw" nr 39, rok I (11 X 1931), a także nr 41, 42, 45 i 46

piątek, 17 czerwca 2011

Ferdydurke po niemiecku (Freiderdurchkeit?)

Za Sasów był ponoć pewien ubogi szlachcic, który dawał się za pieniądze prać po mordzie i kopać w tyłek. Każdy chętny mógł sobie na nim poużywać - dodajmy: każdy chętny i zamożny, była to bowiem rozrywka kosztowna. Dość powiedzieć, że umierając zostawił ogromny spadek, córki powydawał za mąż z wielkimi posagami, synom kupił duże majątki.

U niektórych potrzeba "dania w mordę" jest nieprzeparta - i to nie tylko w przypadku żółwia:

(by Mleczko)
  
W odwiecznym sporze kto ma prać kogo, istnieją dwie tradycje - nazwijmy ją ferdydurkowskimi - Józeficka (pierze pan parobka) i Miętusowska (parobek pierze pana). Obie one mają - po obu stronach zresztą - znakomitych bohaterów. Adwokat Thiele jest w tym poczcie postacią nieco zapomnianą, przywróćmy zatem, choćby na chwilę, pamięć o tym krewkim przedstawicielu berlińskiej palestry!



 




Za: "Tajny Detektyw" nr 46, rok I (29 XI 1931)

środa, 15 czerwca 2011

Szczury kolejowe, przerażeni włościanie i pręt gospodarza Karwasza

"Tajny Detektyw" to nie tylko kradzieże biżuterii w luksusowych przedziałach italskich kolei oraz multimilionowe żony królów mydła i rzucające się z okna córki fabrykantów, lecz także i poślednie zbrodnie, przestępstwa i dramaty. Tu ktoś kogoś żelaznym prętem, tam Antoniak organizujący na przepustce bandę szczurów, ówdzie trup pływający w rzeczułce. Zdjęcia szorstkie jak samodział: grubo ciosana twarz, przegniłe pale przy lustrze wody, pięć dorosłych córek gospodarujących na stu morgach, czarny krzyżyk oznacza pręt.





Za: "Tajny Detektyw" nr 46, rok I (29 XI 1931)

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Król mydła i Daisy, czyli jak Zabłocki na mydle

Z okazji niedawnej Parady i ogólnopolskiego sporu o związki partnerskie pozwalamy sobie przywołać historię sprzed 70 lat, by dowieść, że gejów i lesbijek, zakał zdrowego polskiego społeczeństwa, za żadne skarby państwo nie powinno chronić przed zagrożeniem, jakim jest zalegalizowany związek! Dość tych wygórowanych przywilejów dla seksualnych inwertytów! Koniec z państwową ochroną przed pułapkami legalizacji! Niech każdemu dewiantowi i każdej dewiantce grożą takie same ponure skutki, jak Rollinsowi!




 Swoją drogą, chętnie patrzę na to jako na piękną opowieść o zaślepieniu miłością, i to podwójnym. Nie tylko operetkowy milioner-król mydła, który połasił się na młodą i ładną gruchającą telefonistkę, ale i ona - gąska z półświatka, która (tak to sobie wyobrażam), zakochana w Bauerze, naraża całe swoje nowe życie, dostatek, bezpieczeństwo, wyjątkowego farta, (o którym dwie dekady później marzyła połowa bohaterek granych przez Monroe) po to tylko, by kraść biżuterię wartą tysiące, choć ma do dyspozycji miliony.

Za: "Tajny Detektyw" nr 46, rok I (29 XI 1931)

wtorek, 31 maja 2011

O płatnych całusach, czyli co może zblazowany milioner, a czego nie może.

Tym razem "Paragraf w życiu codziennym" przynosi nam trzy historyjki - trzecia ciekawa może dla miłośników automobilistyki (z powodu, choćby, niedawnej wrzawy wokół pana Toyoda), druga pokazuje, że mania absurdalnych odszkodowań pojawiła się wcale nie w powojennych USA, jak twierdzą niektórzy, ale była obecna już w przedwojennej Francji. Wreszcie najciekawsza sprawa pierwsza (też zresztą z odszkodowaniami związana), przywodzi na myśl tę piękną scenę z "Pół żartem, pół serio", kiedy Monroe, zapytana przez Curtisa "Gdzie tak nauczyłaś się całować?" odpowiada: "I used to sell kisses for the Milk Fund".



 Miłośnikom legendarnego filmu Wildera dedykuję nieśmiertelną łączoną scenę pocałunków na jachcie i tanga z marakasami:
http://www.youtube.com/watch?v=beAO7zrZL3A&feature=fvwrel

Za: "Tajny Detektyw" nr 46, rok I (29 XI 1931)

piątek, 27 maja 2011

Jeśli masz brylanty - nie zabieraj ich do Italii!

Jako że niedawno wróciliśmy z Rzymu, a niebawem jedziemy do Palermo, zastanawialiśmy się, co też powinniśmy zrobić z brylantami - zabrać ze sobą oba wyładowane nimi nesesery, czy zostawić w Polsce pod opieką sąsiadki, która przychodzi podlewać kwiaty pod naszą nieobecność. Na szczęście przeczytaliśmy artykuł redaktora Lawiny w Tajnym Detektywie.



Pozostaje tylko zaopatrzyć się w lekkie podróżne powieści i chłodzące napoje (specjalnie do picia z nudów) i wyruszyć na południe, na południe, zostawiając brylanty zupełnie bezpieczne na szczerym piasku Mazowsza!


Za: "Tajny Detektyw" nr 46, rok I (29 XI 1931)

środa, 25 maja 2011

Jak śledzić uciekającego sterowcem?

Nieoczekiwanie dwa nowe odcinki  znakomitego poradnika dla śledzących i śledzonych! Ppłk żandarmerii Stepek ofiarowuje swój przekład świeży jak ciepłe bułeczki! Już wiemy, że szukamy pianina na trzecim piętrze, a zleceniodawcy nie należy naciągać na bilety lotnicze dla samej przyjemności latania.

Ujęły mnie lokale, gdzie "istnieje niejako moralny i tradycyjny przymus zamówienia" - tak było kiedyś w Jamie Michalikowej, jeszcze pod koniec lat 90-tych, gdzie na wejściu trzeba było zamówić obowiązkową herbatę (w szklance, na spodeczku) i karpatkę. Ciekawe, czy "moralne przymusy" istniały również w tych lokalach, gdzie "łatwo stwierdzić niewierność małżeńską"?






Za: "Tajny Detektyw" nr 45 i 46, rok I (22 i 29 XI 1931)

niedziela, 15 maja 2011

Księżniczka i żebraczka, czyli o dwóch morderczyniach. Cz. I. "Księżniczka"

Jesienią 1931 roku "Tajny detektyw" donosił w dwóch kolejnych numerach o dwóch kolejnych zbrodniach, nader do siebie podobnych pod każdym względem. Dwie kobiety zabiły, strzelając z rewolweru, dwóch mężczyzn, z którymi miały romans, a którzy nie chcieli się z nimi ożenić. Podobieństwa biją po oczach - zresztą oba morderstwa trafiły na dwie kolejne okładki. A jednak - wszystko w tych artykułach jest inne, wszystko jest inne w zdjęciach i sposobie opisania przestępstwa.

Na pierwszy ogień - księżna (bo ladies first, a kocmolukhas after them).



Portret bohaterki jest częścią niezbyt śmiałego fotomontażu (w środku rozkładówka ze znacznie bardziej pomysłowym) - patrzy się na czytelnika spomiędzy mogiły amanta a fasady budynku, w którym mieściła się jego firma.


W zasadzie anegdotka o studencie Stołpeckim jest sama w sobie ciekawsza od całego tego morderstwa (tak ciekawa, że chce się zapytać, czy nie apokryficzna - ale  skoro wydarzyła się "przed laty", to "Tajny detektyw" nie mógł o niej donieść na bieżąco, bo rok 1931 był pierwszym rokiem jego działalności; może da się ją wytropić w innych periodykach z epoki?), ale leży gdzieś na marginesie całego tekstu, który rozkoszuje się "brudami z wyższych sfer" przemysłowo-arystokratycznych w olśniewającej stolicy (niestety, skromny skaner nie pozwala mi na wklejenie całej rozkładówki z nocną panoramą Warszawy; w dodatku szpalty nie układają się równo ze stronami, co wprowadza pewną konfuzję w skany).

 

Fragment o nienasyconym temperamencie tej "Katarzyny Wielkiej" jest szczególnie smakowity dla tropiącego skandale czytelnika: księżniczka-kasjerka wysysa z przemysłowca ostatnie resztki sił życiowych! Nawiasem mówiąc, rozwód z Toepferem też był spowodowany m.in. nadmiernym popędem Woronieckiej (mąż skarżył się, że jest ona "anormalna i zboczona seksualnie" - co przytacza w swoim tekście Majewski: http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,7249301,Namietnosc_zapomnianej_ksiezniczki.html)


Tyle o księżniczce. Na jej usprawiedliwienie należy dodać, że - jak podaje Majewski za Milewskim - "świadkowie zeznawali, ze Boy był utracjuszem, który pił i hulał, zaniedbując firmę i doprowadzając ją do ruiny. Od Woronieckiej spodziewał się wyciągnąć 200 tys. zł. Zatrudnił ją w swojej firmie jako kasjerkę, a gdy się nią znudził, zwolnił z posady". Ponadto poznał niejaką "Dzidzię" i kiedy księżniczka postawiła mu znane i lubiane ultimatum "albo ona, albo ja!" opowiedział się po stronie rzeczonej Dzidzi. Ze skutkiem śmiertelnym.

Księżniczka Zofia - za zbrodnię w afekcie - została skazana na 3 lata więzienia. Co stało się z nią dalej? Majewski pisze, że nie figurowała w żadnych rejestrach genealogicznych i w swoim tekście usiłuje ją połączyć z innymi liniami tej rodziny; jednak Minakowski podaje (http://www.sejm-wielki.pl/b/cz.I045688), że Zofia, córka Władysława zmarła w 1982 roku w wieku ok. 82 lat (wydaje się jednak, że - jeśli rzeczywiście chodzi o tę samą osobę - musiała się urodzić nieco później, w roku 1907, skoro w momencie popełniania morderstwa miała 24 lata, jak podaje Majewski).



Za: "Tajny Detektyw" nr 46, rok I (29 XI 1931)

środa, 20 kwietnia 2011

Tableau rodzinne

Znów mniejsza o tekst - bowiem rodzinny sekret nie jest aż taki nieoczekiwany, przyszli szwagrowie mordują gońców bankowych tuzinami i nic w tej kwestii nie jest nas w stanie zaskoczyć, podobnie jak nagłe obłędy restauratorów; zaskakujący jest natomiast fotomontaż, jedyne w swoim rodzaju rodzinne tableau, na którym kościosyn towarzyszy kochającym, stroskanym rodzicom, zacnemu ojcu i matuli porządnej, trzymając ich serdecznie pod buciorem - doprawdy, działo się w tej międzywojennej grafice prasowej, oj, działo!




Za: "Tajny Detektyw" nr 46, rok I (29 XI 1931)