Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1931/28. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1931/28. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 lutego 2012

Więzienie par excellence ludzkie

Czasem zastanawiam się, gdzie trafiali ci wszyscy pochwyceni przez dzielnych policjantów niegodziwi złoczyńcy - poza, rzecz jasna, tymi, którzy dostali kulkę w akcji albo powędrowali na szafot. Otóż między innymi do Świętego Krzyża - szacownego więzienia z długą tradycją, mieszczącego się na Łysej Górze.

Łysa Góra była na początku ośrodkiem kultów pogańskich (według Długosza czczono tam bóstwa Lelum i Polelum oraz Świst i Poświst) - świątynie tamtejsze miała zburzyć Dąbrówka, Chrobry zaś ponoć wystawił pierwszy benedyktyński klasztor. Czy on, czy ktoś później - nie wiadomo, ale klasztor stał i stoi, a od 1864 roku był więzieniem carskim, następnie polskim, wreszcie niemieckim obozem zagłady dla radzieckich jeńców.

Moja babcia, która wychowała się w tych okolicach (w Kielcach i w Lisowie pod Morawicą) twierdziła, że zwalniani po latach więźniowie osiedlali się w tym rejonie i wżeniali w miejscowe rodziny. Rzeczywiście, do dziś na cmentarzach widać tam nazwiska z całego terenu dawnego cesarstwa rosyjskiego. A że byli tam zarówno więźniowie kryminalni, jak i polityczni, to ich potomkowie byli wyjątkowo inteligentni, zaś okoliczne wsie, a zwłaszcza - w jej wspomnieniach Lisów - były "złodziejskie", ale ze specjalnym złodziejskim kodeksem honorowym. Nie wolno było zatem okraść sieroty czy biednego czy obrabować kogoś "do końca" - zabierano jedynie "naddatek" temu, kto "i tak miał za dużo". Se non è vero (że to z powodu osiedlania się więźniów, bo kradzieże udokumentowane w wielu ładnych anegdotach), è ben trovato.







I jeszcze osobno konterfekt zasłużonego więziennika, naczelnika Butwiłowicza.




Z niejakim zainteresowaniem pragnę odnotować, że pejoratywne określenie "polska droga" (na trudno przejezdną, wiejską szutrówkę) pochodzi grubo sprzed czasów ministra Grabarczyka. A po drugie, że w czasach Królestwa Kongresowego konieczne było osobne więzienie dla księży (które, jak można sądzić, nie było w całości przeznaczone dla patriotycznie nastawionych więźniów politycznych) - jednak inne źródła podają, że był to po prostu dom dla księży-emerytów.

Za: "Tajny Detektyw" nr 28, rok I (26 VII 1931)

niedziela, 5 lutego 2012

Jedno oko na Maroko

Oto i jedna z metod zdobywania wierszówki w "Tajnym": zlepek wybranych z jakichś podrzędnych opracowań i gazetowych notek (a może po prostu zmyślonych) wiadomości o dalekim kraju, gdzie nawet kozie wymię może fałszować mleko, tubylcy są "dzicy". Mamy tu jak na dłoni orientalizm Saida: przepych, nieprzebrane skarby, skłonność do nieuczciwości i okrucieństwa, etc.

A jednak, umyka - jak się zdaje - autorowi i umykało czytelnikom, że gilotyna musiała być sprowadzona z "kulturalnej" Francji, gdzie egzekucje gromadziły całe tłumy robotników, drobnomieszczan i innej gawiedzi. Której jakoś "dziką" nikt w tym tekście nie nazwał.





Za: "Tajny Detektyw" nr 28, rok I (26 VII 1931)

piątek, 3 lutego 2012

Uwaga na uprzejmość w małopolskiej kolei!

Rubryka "KTO i CO?" uczy nas tym razem, że jeśli już spotkamy kogoś uprzejmego w PKP na trasach małopolskich, to zapewne będzie to rabuś, w dodatku z ukrytym w rękawie sztyletem!

Przeskanowałem całą rubrykę, bo wprawdzie egzekucja amerykańskiego gangstera jest niezbyt ciekawa, ale nie mogłem się oprzeć wiedeńskiej midinetce, częstującej szefa policji cukiereczkami. No nie mogłem.







Za: "Tajny Detektyw" nr 28, rok I (26 VII 1931)

środa, 1 lutego 2012

Orka na kresowym ugorze

"Tajny detektyw!", organizowany w porozumieniu z władzami, miał - jak już po wielekroć dowodziliśmy - silny sanacyjny program propaństwowy, toteż zamieszczał niekiedy najrozmaitsze teksty (również, jak w tym przypadku, poza głównymi działami reportażowo-newsowymi), które nie były wprawdzie związane z programem i polem zainteresowań czasopisma, ale pozwalały wypełniać i inne misje. 

W czasach, kiedy biblioteki podnoszą się z upadku, przypominamy w jaki sposób (strasząc ziejącą czerwoną zarazą) proszono o książki w międzywojniu.







Za: "Tajny Detektyw" nr 28, rok I (26 VII 1931)

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Ménage à trois czyli blaski i nędze życia (i śmierci) stróża

Mówi się często o czasach sanacyjnych z przesadnym entuzjazmem, wyniesionym jeszcze z peerelowskiej szarzyzny, kiedy to epokę dostępności schabu i kabanosa brało się za okres arkadyjski, a Bereza Kartuska wydawała się małym (nawet jeśli gorzkim) piwem przy stalinowskich więzieniach a nawet milicyjnych ścieżkach zdrowia. Nie należy jednak przesadzać w drugą stronę i trąbić o straszliwej nędzy międzywojnia, bowiem przypadki luksusu trafiały się tam w najmniej oczekiwanych rodzinach, ba, w piwnicznej niemalże izbie.

Lwowski stróż kamieniczny Bartik otóż żył na wysokiej stopie, pozwalając sobie całkiem jawnie na ménage à trois, luksus dostępny najwyższym klasom społecznym, szlajającym się od Qui Pro Quowo do Zodiaku, od Zodiaku do Qui Pro Quo, ziemianom pijącym wódkę z literatek, literatom pijącym kawę w Ziemiańskiej. Poza starszą od siebie o lat kilkanaście Bartikową, sprowadził do domu niejaką Roszkowską. Ta zaś zaczęła sobie sprowadzać... no właśnie. Poczytajmy.




Reportaż "Tajnego Detektywa!" jest w gruncie rzeczy opowieścią o hybris. Niech szewc nie sądzi wyżej kopyta, jak mawiał Apelles, a stróż niech nie sięga po rozrywki klas wyższych. Uszło mu morderstwo, uszło szarogęszenie się w kamienicy, uszły odsiadki w kryminale, ale robienie bohemy w kwaterach stróżowskich musiało się skończyć krwawo.

Oczywiście, po części to sobie dopowiadam (w końcu i Boy, jak pamiętamy, nie wytrzymał ménage à trois z księżniczką Zofią i Dzidzią), ale po części - nie. Stróż mógł sobie być "władcą kamienicy", ale już nie "urządzać brewerje".



Za: "Tajny Detektyw" nr 28, rok I (26 VII 1931)

czwartek, 12 stycznia 2012

Góralszczyzna czyli perły stylu

Są w "Tajnym!" teksty lepsze i gorsze, zwyczajne i zaskakujące, ale muszę powiedzieć, że niekiedy trafiają się takie ustępy, które muszę, no po prostu muszę odczytywać najpierw P., a potem rozlicznym znajomym. Tak było i w przypadku "Postrachu Podhala", a konkretnie z tym fragmentem o ukrywającym się góralsko-cygańskim zbójniku, Andrzeju Szczerba-Bazalińskim:

Po otrzymaniu wiadomości, iż Szczerba, przebrany za starą babę, ukrywa się w szałasach Małej Łąki, obok Doliny Kościeliskiej, organa policyjne udały się tam na motocyklach i podeszły z bronią gotową do strzału do szałasu w dolinie, skąd wydobywały się jakieś niesamowite głosy w ciszy nocnej. Na wołanie: ręce do góry i błysk latarek, podniosła się ze ziemi zgrzybiała postać, bełkocąc niezrozumiałe wyrazy i patrząc obłędnym wzrokiem dookoła. Niestety okazało się, iż była to rzeczywiście baba i do tego chora na umyśle, a nie oczekiwany przez patrol policyjny Szczerba-Bazaliński.

Pereł w tekście jest, oczywiście, więcej - szczególnie zwraca uwagę portretowanie zbója jako zwierzęcia (zwłaszcza tygrysa, ale nie tylko; prasa donosiła też, że jak jest jak dziki zwierz, który raz zakosztowawszy krwi ludzkiej, szuka jej wszędzie) oraz to, że słowo "cygan" jest konsekwentnie pisane z małej litery.






Stylizujący się na współczesnego Janosika zbójnik Szczerba-Bazaliński, który nieustannie wymykał się obławom polskiej i czeskiej policji (m.in. osaczony przez czeskich żandarmów trzech z nich zastrzelił, a potem uciekł; kiedy indziej skoczył w przepaść i sądzono, że w wyniku tego zginął, a po jakimś czasie znów zaatakował jakąś chałupę) został ostatecznie wydany przez górali, którzy nie mogli ścierpieć jego kolejnych zbrodni. W początkach lipca 1933 roku dowiedziano się, że chadza niekiedy pod Mszanę Dolną do kochanki, Anieli Luboń - chałupę zaczęto dyskretnie obserwować i nad ranem 23 lipca Szczerbę-Bazalińskiego zatrzymali opancerzeni żandarmi, którzy wyważyli naraz drzwi i okna, nie dając mu nawet chwycić za broń. W więzieniu próbował popełnić samobójstwo, połykając metalowe łyżki, ale został odratowany i następnie skazany na karę śmierci. Zasiadł na ławie oskarżonych 3 czerwca 1934 roku, 9 grudnia wyrok się uprawomocnił i parę dni później Szczerbę powieszono.

Za: "Tajny Detektyw" nr 28, rok I (26 VII 1931)

niedziela, 1 stycznia 2012

Duszy ludzkiej lemonjada zawsze szkodzi, czyli z Nowym Rokiem w nowe rozrywki

Jeśli nie zrobiły na Państwu wrażenia race sylwestrowe, huk szampańskich korków i groźby: "Felicjanie, odchodzę!" spowodowane nadmiarem bąbelków i przesadnym gmeractwem rąk w okolicach cudzych, należy pamiętać, że wprawdzie nuda i zblazowanie są naszymi wrogami największymi, ale w walce z nimi mogą nam dopomóc przedsiębiorczy ludzie (choć kto by pomyślał, że ta gałąź usług ma tak długą tradycję?



Poza tym, że przed wojną wszyscy sportowcy czytali (mniejsza już o to, co konkretnie), co wydaje nam się bajką o żelaznym wilku, uwagę na tej stroniczce "Tajnego!" zwraca niewątpliwa swada żurnalistyczna, która każe mi wierzyć, że "Zygmunt hr. d'Erceville" to jakiś rodzimy autor, fantazjujący o francuskich frymuśnych pomysłach i niewiernych żonach, które zamiast przekraczać rubikon lecą do domu, pożądając "kogutka" (czyli proszku na ból głowy, jeśli dziś dla kogoś jest to określenie niejasne).

Co ciekawe, w tym samym numerze Redakcja - żartobliwie wprawdzie, ale jednak - rekomenduje jednemu z czytelników inny sposób na nudę:






Za: "Tajny Detektyw" nr 28, rok I (26 VII 1931)

sobota, 31 grudnia 2011

Sylwestrowe ostrzeżenie - trzeba wiedzieć z kim!

Szanowni Czytelnicy! Korki od szampana już sposobią się do wystrzelenia, confetti przebiera w tubkach papierkami, zakąski chłodzą się w lodówkach, tymczasem przez osiem dekad płynie ostrzeżenie: "Trzeba wiedzieć z kim..." - jeśli zatem na sylwestrowej zabawie natraficie, Panie lub Panowie, na apetycznie wyglądającego, odkarmionego fabrykanta, lub jego odpowiednik dzisiejszy dowolnej płci, pamiętajcie, że może on mieć wraże zamiary i łypać nie na dekolt, a na kolię. Sprawdźcie, czy nie jest to "niebieski ptak, nieznany przyrodnikom, ale dobrze znany władzom bezpieczeństwa".

Zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach naprawdę jest z kim.

Honorowych przestępców i dzielnych stróżów prawa, a także żurnalistów o lotnym piórze życzy Państwu w Nowym Roku 2012 -
                                      Tajny Detektyw!

Do siego roku! 







Za: "Tajny Detektyw" nr 28, rok I (26 VII 1931)