Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zagłębie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zagłębie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 października 2015

Zazdrość fryzjera, czyli Sosnowiec we krwi

Jeśli sądzicie, że nożyczki to jedyna śmiertelna broń w ręku fryzjera, to mylicie się srodze. Oto Longin Posyłek, zabijaka z Zagłębia, i dramatyczna historia jego miłości do nadobnej manikiurzystki Bolesławy.


Zastanowił mnie bardzo ten sprawozdawczy ton autora, cała scenka "naszego korespondenta", który miał niebywałe szczęście, że znalazł się w samym sercu wydarzeń. Wydawało mi się to nieco podejrzane - sądziłem że raczej pozbierał trochę plotek i je udramatyzował. I rzeczywiście, "Express Wieczorny Ilustrowany" podaje zgoła inną wersję: Posyłek zastrzelił Kapuścińskiego przy zakładzie, natomiast z Bolesławą spotkał się osobno przy stadionie Victorii, dopiero tam ją zabił i popełnił samobójstwo:



Wersja korespondenta jest zatem nieprzypadkowo nieprecyzyjna - w przeciwieństwie do zwyczaju "Tajnego Detektywa" nie podaje adresu zakładu ani domu, przed którym zginął Kapuściński, tylko ogólnie pisze o dzielnicy Pogoń. Nic dziwnego, skoro dziennikarza w ogóle nie było przy morderstwie. Ale niejedyna to zastanawiająca nieścisłość w tych relacjach - okazuje się bowiem, że bardzo różne podawano motywy, które powodowały fryzjerem Posyłkiem. Widać tu splot wydarzeń, z jednej strony rzutujące na związek zabójstwo ojca, z drugiej zazdrość. Posyłek-senior faktycznie został zaszlachtowany w Częstochowie, motywy były najpewniej rabunkowe. Morderstwo zostało opisane przez "Gońca Częstochowskiego", zwracam uwagę na ujmujące informacje o nietypowych miejscach zadołowania pieniędzy przez ofiarę (poniżej budyneczek, w którym zamordowano Jana Posyłka, w jego dzisiejszym kształcie na Google Maps): 




Śmierć ojca i wiszące nad Longinem podejrzenie - zwłaszcza, jeśli zagnieździło się również w ślicznej główce manikiurzystki Bolesławy - mogło być poważnym czynnikiem, który popchnął chłopaka do straszliwych czynów. Jeśli wieszczące zbrodnię listy napisał 24. marca, to było to tuż po zgonie ojca, skoro "Goniec" 26. marca podaje szczegóły zupełnie świeżej sprawy. 

Znacznie ciekawszy wydaje mi się jednak trójkąt - nie tyle pomiędzy Kapuścińskim, Bolesławą a Longinem, ile pomiędzy miłością, pracą i pieniędzmi. Kapuściński to w czasach kryzysu człowiek, któremu się powodzi: ma własną firmę, zakład przy Orlej 14 (i to spory, skoro zatrudnia jeszcze manikiurzystkę), jest mistrzem fryzjerskim, nauczycielem zawodu, dobrze znanym w Sosnowcu - może nie członkiem elity miejskiej, ale członkiem elit rzemieślniczych z pewnością. A to daje mu zupełnie inne możliwości, niż Longinowi, zatrudnionemu na posadzie pomocnika. Sprawa zwolnienia jest niejasna - właściwie każdy materiał prasowy opisuje ją nieco inaczej. Wydaje się jednak, że Bolesława i Longin zostali wyrzuceni w tym samym czasie i że ich zakochanie było tu istotnym czynnikiem - jeśli pisać o zazdrości, to nie tylko o zazdrości Longina, ale i o zazdrości Kapuścińskiego, żonatego 44-latka, który nie pozostał obojętny na wdzięki swojej przystojnej pracowniczki, jak eufemistycznie stwierdza "Tajny Detektyw". Ostatecznie jednak nawet to sformułowanie okazało się chyba za mało eufemistyczne jak na sosnowieckie warunki. W końcu Longin był nikim, a zmarły - szanowanym obywatelem miasta. Po tygodniu zatem podkręcono nieco wersję: już nie zaplanowane morderstwo, już nie listy z 24. marca, ale ujrzenie fotografii. Podejrzenia był nieuzasadnione i opierały się na zupełnie fałszywych podstawach - konkluduje pismo. Ten fryzjer to wariat był jakiś, gorąca głowa:


Jak było naprawdę? Czy Posyłek faktycznie został zwolniony tylko dlatego, że źle wypełniał obowiązki, a Bolesława - bo zakończyła praktyki? Czy Kapuściński zginął, bo podarował Bolesławie niewinną fotografię, i to na jej wyraźną prośbę? A może było odwrotnie, może Kapuściński traktował swój zakład - jak np. ofiara księżnej Zyty Woronieckiej, przedsiębiorca Boy, albo jak kierownik składów wódki Kuryło - jak rezerwuar młodych kobiet, które szef może traktować jak darmowe pracownice seksualne, po czym skandalik przykryto? Tego, zapewne, nie dowiemy się nigdy.

Za: "Tajny Detektyw" nr 17 i 18, rok II, 24 IV i 1 V 1932, "Express Wieczorny Ilustrowany", nr 105, rok X, 15 IV 1932, "Goniec Częstochowski" nr 68, rok XXVII, 26 III 1932 

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Rybka zwana Stanisławą

Ćwierć wieku temu kręcono "Rybkę zwaną Wandą". Czy pamiętacie Państwo, jak jeden z gangsterów długo próbował ukatrupić przypadkowego świadka napadu - staruszkę, wyprowadzającą  na spacer trzy małe yorki? Podobna historia wydarzyła się znacznie wcześniej w Strzemieszycach (dziś to Dąbrowa Górnicza) w domu Stanisławy Jurczykowej, sklepikarki.


Szczerze mówiąc, zaskoczyło mnie, że Jurczykowa ukrywała coś pod maską urody; sądząc po zdjęciu, ukrywała pod nią również samą urodę. Na coś jednak łakomił się i zazdrosny Jurczyk, i funkcjonariusz kolejowy B. (Kozioł, jak wiadomo, łakomił się wyłącznie na pieniądze ze sklepowej kasy). Cóż, kanony piękna przemijają.

Wyobrażam sobie tę opowieść w tamtej obsadzie. Jamie Lee Curtis jako upiększona Jurczykowa. John Cleese jako zdradzany mąż. Kevin Kline oczywiście jako kochanek, funkcjonariusz kolejowy, a jako poczciwy niedoszły morderca - Michael Palin. Gagi - czyli trucie wyciągiem z czosnku i gwarantowana komedia pomyłek, w której Palin każe Cleesowi napisać list samobójczy - dostarczone. Poranna mina Cleese'a, kiedy wstaje, ubiera się i wychodzi na posterunek - bezcenna.


Za: "Tajny Detektyw" nr 34, rok 4, 17 VIII 1934

sobota, 2 lipca 2011

Konterfekty

W czasach, kiedy "Tajny!" nie był blogiem, a gazetą, jeden czytelnik (dziś "obserwator") nie mógł sobie kliknąć na okienko z konterfektem innego czytelnika ("obserwatora"), ale społecznościowa funkcja pisma też jakoś tam, pokracznie, istniała - stąd dział "Nasi Czytelnicy", ukazujący się rzadko i nieregularnie (widocznie nadsyłanie zdjęć z egzemplarzem pisma nie było takie znowu częste). Dzisiejszym Czytelnikom i Obserwatorom "Tajnego" przedstawiamy więc tych, którzy byli na Państwa miejscu przed 70 laty.


Za: "Tajny Detektyw" nr 41, rok I (25 X 1931)