Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karczma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karczma. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 października 2011

Kaszubska pastereczka - reaktywacja, czyli karczma grozy

Okładka numeru zapowiada wiodący temat. Na okładce wariacje na tematy sielskie z nieoczekiwanym - w zestawieniu z obrazkiem - tytułem:


W środku natomiast jeden ze śmiałych fotomontaży, typowy dla "Tajnego...":




Kilka tu spraw poważnie zastanawia - cały koncept z wizytą tropicieli w karczmie tuż przed zabójstwem, rzecz jasna. To, że reporterzy tabloidu udają się na Kaszubszczyznę oglądać miejscowe garnki i kościół w Żukowie (skądinąd przepiękny klasztor norbertanek, ze świetnym antwerpskim ołtarzem w bocznej kaplicy - polecam!) jest nader wątpliwe, to, że trafiają w sam środek dramatycznych wydarzeń - tym bardziej. Ich pohukiwania staropolskie, wszystkie te "popasali w zacnej wiosce", "otwórzcie, przyjacielu, wasze gościnne podwoje" aż zanadto zdradzają, że wprowadzenie jest mocno dęte. 


Ale ciekawszy jeszcze jest obraz wsi kaszubskiej, wówczas potwornie biednej: zalany w trupa ojciec, matka mieszkająca w komórce, ludzie okładający się łopatami i podrzynający sobie gardła... a tu, proszę, głupich osiem dekad i premiera mają! Drugą kadencję!






Za: "Tajny Detektyw" nr 41, rok I (25 X 1931)

piątek, 5 sierpnia 2011

Trud z Trudzią Maślakówną

Tym razem w rubryce "Kto i co?" sprawy od poważnych (śmierć 75 dzieci w szpitalu w Lubece), przez średnio istotne (fałszowanie 500-złotówek) po zupełnie błahą kłótnię na wiejskiej potańcówce. I to właśnie w tej ostatniej wzmiance autorzy sobie pofolgowali, strojąc sobie brzydkie żarty z imienia jednej z bohaterek zdarzenia.

Zwróciłem na to uwagę, bowiem Trudzią nazywano woźną w moim liceum - imię to mniej może zaskakiwało na poniemieckich terenach dawnego Wolnego Miasta niż, powiedzmy, w Radomiu, ale jednak. Przez całe lata myślałem, że chodzi o Gertrudę, tymczasem już długo po ukończeniu nie tylko szkoły, ale i studiów, dowiedziałem się, że "Trudzia" było w tym wypadku zdrobnieniem jeszcze rzadszego "Waltruda".

Nie wiem, czy Maślakówna była Gertrudą, Waltrudą czy Ermentrudą, w każdym razie niewątpliwie robiła wrażenie na Górce, Ślazie i szoferze Lisieckim (niepasującym nieco nazwiskiem do reszty, co może zadecydowało o tym, że panna Maślak tańczyła z nim zawzięcie).

Nie wiem też, czy pani Trudzia z naszej szkoły była w młodości łamaczką serc, ale niczego wykluczyć nie można.





Za: "Tajny Detektyw" nr 41, rok I (25 X 1931)

wtorek, 12 lipca 2011

Wróżbita Maciej i świnie w łóżku

W czasach, kiedy triumfy święci, że tak to ujmę, wróżbita Maciej, a w niektórych sferach na "narzeczoną" mówi się "moja świnia", inaczej spojrzeć wypada na kolejne już perły z rubryczki "Paragraf w życiu codziennem".

Pan Paolo Adriano niespecjalnie nas dziwi w dobie kombinatorstwa i zakładania niezliczonych firm, ale jest coś wzruszającego w jego próbie uchwycenia całej rzeczywistości astro-ziemskiej. Jeśli zaś chodzi o historię ze świniami, to nazwisko masarza "Jan Kiszka" każe mi podejrzewać, że niektórzy autorzy tekstów do "Tajnego Detektywa" mogli korzystać nie tyle ze spraw pojawiających się na wokandzie, co z własnej wyobraźni. Choć, z drugiej strony, skoro we Wrocławiu są fryzjerzy Główka&Makówka oraz zakład pogrzebowy mgr Cierpisz, to wszystko jest możliwe...








Za: "Tajny Detektyw" nr 41, rok I (25 X 1931)

sobota, 21 maja 2011

Seks, krew i używki pod Chojnicami!

Tym razem z dedykacją dla pewnej uroczej Chojniczanki: czysty styl modernistyczno-tabloidowy! W samym tytule i wampir, i karczma grozy, a dalej jest kapral-artysta jest niszcząca kobieta - wiejskie tygrysiątko o ciele barwy kości słoniowej, jest zmysłów nawałnica i stakany wódki, kokaina i zdrada, jest skarb ukryty, hej!

Specjalnie wklejam artykuł w niepełnym rozmiarze, żeby widoczny był w pełnej krasie nadobny kolaż z rozkosznym podpisem "...Spędzał w jej pokoiku całe wieczory..." - można jednak kliknąć na poszczególne części żeby nie wyślepić oczu przy czytaniu drobnego druczku.






Za: "Tajny Detektyw" nr 45, rok I (22 XI 1931)

czwartek, 20 stycznia 2011

Senycia piękny jak marzenie, czyli Tajny w służbie propagandy

Pytanie to, w tytule postawione tak śmiało, choćby z największym bólem rozwiązać by należało. Oczywiście zwierzęta!

Są lata trzydzieste, Polska jest krajem wielonarodowym - co z jednej strony budzi jak najlepsze, jagiellońskie skojarzenia, z drugiej - jest źródłem niezliczonych konfliktów. Rozruchy antyżydowskie i pomysły bojkotu sklepów "niechrześcijańskich" z jednej strony, z drugiej - młodzi żydowscy intelektualiści planujący zrobienie w Polsce rewolucji komunistycznej; bomby podkładane przez ukraińskich bojowców i burzenie cerkwi na wschodzie kraju; rosnąca piąta kolumna i przypadki jawnej wrogości wobec Niemców... nic dziwnego, że Tajny Detektyw (który, sądząc po jego bliskich relacjach z policją, musiał być traktowany jako instrument propagandowy sanacyjnej Polski) robi swoje: kiedy tylko może opisać zbrodnię na tle narodowym, podkręca ton, odróżniając miejscowe "bestie" od szlachetnych przyjezdnych.



Wszystko tu jest etnicznie pomieszane w tej rzekomo oczywistej burdzie knajpianej. Dobroduszny niemiecki starzec mówi z góralska "panocku"; Senycio zaś, drugi Bohun, niby jest Ukraińcem, ale właściwie pełni rolę Polaka i jako Polak ginie: jako nauczyciel, który niesie w miejscowe dzikie strony kulturę metropolii i w dodatku dopomina się, żeby wyzywano go jednak po polsku, nie po niemiecku. A skoro tak ginie, w Kołomyi opłakuje go matka opisana jak typowa Matka Polka, rozpaczająca po "synu pięknym jak marzenie", co redaktor napisał nieświadom może, że artykułowi będzie towarzyszyła fotografia ofiary...


Za: "Tajny Detektyw" nr 43, rok I (8 XI 1931)

czwartek, 15 lipca 2010

Rakarz knuje zemstę czyli surrealizm w slumsach Nowego Sącza

W czasach, kiedy Salvador Dali nosił jeszcze drobne wąsiki o niepozornych, zwieszonych końcówkach i wybierał się na podbój Ameryki, nowosądecki rakarz Barna nie tylko wyhodował wąs iście dalidański, ale i dopuszczał się aktów najczystszego surrealizmu: jadał psy, pił duszkiem spirytus na kredyt, wbijał nóż w plecy po rękojeść. i umykał przed linczem. Ale w życiu nie ma sprawiedliwości - jeden artysta trafił na salony, drugi - do aresztu (co zresztą doskonale wpisało się w założenia stylu). Pochylmy głowę nad nieznanym polskim surrealistą z Nowego Sącza, który w niejednym wyprzedził Dalego!





Za: "Tajny Detektyw" nr 42, rok III (14 X 1933)