Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pobicie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pobicie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 czerwca 2011

Ferdydurke po niemiecku (Freiderdurchkeit?)

Za Sasów był ponoć pewien ubogi szlachcic, który dawał się za pieniądze prać po mordzie i kopać w tyłek. Każdy chętny mógł sobie na nim poużywać - dodajmy: każdy chętny i zamożny, była to bowiem rozrywka kosztowna. Dość powiedzieć, że umierając zostawił ogromny spadek, córki powydawał za mąż z wielkimi posagami, synom kupił duże majątki.

U niektórych potrzeba "dania w mordę" jest nieprzeparta - i to nie tylko w przypadku żółwia:

(by Mleczko)
  
W odwiecznym sporze kto ma prać kogo, istnieją dwie tradycje - nazwijmy ją ferdydurkowskimi - Józeficka (pierze pan parobka) i Miętusowska (parobek pierze pana). Obie one mają - po obu stronach zresztą - znakomitych bohaterów. Adwokat Thiele jest w tym poczcie postacią nieco zapomnianą, przywróćmy zatem, choćby na chwilę, pamięć o tym krewkim przedstawicielu berlińskiej palestry!



 




Za: "Tajny Detektyw" nr 46, rok I (29 XI 1931)

poniedziałek, 27 września 2010

Krakowskie centusie mordują blisko cmentarza!

P. T. Publiczność z pewnością jednym rzutem oka oceni, że w materiale dzisiejszym zamiast tytułowych dwóch zbrodni podajemy opis jednej; czynimy to w ramach tzw. angielskiego suspensu licząc na wyrozumiałość naszych Czytelników. Gorąca sprawa Kochanka zostanie przedstawiona w następnym wpisie.

Czytelników z Kongresówki zbulwersuje oczywiście nie tylko ohyda samych zbrodni, ale i skąpstwo krakowskich centusiów, którzy z oszczędności dokonują przy samym murze cmentarza, czym mieszkaniec Kongresówki brzydziłby się z pewnością.

Postać nieszczęsnego marszanda-in-spe, obitego przez męża Stefanji, budzi w nas jednak pewne wzruszenie. Już dwa lata później pewien malarz-in-spe obejmie władzę Reichskanzlerską. A gdyby zamiast tego współpracował z Ręczmieniem przy produkcji i sprzedaży widoczków olejnych Wawelu?



Za: "Tajny Detektyw" nr 38, rok I (4 X 1931)

niedziela, 26 września 2010

Nieznana karta z życia Andersa czyli "bo wyrok był za słony"



W ramach intermezzo - ciekawostka jurystyczna z międzywojennego Berlina specjalnie dla naszych mizogińskich.




Za: "Tajny Detektyw" nr 38, rok I (4 X 1931)

poniedziałek, 5 lipca 2010

Banaszewska zawstydza celebrytki

W czasach, kiedy nawet najsłynniejsze Lejdy Gagi i aktorki z tasiemców rodem nie mogą się poszczycić tym, że jacyś mężczyźni strzelali się dla nich choćby po mordzie (że o browningu nie wspomnę), warto przypomnieć historię Pauliny Banaszewskiej z Rychcic pod Drohobyczem. Kobieta skromna, ale z byle czym nie wyskoczy: sztylet, rewolwer, pobicie ze skutkiem śmiertelnym, a wszystko to w międzynarodowym towarzystwie kresowym (Ołeksa Bosak, Leon Krawiec, Iwan Pankow - mozaika etniczności i namiętności, rzec by się chciało).

Na zdjęciu: Banaszewska, znużona ciężkimi walkami o swoje względy, pokrzepia się szklanką wody, czekając na partnerów sparringowych.



Za: "Tajny Detektyw" nr 7 rok II (11 II 1932)