Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechosłowacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechosłowacja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 sierpnia 2013

Miasta cieni cz. IX

Mugshots, czyli frontem, z profilu, w trzech czwartych (w nakryciu głowy i odzieniu wierzchnim). Przyłapani na gorącym uczynku lub tylko oskarżeni, mordercy i włóczędzy, czasem chorzy psychicznie bezdomni. To takie zdjęcia stanowią najliczniejszą grupę w  przedwojennym albumie fotograficznym jednej z powiatowych komend policji.

Zdjęcia napływały z całego kraju i spoza jego granic - tu widać na przykład fotografię z Hamburga; Girot, sądząc po nazwisku i pisowni "r", był zapewne zdjęty we Francji, a Frantisek Desarsch z kolei w Czechosłowacji, jak można wnioskować ze skrótu w podpisie. W jakiejś instytucji centralnej (Komendzie Głównej?) były przefotografowywane (stąd widoczne czasami po bokach pinezki i podziurawiona deska), a kopie rozsyłano na prowincję. Czasem w kadrze łapie się jeszcze kawałek karty ewidencyjnej z odciskami palców i danymi przestępcy.

Czasami fotografowano ich w specjalnym pokoju, z podpierającym głowę pałąkiem, czasem byle gdzie - nieraz w tle widać mur, piec kaflowy, drzwi w jakimś korytarzu na komendzie. Bywa, że trzymają tabliczkę z datą i nazwą miasta (niekiedy leżącego w tamtej, dawnej Rzeczypospolitej), z rzadka trafiają się też wydrapane w emulsji lub dopisane później nazwiska: polskie, niemieckie, żydowskie, czeskie, rosyjskie, ukraińskie. Są tu najróżniejsi ludzie: kobiety i mężczyźni, starzy wyjadacze i dzieciaki, wyglądający zamożnie i w ostatnich łachmanach. Krzepcy, rumiani i chorzy (czasem ciężko). Ładni i brzydcy.

Spójrzcie im w oczy.











środa, 29 sierpnia 2012

W kabarecie w Ołomuńcu, czyli zwierzę jako narzędzie zbrodni

Kiedy mówimy: "broń biologiczna", myślimy o wirusach, o wągliku i innych bakteriach. Niesławna japońska jednostka 731, zajmująca się m.in. wiwisekcjonowaniem ludzi, opracowała gliniane bomby, wypełnione pchłami-nosicielkami dżumy, które zrzucano potem na chińskie miasta. Ale co, gdyby użyć do zabójstwa znacznie większych zwierząt? W 1934 roku "Tajny" wspomniał o dwóch takich przypadkach: morderstwie na bogatym czeskim rzemieślniku i na szefie GPU w Tyflisie.



Zaplanować mord i zamordować - zdarza się. Natrzeć nozdrza niedźwiedzia perfumą - bywa. Ale wygadać się po pijaku w kabarecie w Ołomuńcu? Do tego zdolni są wyłącznie Czesi!




Niestety, nie  natrafiłem nigdzie na wzmiankę o generale GPU (dla mniej zorientowanych: GPU było następcą CzeKi i poprzednikiem NKWD) noszącego nazwisko Sirof - był, owszem, enkawudzista, generał Sierow (współodpowiedzialny za mord w Katyniu), ale w dobrym zdrowiu, omijając żmije, dożył 1990 roku. Wzmianka o pokrewieństwie Sirofa ze Stalinem też wydaje się naciągana - chyba tylko na takiej zasadzie, że skoro Stalin pochodził z Gruzji (konkretnie: z Gori, niedalekiego od stołecznego Tyflisu, czyli Tbilisi), to pewnie obsadził stanowisko szefa GPU swoim krewniakiem. Ale - kto wie, może ktoś z Czytelników rozwikła tę zagadkę? Może zarówno generał, jak i sprawa są komuś znane?

Na razie zostaje nam gabinet, "nieszczęsny" generał i organizacja chłopów-żmijopodrzutców (albo wężopodrzutców, redaktor nie mógł się zdecydować). Szok i zaskoczenie. Wstrząs i sensacja. Ian Fleming by się nie powstydził.

Za: "Tajny Detektyw" nr 33, 35 rok 4, 12 VIII i 2 IX 1934


środa, 1 grudnia 2010

Biała wstążka, czyli czerwony sznur.

Życie pisze powieść detektywną... a biedny dział graficzny musi ugotować zupę z gwoździa, ilustrując morderstwo czym się da. Na okładkę trafia piętnastolatek (vide poprzedni post - to rzekomo ów nastoletni Ruhlen), w środku trzeba jeszcze coś dołożyć: pocztówkę z Hradczanami, korowód Straszliwych Typów i fotka z Domowego Przedszkola. .

Sama historia jak z Hanekego. Nie wiem tylko, czy bardziej z "Białej wstążki", czy z "Pianistki"?

Tylko ten Luley jak Lulejko z "Pierścienia i róży". Przykra sprawa.






Za: "Tajny Detektyw" nr 32, rok IV (5 VIII 1934)

niedziela, 28 listopada 2010

Chłopię sfotomontowane

"Tajny Detektyw" to również wspaniałe fotomontaże, które nie zawsze udaje mi się w pełnej krasie pokazać, niestety. Tu okładka z 1934, która jest nader interesująca z powodów edytorskich, wraz z całym materiałem obrazkowym do tego artykułu zresztą: redakcja nie dysponowała ani jednym zdjęciem: ani przestępcy, ani ofiary, ani zbrodniczej mamusi. Czym zilustrowano mord w Pradze? O tym w następnym odcinku, dziś przedsmak: nieco podstarzałe chłopię, a za kratami ni pies, ni wydra, ni Jean Harlow w roli, jak się domyślam, straszliwej prowodyrki, żałującej za swe grzechy... Zwracam też uwagę na drugą, okrągłą winietkę tytułową pisma.




Za: "Tajny Detektyw" nr 32, rok IV (5 VIII 1934)