Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1931/34. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1931/34. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 grudnia 2011

Heinz von Lacum czyli fałszywy fajerwerk

Z uwagi na to, że Sylwester zbliża się wielkimi krokami, a ludność okoliczna już skupuje race i rakiety, aby umilić nam ostatni wieczór roku, pragnę zwrócić uwagę Państwa na fakt, że niektóre fajerwerki są fałszywe i należy podchodzić do nich z niejaką rezerwą. W tym celu przypominam historię podejrzanego fabrykanta, posługującego się dokumentami na nazwisko Heinz von Lacum, który doprowadził do ruiny rodzinę swego pracodawcy, swoją żonę, a na końcu, jak się zdaje, samego siebie, wkręcając się w spiralę długów.

Niestety, niewielki skaner po raz kolejny uniemożliwia mi pokazanie w całości przepięknego fotomontażu z zębatymi kołami, jednego z najciekawszych w pierwszym roczniku "Tajnego Detektywa".








Za: "Tajny Detektyw" nr 34, rok I (6 IX 1931)

niedziela, 6 listopada 2011

Panna dziedziczka i drab

Leciała kiedyś w polskiej telewizji, dawno temu, oj, dawno, stusiedemdziesięcioodcinkowa brazylijska telenowela z Lucelią Santos pt. "Panna dziedziczka". I o pannie dziedziczce - choć nieco innej  - przeczytamy dziś w "Tajnym Detektywie".



Wzruszają nas dogłębnie czasy, w których dorosła kobieta żeby uprawiać seks z wysokim drabem musiała opowiadać o interesujących fermach, gdzie można tanio (ulubiony przysłówek milionerów) kupić jajka i nabiał.

Z akt sprawy, dostępnych częściowo online, możemy się dowiedzieć, że za argument potwierdzający wersję o obronie uznano fakt, że panna Morgan zanim oddała strzały -  krzyczała z przerażenia . To jednak nie wystarczyło. Helena Morgan, jak dowiadujemy się z "The Evening News" z 14. stycznia 1932 roku (http://fultonhistory.com/Newspaper%2011/North%20Tonawanda%20NY%20Evening%20News/North%20Tonawanda%20NY%20Evening%20News%201932%20%20Grayscale/North%20Tonawanda%20NY%20Evening%20News%201932%20%20Grayscale%20-%200078.pdf), została skazana na 25 lat więzienia (z możliwością zwolnienia po 20 latach). Na sali obecni byli rodzice mechanika, jego rodzeństwo i - najciekawszy może szczegół - jedna z trzech byłych żon. Co może wyjaśniać czemu panna dziedziczka miała intuicyjne opory przed zostaniem panią Casteel numer, jak się okazuje, 4.


Za: "Tajny Detektyw" nr 34, rok I (6 IX 1931)

Skacz!

Czy znacie Państwo te zdjęcia?





Jeśli nie, to pewnie znacie te fotografie Dalego:









Nic dziwnego: Dali dobrze się znał, a może nawet przyjaźnił (jeśli to możliwe w jego przypadku) z autorem tych zdjęć przez trzydzieści lat - można nawet powiedzieć, że był jego muzem, skoro jedna z książek fotografa to "Dali's Mustache", trzydzieści surrealistycznych portretów artysty.

Ale nie on jeden. Fotograf nazywał się Philippe Halsman... (poniżej na autoportrecie)


...i robił zdjęcia wszystkim. Gwiazdom kina, artystom, pisarzom, naukowcom, politykom. Jest jednym z najważniejszych fotografów połowy XX wieku. Dekadę temu miał ogromną, wędrującą po całym świecie retrospektywną wystawę. Jeśli wejdą Państwo na jej stronę i zobaczą biogram Halsmana, przeczytają tam Państwo - w dość skromnym zestawie faktów z życia fotografa - następujący fragment:

1928. Father dies while on family vacation in the Austrian Alps.

Osobliwa wzmianka. Która nie dziwi, jeśli wiemy, że - o czym biogram nie wspomina - Halsman został skazany na 10 lat więzienia za zabójstwo ojca: zepchnięcie go w przepaść i zatłuczenie kamieniem. 

*

Była to jedna z causes celebres epoki, zresztą wzbudza ona zainteresowanie po dziś dzień; najlepszy dowód, że nie tak dawno Martin Pollack napisał o niej obszerną książkę pt. "Ojcobójstwo". A w latach trzydziestych była obserwowana przez pół Europy; w obronie Halsmana pisali listy Mann, Einstein, Freud. Czemu? Ano, nie była to taka sobie zwykła sprawa kryminalna. Spójrzmy, co pisze "Tajny Detektyw":




Oto zasadnicza oś całej sprawy została całkowicie pominięta przez redaktorów "Tajnego". Nie wiem, czy nie w smak było o niej wspominać, czy uznali, że polska publiczność nie będzie nią zainteresowana, czy wreszcie w podzielonym polskim społeczeństwie nie chcieli zabierać w tej kwestii głosu. Otóż sprawa Halsmana - i na tym cały myk polega - była soczewką, w której skupiał się wzrastający prowincjonalny antysemityzm przedanschlussowej Austrii.

Halsman był Żydem z Rygi; zbrodnia ojcobójstwa była "u podstaw swych niearyjska"; jego proces okazał się ogromną manifestacją austriackiego małomiasteczkowego antysemityzmu z jednej - a idealistycznego wielkomiejskiego filosemityzmu z drugiej strony. I właśnie stąd tych 20.000 podpisów postulujących uwolnienie Halsmana, zebranych przez Czerwony Krzyż i organizacje kobiece. O ile jednak otoczka procesu była zdecydowanie paskudna, a prasowe polemiki i relacje zapowiadały to, co miało się dziać w Rzeszy i Austrii za lat dziesięć, o tyle sam proces nie był wcale jednoznaczny. Owszem, był poszlakowy raczej, niż dowodowy - a jednak, po dziś dzień trudno rozstrzygnąć (nie czyni tego także Pollack w swojej książce), czy Halsman był niewinną ofiarą; i zakrwawiony kamień, i stosunki między despotycznym, antypatycznym ojcem a synem (chimerycznym, skłonnym do histerii i konfabulacji) czynią morderstwo bardzo prawdopodobnym. Jak się okazało, Halsman-ojciec (nazywany w tekście "Tajnego" nieustannie "starcem", choć nie miał jeszcze pięćdziesiątki) żeby znaleźć się przy strumieniu, musiałby nie tyle osunąć się ze zbocza, co wykonać nie lada skok. A ze skoczności znany nie był.

Halsman-syn, który w sądzie zachowywał się skandalicznie, robił fochy, przybierał minki i bawił się w błyskotliwe komentarze i utrudniał zadanie obrońców tak, jak to tylko możliwe, w końcu się doigrał: został skazany.

Co dalej? Pod artykułem przeczytali Państwo, że ciąg dalszy miał nastąpić - nie w tym wszakże numerze, a kolejnych trzech jak na złość nie mam - ale dziś już wiemy, że Halsman długo nie posiedział. W wyniku rozmaitych jawnych i niejawnych nacisków społecznych został wypuszczony z więzienia pod warunkiem, że opuści Austrię i nigdy do niej nie wróci. Wyjechał (pod koniec 1930 r.) do Francji, gdzie założył studio fotograficzne, w którym sportretował m.in. Giraudoux, Le Corbusiera, Gide'a, Chagalla. Po niemieckim podboju uciekł, z poparciem Einsteina, do Stanów, gdzie poznał Dalego i zrobił błyskawiczną karierę jako fotograf. Sypnęły się kolejne okładki "Life'u" - pięćdziesiąt w przeciągu dekady! - i sesje wielkich gwiazd, a także książki.

Najbardziej chyba znaną książką Halsmana stało się "Jump!", czyli "Skacz": kilkadziesiąt fotografii, przedstawiających znanych ludzi w momencie skoku. I niech to będzie pointą tej opowieści.









(kolejno: Halsman z Marylin Monroe, sama Monroe, Audrey Hepburn, Robert Oppenheimer, Sophia Loren, Edward Windsor i Wallis Simpson, Richard Nixon)


Za: "Tajny Detektyw" nr 34, rok I (6 IX 1931)

poniedziałek, 31 października 2011

Nasi czytelnicy

Jak może Państwo pamiętają, co jakiś czas "Tajny" publikował nadesłane przez P. T. Publiczność zdjęcia tejże P. T. Publiczności, opatrując je zresztą rozmaitymi - jak widać poniżej - winietkami. Dziś raz jeszcze przywołujemy dwie takie fotografie, w których mogą się Państwo przejrzeć jak w zwierciadle:





...szczególną uwagę zdradzając na artystyczny zapał rodziny P. Kanjerskiego, która tak piękne zaaranżowała całą scenę (gorszącą z pewnością dla wspominanego jakiś czas temu księdza redaktora Wyszyńskiego, późniejszego prymasa, który pomstował, że młodzież czyta "Tajnego").

Za: "Tajny Detektyw" nr 34 i 39, rok I (6 IX i 11 X 1931)

wtorek, 17 sierpnia 2010

Pan Samochodzik i kawa&tytoń

Niewiele trzeba by wykazać, że w Tajnym Detektywie jest naprawdę wszystko - ponad ćwierć wieku przed publikacją pierwszej książki z serii o Panu Samochodziku dowiadujemy się, kim bohater Nienackiego był zanim wstąpił do ORMO, a także czym się trudnił i gdzie.

Z uwagi na nakrycie głowy zachodzi podobieństwo, że Pan Samochodzik jest tylko kolejnym wcieleniem Człowieka w Żelaznej Masce.


Za: "Tajny Detektyw" nr 34, rok I (6 IX 1931)

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Dramat z niższych sfer, czyli Raskolnikow prowincjonalny

Równe znów na ustach wszystkich: historia jak z Camusa i z Dostojewskiego, tajemniczy Maszta Jakób w roli Mersaulta z "Obcego" (ale z siekierą Raskolnikowa) morduje starego Karamazowa, który niejedno uciułał. Gubią go, oczywiście, kobiety, co daje nam wstęp właściwie do całej reszty literatury europejskiej.


Za: "Tajny Detektyw" nr 34, rok I (6 IX 1931)

niedziela, 15 sierpnia 2010

Drobiazgi kryminologiczne na czas upałów

Upał gotuje mózgi w czaszkach, poczytajmy zatem w drobiazgach kryminologicznych, jak krwiożerczy kacyk-piroman sprawuje się władzę w kolonialnej Beczuanie (dziś: Botswana). A także zapoznajmy się z praktycznym sposobem zarobkowania (choć może nie dziś, o kto by dziś dzieci na taki skwar posyłał? Nawet jeśli w perspektywie flaszka burgunda?).




Za: "Tajny Detektyw" nr 34, rok I (6 IX 1931)

sobota, 14 sierpnia 2010

Dintojra Piotrkowska z użyciem sztyletu, giwery i pociągu relacji.

Najnowsze wieści ze stolicy polskiego parlamentaryzmu! Piotrków Trybunalski żyjący w cieniu żydowskiego sadysty! Finkelstein, palestyński morderca Arabów, w dzikim starciu z Polakiem-erotomanem, Sawickim! "Gdzie jest w tym wszystkim Matka Boska Trybunalska?" - pyta zaniepokojona pani Leokadia (67 l.).


Za: "Tajny Detektyw" nr 34, rok I (6 IX 1931)