Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pożar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pożar. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 września 2014

Strzelanina, czyli jak policja dzielnie walczyła z praworządnymi obywatelami.

Opowieść o strzelaninie we wsi Rakowczyk pod Kołomyją każe nam sądzić, że miejscowy posterunek był obsadzony przez sierżanta Cruchota (Louis de Funes) i inspektora Clouseau (Peter Sellers): oto prawdziwa slapstickowa komedia pomyłek i strzałów znikąd - niestety, z prawdziwymi ofiarami...


W "Ostatnich wiadomościach" oprócz tego, i owszem, sporo: ciekawa historia o panu, któremu ciągle płonęły sklepy i restauracje, a także wzmianka o Szczerbie-Bazalińskim (o którego zbrodniach, procesie i egzekucji pisałem TUTAJ). Ale najciekawsza jest jednak opowieść o oddziale policji desperacko broniącej inwalidy Fedusiaka przed Fedusiakiem, Fedusiakiem, a także wsią złożoną chyba głównie z Fedusiaków. Zwracam uwagę, że w "Tajnym Detektywie" zawsze podawano nazwiska i imiona przestępców, ofiar i policjantów - tym jednak razem postanowiono ukryć nazwiska stróżów prawa i oszczędzić im dodatkowej kompromitacji na łamach ogólnopolskiego tygodnika.


Za: "Tajny Detektyw" nr 25, rok IV, 17 VI 1934

sobota, 16 sierpnia 2014

Widmo genderu, czyli do czego prowadzi korzystanie z metra przez kobiety?

Na pytanie to w tytule postawione tak śmiało odpowiada - nie wprost może, ale jednak - tekst z działu "Curiosa kryminalne i obyczajowe" "Tajnego Detektywa", opowiadający o tym, co może się zdarzyć, kiedy kobieta przestaje być przykładną żoną i matką i zaczyna jeździć metrem.




Wzmianka o strażaku-podpalaczu nie zachwyca ani nie zaskakuje - dziś wiemy, że nie o ambicję tu chodziło, a o znacznie bardziej skomplikowany mechanizm psychologiczny. Również kontrakty podpisywane przez aktorów Commedie Francais nie są specjalnie interesujące. Natomiast w historii pani Favre-Bulle znalazłem coś interesującego, co kazało mi poszperać w necie. Sprawa nie była nowa - wydarzyła się bowiem w roku 1929, a w roku następnym, 21 XII, donosił o niej "Głos Poranny", obficie rozwijając króciutką wzmiankę w "Tajnym", w dodatku opatrując ją nasuwającym się skojarzeniem z Emmą Bovary i - mniej oczekiwanym - obrazkiem z kościołem z Gorzowa Wielkopolskiego:




Pani Favre-Bulle nie miała nawet pięćdziesiątki - urodziła się w roku 1882, czyli w momencie popełnienia morderstwa miała lat czterdzieści siedem, Leon Merle był trzydziestodwulatkiem (więc chyba już nie podpadał pod kategorię "młodzieńca"). Morderstwo w afekcie można było wówczas we Francji jeszcze wybaczyć - ale taką różnicę wieku między kobietą a mężczyzną już nie.

Co skłoniło panią Favre-Bulle do desperacji? Trudno, oczywiście, orzec w sprawie sprzed tylu lat, zwracam jednak uwagę na to, jak osiem dekad temu całą tę relację opisywano. Małżeństwo nie mogło być udane, skoro żona "uciekła, nie mogąc dłużej znieść męża". Co działo się w rezydencji wysokiego, szpakowatego fabrykanta z branży zegarowej? Czy był po prostu niezmiernie nudny? Czy, wzorem wielu statecznych mężów co drugi wieczór spędzał w luksusowym, odpowiednim dla jego klasy społecznej i zamożności, lokalu z panienkami? A może miał stałą kochankę? Cokolwiek sprawiło, że małżeństwo się rozpadło, nie ma znaczenia - tak naprawdę winne są podróże metrem. Rozpuszczona Paryżem prowincjuszka poznaje wesołego mężczyznę; takie niebezpieczeństwa na każdej stacji, w każdym teatrze, w każdej kawiarni. Wszędzie młodzi, weseli, nieszpakowaci i umiejący radzić sobie z kobietami. 

Kpię sobie? Jasne, że sobie kpię. Ale takich głosów w prasie nie brakowało. Wiele poglądów wówczas głoszonych pochodziło - tak, jak Pałac Sprawiedliwości w Rouen - ze średniowiecza. 



Za: "Tajny Detektyw" nr 51, rok IV, 16 XII 1934, "Głos Poranny" 

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Poeta podpalaczem czyli złe skutki niskich nakładów

Jak wiadomo, poeta niedowartościowany to poeta zdenerwowany, a poeta zdenerwowany - to straty w ludziach i sprzęcie. W dobie rosnących podatków na książki i kurczącego się rynku literackiego stawiamy ten artykuł pod rozwagę P. T. Publiczności, bowiem jak tak dalej pójdzie, grożą nam wszystkim gromady sfrustrowanych literatów-piromanów, palących wszystko, co w zasięgu wzroku (jak drzewiej Wikingowie).




(żałuję, że możliwości bloga nie pozwalają na wklejenie całości rozkładówki, gdzie tytuł pięknie bucha ze strażackiej sikawki...)

Swoją drogą, zajmujący jest przypadek powtórzenia w rzeczywistości przestępstwa już raz dokonanego na piśmie. Przypomina to inną znaną sprawę, już z naszego podwórka, tyle tylko, że tam - jeśli wierzyć ustaleniom prokuratury - sprawa miała się odwrotnie: powieść "Amok" Krystiana Bali miała zawierać dokładny opis morderstwa, popełnionego w rzeczywistości przez autora, zaś główny bohater książki stanowić miał alter ego pisarza. Należy się może cieszyć, że Strecker pisał książki o podpaleniach, a nie o wielokrotnych morderstwach...



Za: "Tajny Detektyw" nr 42, rok I (1 XI 1931)