Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypadek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypadek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 maja 2013

Kuchnia pełna niespodzianek czyli arszenik w Grodzisku Wielkopolskim

Przysłowie mówi, że gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść - czasem, niestety, jest co jeść, ale nadmiar osób przygotowujących jedzenie prowadzi do tragicznych w skutkach pomyłek. Jak osiemdziesiąt lat temu w piekarni Tietzmanna w Grodzisku Wielkopolskim.




Głupia sprawa, głupia w dwójnasób, w trójnasób nawet. Głupia pomyłka, bo jednak arszenik do cukru domieszać - wstydliwe, dla piekarza kompromitujące wręcz. Otruć kilkadziesiąt osób bułeczkami - klęska interesu, wstyd na cały Grodzisk, ba, na całą Polskę. Zwłaszcza: z ofiarą śmiertelną, choćby jedną, choćby ofiara cierpiała od dawna na chorobę serca. Nie ma gorszej reklamy dla piekarni niż "Wypieki Tietzmanna. Żona mistrza rzeźnickiego padła od nich trupem", a przecież licho nie śpi, nie tylko Tietzmann piecze bułeczki w Grodzisku. Całe szczęście, że truciznę miał od Seipolta, to przynajmniej jakoś minimalizuje odium (ciekawe, ile kosztowało Tietzmanna, by ilustracją do wpadki jego piekarni było zdjęcie piekarni konkurenta?).

Po drugie głupio, że arszenik zwietrzały. Niby radość, bo ofiar mniej, ale z drugiej strony - co to za piekarz, który zamiast szczury wytruć od razu, trzyma trutkę długimi miesiącami, aż zwietrzeje, tracąc swe piorunujące właściwości, że tylko chorą na serce żonę mistrza rzeźnickiego jest zdolny powalić? 

Wreszcie głupio po trzecie, że tylu mieszkańców Grodziska wpadło w histerię i rozchorowało się na zatrucie urojone. Jak szaleć, to szaleć!

Sprawa jest więc wstydliwa na rozmaitych poziomach i należy czym prędzej odwrócić od niej uwagę. Najlepiej filmikiem: polecam znaną i lubianą "Kuchnię pełną niespodzianek". Odcinek, jakżeby inaczej: "Bułeczki".



Za: "Tajny Detektyw" nr 17, rok IV, 22 IV 1934

czwartek, 26 stycznia 2012

Speedy boy!

W wielu życiowych przedsięwzięciach - na przykład przy wypływaniu na pełne morze - pośpiech jest niewskazany, a nawet niebezpieczny. Niestety, pan Alain Sabouroud nazwał swoją łódkę "Speedy boy" and he acted accordingly. Co mu z tego przyszło - proszę czytać poniżej.



Historia jest nader ciekawa - i, niestety, pozbawiona zakończenia, więc nie dowiemy się, czy nieszczęsna młoda para zginęła w wyniku kłótni kochanków, wypadku czy ataku korsarzy. Wszystko tu jednak składa się jak w klasycznej powieści kryminalnej: zwłoki jednej osoby i brak drugiej, liczne możliwe przyczyny tragicznego zakończenia rejsu (rabunek, zazdrość, nieostrożność), niejasne ślady. Poirot już podkręca wąsa, panna Marple przebiera nóżętami. Podejrzewałem nawet, że to historia całkowicie zmyślona (wskazywałby na to idiotyczny argument: Ale i ta hipoteza została odrzucona. Podobnych rachunków nie załatwia się bowiem podczas burzy wśród błyskawic i grzmotów na otwartem morzu. W krytycznej chwili był Sabouroud napewno zajęty sterem i kompasem a nie teczką Ireny. - historia bowiem wielokrotnie dowiodła, że ludzie tłuką się, biją i kąsają gdziekolwiek i kiedykolwiek, w tym w najmniej prawdopodobnych miejscach i momentach). Okazuje się jednak, że sprawa Sabourouda (a właściwie: Sabourauda, bo taka jest właściwa pisownia jego nazwiska) i Caravandiez pojawiła się we francuskiej prasie. Niestety, dostęp do artykułu jest płatny - w przeciwieństwie do dostępu do "Tajnego" - i to w grubych euro, zatem zagadka ta pozostanie dla mnie najpewniej nierozwiązana.


Za: "Tajny Detektyw" nr 49, rok I (20 XII 1931)

czwartek, 25 listopada 2010

Przebrzmiała moda cowboyskich filmów!

Śmierć westernów ogłaszano wielokrotnie - także i tu, także i na łąmach "Tajnego Detektywa" w 1931 roku. John Wayne i Clint Eastwood mieli jeszcze swoje najsłynniejsze role przed sobą, ale gwiazda (szeryfa) Toma Mixa już przygasła.


Tom Mix się odnalazł; jego zaginięcie musiało być plotką stworzoną przez amerykańskie brukowce - w rzeczywistości całą noc pomagał w poszukiwaniach dziecka, zaginionego podczas zawalenia się cyrkowego namiotu (odnalazło się nad ranem, błądziło po okolicznych polach); cyrk jednak był tak zniszczony, że nie dało się ruszyć z nim dalej. Mix wyprawił się w tournee po Europie, tymczasem przedsiębiorstwem zajmowała się córka, która doprowadziła je do całkowitego upadku (została za to zresztą wydziedziczona).

Mix w czasie swojej 26-letniej kariery nakręcił 336 filmy i zarobił ponad 6 milionów dolarów (na dzisiejsze pieniądze - około 400 milionów); w latach dwudziestych, jeszcze u szczytu kariery, pomógł pewnemu chłopakowi, który, kontuzjowany, stracił szanse na piłkarską karierę i, zarazem, stypendium sportowe; Mix załatwił mu pracę w rekwizytorni studia filmowego, potem drobne rólki. Chłopak nazywał się John Wayne.

Lata Wielkiego Kryzysu oczyściły konta Toma Mixa do dna, ale mimo to radził sobie jakoś dalej. 12 października 1940 roku pod Florence w stanie Arizona nie zdążył wyhamować przed barierkami, broniącymi dostępu do zmytego przez rzekę mostu; jego Cord 812 Phaeton runął do wąwozu, a na Mixa runęła z półki walizka z polerowanego aluminium (w środku znajdowała się większa suma gotówka, czeki podróżne i biżuteria); to ona pozbawiła go życia, roztrzaskując czaszkę bohatera, który tornadom się nie kłaniał.

W przeciwieństwie do westernów, Tom Mix tym razem się nie odrodził. Leży na cmentarzu w Glendale w stanie Kalifornia.



Za: "Tajny Detektyw" nr 4 (106), rok III (22 I 1933)