wtorek, 18 grudnia 2012

Restaurator Siedlaczek Kasandrą rabusiów bankowych

Niedawno pisałem o nieudolnych rabusiach, którzy po serii niefortunnych zdarzeń stracili zrabowane srebra hrabiego Badeniego, a potem wpadli w ręce policji. Tym razem kolejny gang Olsena, który tym razem postanowił dokonać napadu na bank w stylu amerykańskim w swojskich Świętochłowicach.




Absolutnie nie dziwię się rabusiom, że nie pozostawili restauratorowi Walentemu Siedlaczkowi jego portfela z 9 złotymi. Nie chodziło wszak o pieniądze, a o honor złodziejski; nikt, kto wchodzi do banku z rewolwerem, w nowym szarym ubraniu, elegancko wysztafirowany na napad, nie oczekuje, że zostanie wyśmiany. Nikt w takiej sytuacji nie czeka na słowa "nie róbcie głupstw". Zwłaszcza, że Jan Hofman z Bukowiny był chłopcem postawnym, ze szczęką pokaźną i regularnymi rysami twarzy, z usty całuśnemi. Zamarzył sobie karierę Dillingera - o którym czytał być może w poprzednich numerach "Tajnego" - i z pewnością nie życzył sobie insynuacji, że dokonywany napad to "głupstwa".

Jednak restaurator Siedlaczek okazał się Kasandrą - odtąd kolejne kroki coraz bardziej zbliżają szajkę do tragikomedii. Identyfikacja jest natychmiastowa; Szmusa wydała kobieta, której w zaoferował ponad połowę swojej działki - 600 z 1000 złotych. Gdyby przynajmniej samobójstwo wyszło mu od razu - ale nie, postrzał, karetka, szpitalne łóżko z obstawą policyjną, śmierć dopiero po jakimś czasie, byle jaka. Hofman z równie żenującym "zajęciem roweru", na którym pod gradem kul próbował zbiec przed motorem komisarza Potyki (nomen omen), i z tym zaciętym rewolwerem, z którego chciał sobie po rycersku palnąć w głowę, a tam nic, suchy stuk. I zgubienie łupu, jakby na potwierdzenie ogólnej melepetowatości. Szamperę wreszcie  brat i mamusia namówili do oddania się w ręce policji. Kręcił, że swoją część też zgubił; nie zgubił, źli policjanci znaleźli. Płacz i zgrzytanie zębów.

Na ławie oskarżonych zasiedli poza Hofmanem i Szamperą jeszcze dwaj pomagierzy szajki, Wiktor Śmietana i Roman Wowra lub Wawra z Nowej Wsi - za ukrywanie zbiegów i paserstwo (Szmus, jak to gracko podał reporter  "Polonii", "został w międzyczasie powołany przed Sąd Boży"). W trakcie procesu okazało się, że Hofman, który jakiś rok wcześniej wyszedł z więzienia po odsiedzeniu dwóch lat za rabunek, wespół z Szamperą i Szmusem zdążył jeszcze na tydzień przed napadem zgwałcić "pewną dziewczynkę" (przy czym nie wiem, czy chodzi tu o nieletnią, czy o prostytutkę). Hofman dostał lat 15, Szampera - 4, Śmietana i Wowra po 6 miesięcy. W Narodowym Archiwum Cyfrowym znalazły się trzy zdjęcia z procesu:

 Od lewej: sędzia J. Broy, przewodniczący sędzia Artur Kleski 

Od lewej: prok. Kuczkowski, sędzia J. Broy, przewodniczący sędzia Artur Kleski i sędzia Stawarski


Adwokat St. Karpiński, za nim od prawej (nie od lewej, jak błędnie podaje NAC): Hofman, Szampera, Wawra, Śmietana.

W Świętochłowicach o amerykańskim rabunku pewnie mało kto dziś wie, ale miejsce ma swoją pamięć: w tym samym niepozornym budyneczku nadal mieści się bank. Zabrakło tylko dziecka, wypinającego złośliwie pupę w obiektyw reportera agencji fotograficznej IKCu, które pojawia się na fotografii w "Tajnym".



Za: "Tajny Detektyw" nr 34, rok 4, 19 VIII 1934

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza