czwartek, 5 stycznia 2012

Cześć wampirzycy

Czy pamiętacie Państwo z maja wiadomość o księżniczce-morderczyni Korybut-Woronieckiej, która najpierw swoimi przesadnymi popędami doprowadziła narzeczonego do podupadnięcia na zdrowiu, a następnie, kiedy nie chciał wziąć z nią, biedaczek, ślubu, wpakowała mu kulę? Ha, jest i druga strona medalu i nie zawahamy się jej użyć!





Zatem nie tylko księżniczka była seksualnie rozbudzona ("Tajny" porównywał ją w tej kwestii do carycy Katarzyny Wielkiej i "wampirzycy"), ale i przedsiębiorca Boy z szerokim, wielkopańskim gestem miewał swoje zachcianki i rozkoszki na boku. Lub na wznak. Nie był zatem wycieńczonym przez płciowe obsesje wymoczkiem, a samczykiem alfa, co z kwiatka na kwiatek. A przynajmniej z księżniczki Zofii na niejaką - jak już podawałem za Majewskim - "Dzidzię". Czy gniew był słuszny? Znać, że "Tajny Detektyw", który jeszcze trzy numery wcześniej nazywał ją zbrodniczą księżniczką i kobietą wulgarną, nabrał pewnych podejrzeń co do osoby ś.p. Boya (co wynikało, zapewne, z przebiegu procesu). W tytule pojawia się nawet hasło "broniłam swojej czci", które nie mogłoby się przecież pojawić obok "wampirzycy" czy "Katarzyny Wielkiej".


Za: "Tajny Detektyw" nr 49, rok I (20 XII 1931)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza