środa, 12 października 2011

Kaszubska pastereczka - reaktywacja, czyli karczma grozy

Okładka numeru zapowiada wiodący temat. Na okładce wariacje na tematy sielskie z nieoczekiwanym - w zestawieniu z obrazkiem - tytułem:


W środku natomiast jeden ze śmiałych fotomontaży, typowy dla "Tajnego...":




Kilka tu spraw poważnie zastanawia - cały koncept z wizytą tropicieli w karczmie tuż przed zabójstwem, rzecz jasna. To, że reporterzy tabloidu udają się na Kaszubszczyznę oglądać miejscowe garnki i kościół w Żukowie (skądinąd przepiękny klasztor norbertanek, ze świetnym antwerpskim ołtarzem w bocznej kaplicy - polecam!) jest nader wątpliwe, to, że trafiają w sam środek dramatycznych wydarzeń - tym bardziej. Ich pohukiwania staropolskie, wszystkie te "popasali w zacnej wiosce", "otwórzcie, przyjacielu, wasze gościnne podwoje" aż zanadto zdradzają, że wprowadzenie jest mocno dęte. 


Ale ciekawszy jeszcze jest obraz wsi kaszubskiej, wówczas potwornie biednej: zalany w trupa ojciec, matka mieszkająca w komórce, ludzie okładający się łopatami i podrzynający sobie gardła... a tu, proszę, głupich osiem dekad i premiera mają! Drugą kadencję!






Za: "Tajny Detektyw" nr 41, rok I (25 X 1931)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza