środa, 6 stycznia 2021

Na przykład Majewski

Bywa, że album nie ułatwia zbytnio zadania. Bo cóż to jest - zdjęcie dwóch facetów, z których jeden jest podpisany "Majewski"? Nazwisko należy do najbardziej popularnych w Polsce, pojawia się niemal w co drugim numerze "Gazety Śledczej". Obaj ogoleni na łyso (może w areszcie?), u góry szczupły młody chłopak, niżej starszy od niego facet z okrągłą głową, śniadą cerą i ciemnym wąsem. Na tabliczce coś niewyraźnego, po prawej z trudem odczytałem parę liter... pewnie ŚLEDCZY, z dłuższego napisu WYDZ. ŚLEDCZY. 



Kwerenda pokazała, że słynny przestępca Majewski był wówczas jeden: bandyta Wacław, grasujący w okolicach Garwolina i Siedlec. Znany był z tego, że chodził, trzymając pistolet i w prawej, i w lewej dłoni, i prał z obu, jak rewolwerowiec z Dzikiego Zachodu. We wrześniu na przykład - jak donosiło "Siedem Groszy" - napadł na żydowskiego kupca, Abrama Chigera:



Niedługo potem, w połowie grudnia 1935 roku, wymordował rodzinę Bielawskich we wsi Cielądz, skrępował ich, po czym zastrzelił matkę, ojca i dwójkę dzieci. Nie wiedział, że Antoni, któremu strzelił w głowę i klatkę piersiową, przeżył i został odwieziony do szpitala w Rawie. W sumie Majewski był poszukiwany w 68 sprawach za rabunki i morderstwa, a na sumieniu miał 19 osób. Tyle, że "Gazeta Śledcza", wewnętrzny okólnik policyjny z listami gończymi, publikowała jego dane szczegółowe - nie ma mowy, żeby facet z głową krągłą jak rzodkiewka i wąsem miał 27 lat, "oczy szare" i "twarz pociągłą".

*

Wtedy jednak coś zwróciło moją uwagę w opowieści ze "Śląskiego Kuriera Porannego" - otóż Bielawskich zamordowano za poduszczeniem ich sąsiadki, a wydał ją policji przyzwoity niewidomy mąż, który wiedział, że miała konszachty z niejakim Szynklerem, wspólnikiem Majewskiego:


Wspomniany Stanisław Szynkler miał lat czterdzieści, był Cyganem (co wyjaśniałoby śniadą karnację), a wtedy podpis Majewski oznaczałby nie jego, a mężczyznę u góry - faktycznie szczupłego, z pociągłą twarzą i wyglądającego na dwudziestoparolatka. Co więcej, dopiero wtedy skojarzyłem, że napis na tabliczce wcale nie brzmiał ŚLEDCZY tylko SIEDLCE, bo z innego, wyraźniejszego zdjęcia wiedziałem, że użyli tam dość ozdobnego, nietypowego D. Byłem w domu, to Majewski z Szynklerem.



*

Szynkler, jak wiadomo, został zaaresztowany po morderstwie, a Majewski postanowił przenieść się gdzie indziej. 7 stycznia 1936 roku w Warszawie na Targowej paru mężczyzn wpadło do kantoru loteryjnego Langera, skrępowało kasjerkę kolektury, Ostrogórską, i wygarnęło z kasy 1762 złote. Dwa dni później, w czwartek 9 stycznia, kasjerka składała zeznania na policji i pokazywano jej przestępców zatrzymanych podczas obławy - nikogo nie poznała, ale zaraz potem gruchnęła wieść, że sprawcy napadu bawią się w restauracji "Miła Niespodzianka" przy Żelaznej 95. Sytuacja potoczyła się dramatycznie, jak donosił w kolejnych tekstach "Goniec Częstochowski":



Przez pewien czas nie było wiadomo, kto był drugim z zabitych napastników, ale okazało się, że to właśnie poszukiwany przez policję listem gończym słynny Wacław Majewski, bandyta garwoliński:

A zatem wszystko jasne: znaleziono pieniądze zrabowane zamordowanym Bielawskim, odkryto przestępcę, zabito go, rozpoznały go liczne ofiary spod Siedlec i Garwolina, causa finita. Tylko ta Ostrogórska jakoś złośliwie nie rozpoznawała w zwłokach napastników.

Nie trzeba tu, oczywiście, Poirota, żeby domyśleć się, w czym rzecz. Świadkowie zwiezieni spoza Warszawy rozpoznawali przestępcę, ale zupełnie innego. Na zapleczu "Miłej Niespodzianki" niemiła niespodzianka spotkała prawdziwego Majewskiego, gdzie nakryto pewnie jego nową warszawską melinę, ale nie miał on nic wspólnego z napadem na kantor loteryjny - gdyby miał, to może nie pozostawiłby Ostrogórskiej przy życiu. 

W miesiąc od napadu policja zatrzymała prawdziwych sprawców, praskich rzezimieszków, dwóch dziewiętnastolatków i pomagającego im trzydziestosiedmiolatka, o czym donosiły "Echo" i "Goniec Białostocki":


Ostrogórska zatem słusznie upierała się przy swoim, bo dzięki temu policja dotarła do prawdziwych sprawców. Majewski zaś wpadł, i to ze skutkiem śmiertelnym, ale tym razem zupełnie za niewinność. Podobnie jak w moim albumie, doszło do pomyłki - ale z czasem prawda wyszła na wierzch.


Za: album policyjny, "Siedem Groszy" z 15 IX 1935, "Gazeta Śledcza" z 12 XI 1935, "Śląski Kurier Poranny" z 30 XII 1935, "Goniec Częstochowski" z 11 i 12 I 1936, "Echo" z 9 II 1936 i "Goniec Białostocki" z 10 II 1936. 

1 komentarz: