środa, 8 kwietnia 2015

Redukcja w górnictwie a miłość

Historia banalna, jakich wiele: oboje młodzi, kochają się na zabój i zabój się wydarza. Bo rodzice nie akceptują, bo komu innemu ją przyrzeczono, bo on ma iść do klasztoru, różnie. Albo, jak tu - grozi mu zwolenienie i nici ze ślubu. Ale jest w tej historii coś więcej.


Niewiele dodam, bo niewiele dodać mogę - rzadko łapie mnie aż takie wzruszenie nad numerami "Tajnego Detektywa", ale tu, prawdę mówiąc, ścisnął się mięsień tłoczący. Raz przy tym porażającym skromnością pożegnaniu: "Dowidzenia na zawsze - Jan i Cyla - jesteśmy w ogródku - wszystko Twoje". A po raz drugi przy straceńczej fotografii, którą sobie zrobili wiedząc już, że za pół tygodnia będą tylko parą zwłok w przydomowym ogródku. Chciało by się do nich podejść i powiedzieć: dajcie spokój, za sześć lat wojna, wszystkie etaty będą nieważne. Kochajcie się, póki się w ogóle da. 

*

W tym samym numerze, jak na ironię, jeszcze notka o konkursie na reportaż z fotografiami, akurat ze Śląska (w tym chyba cyklu ukazał się reportaż o zabójstwie Pioskowika, który niedawno wklejałem). Jak dla mnie - Polokówna i Banaś wygrywają w cuglach.



Za: "Tajny Detektyw" nr 41, rok III, 8 X 1933

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza