czwartek, 16 maja 2013

Tajemnicze zboczenie szofera Antoniewicza - proces i wyrok

Wielce się omyliłem, pisząc wczoraj, że nie znam dalszych losów szofera Antoniewicza, mordercy niewinnych właścicieli mieszkania, gdzie wynajmowała pokoik pani Antoniewiczowa, która uciekła od swojego męża-dewianta. Otóż "Tajny detektyw" z grudnia 1934 roku donosi szczegółowo o procesie i wyroku.



Niestety, z procesu nie dowiadujemy się, jakie było owo "zboczenie" Antoniewicza, które uniemożliwiało jego żonie prowadzenie normalnego współżycia. Nie sądzę, by chodziło tylko o sceny zazdrości - przed wojną wprawdzie za zboczenie uchodziły różne rzeczy, które dziś za zboczenie nie uchodzą, ale scen zazdrości z pewnością do nich nie zaliczano.

Ciekawie mogłaby się rozwinąć sprawa listów Marii Antoniewiczowej, która otrzymywała korespondencję od najróżniejszych postaci: byłego narzeczonego, stryja-mariawity i "mężczyzn, którzy szukali z nią  znajomości" i wielka szkoda, że cytaty z korespondencji zebranej Marii A. nie ukazały się w prasie - cóż, nie można mieć wszystkiego.

Za to prasa podała ogłoszony wyrok, wiemy zatem, jaki był ostateczny bilans sprawy nieszczęsnego szofera: dwa trupy Hoffmannów. Żona Antoniewicza przeżyła - i prędko się z nim rozwiodła - on zaś trafił nie na szafot, tylko do więzienia. Czy kołysanie się i wypieranie niepamięcią było tylko taktyką szczwanego sprawcy? Nie wiadomo, pozostaje nam wierzyć biegłym. 



Za: "Tajny Detektyw" nr 49, rok IV, 2 XII 1934

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza