sobota, 25 maja 2013

Pan Uprzejmość umiera na zawał, czyli tajemnica skradzionego skarbu vol. I

W nocy 10 kwietnia 1934 roku w Gandawie zgłoszono dwie kradzieże: po pierwsze kręgu sera, po drugie "Sędziów sprawiedliwych", jednej z tablic bezcennego Ołtarza Gandawskiego pędzla Jana van Eycka. Wedle jednego z detektywów zaginiony ser opóźnił poszukiwania obrazu: "Był rok 1934, kryzys ekonomiczny, ser był priorytetem". Miejsce kradzieży zostało zadeptane przez tłum gapiów, a policja nie zdjęła nawet z ołtarza odcisków palców.


"Tajny Detektyw" donosił o sprawie w niecałe dwa tygodnie później, niespecjalnie zresztą obficie - a szkoda, nie tylko dlatego, że to jedna z najsłynniejszych kradzieży sztuki w historii, ale i dlatego, że sam ołtarz miał nader skomplikowaną historię. 

Wiele wybitnych retabulów średniowiecznych przez lata ulegało rozproszeniu - część z nich uległa częściowej destrukcji z ręki ikonoklastów protestanckich, inne stawały się "niemodne", więc cięto je na kawałki i rozsyłano do biednych parafii na prowincji, skąd po latach oddawano je do muzeów lub sprzedawano do kolekcji prywatnych. Dlatego też dziś niejeden ołtarz włoski, niemiecki czy niderlandzki należy do kilku słynnych zbiorów sztuki: kwatera tu, kwatera tam, predella jeszcze gdzie indziej. Mało kto wie, że ponoć i krakowski ołtarz Wita Stwosza miał zostać pocięty na kawałki - na szczęście nielubiący "niemodnego gotyku" proboszcz kościoła Mariackiego zmarł zanim zdołał wprowadzić swój pomysł w czyn. Kiedy w 1934 roku nieznany sprawca dekompletował dzieło van Eycka, było ono prezentowane w całości od raptem kilkunastu lat.

Ołtarz został obstalowany przez Joosta Vijdta, patrycjusza gandawskiego, kupca i polityka, oraz jego żonę, Elisabeth Boorluth, u Huberta van Eycka (pechowo, bo Hubert niebawem zmarł i dzieło w całości lub w większości wykonał jego słynniejszy i młodszy brat, Jan van Eyck). Od umieszczenia go w katedrze św. Bawona (1432) do czasów Rewolucji Francuskiej przechodziło rozmaite koleje losu. Usiłowali je zniszczyć kalwińscy ikonoklaści (kiedy rozbili taranem wrota katedry, ich oczom ukazała się pusta ściana - katolicy zdążyli rozmontować tablice i ukryć je w kościelnej wieży; świątynię splądrowano, ale ołtarz ocalał), a cesarz Józef II, zobaczywszy akty Adama i Ewy, rozważał konfiskatę obrazów, które uznał za "pornograficzne i skłaniające do niewłaściwego zachowania" (ołtarz na wszelki wypadek ukryto w katedralnym archiwum; po latach prarodziców wymalowano raz jeszcze, w przyodziewkach z futra: Adam i Ewa). Ale to właśnie armie rewolucyjnej Francji w roku 1794 po raz pierwszy wywiozły Ołtarz Baranka Mistycznego z Gandawy i umieściły w Luwrze, skąd powrócił dopiero dwie dekady później, po klęsce Napoleona (kiedy w czasie "stu dni" Ludwik XVIII musiał uciekać z Francji, znalazł schronienie właśnie w Gandawie i musiał samemu sobie pogratulować tego miłego gestu sprzed roku). Tyle, że już w roku 1816 wikariusz generalny katedry pod nieobecność biskupa rozparcelował ołtarz, sprzedając miejscowemu marszandowi sześć z ośmiu tablic (Adami i Ewa, widocznie jako zbyt obsceniczni, by się podobać, zostali w katedrze). Ten od razu odsprzedał je z pokaźnym zyskiem angielskiemu kolekcjonerowi mieszkającemu w Berlinie, Edwardowi Solly'emu (pokaźnym to mało powiedziane: kupił za 3 tys. guldenów, sprzedał za 100 tys.). Zbiory Solly'ego zostały pięć lat później wykupione przez króla Prus i wraz z kolekcją Giustinianiego stworzyły trzon berlińskiej Gemaeldegalerie. Po wybuchu I wojny światowej niemiecka armia dołożyła do nich resztę ołtarza, wywiezioną z Belgii. Na krótko jednak. Po stu latach, w roku 1920, tablice Ołtarza Gandawskiego powróciły do katedry na mocy układów podpisanych po kapitulacji Niemiec, w ramach większej restytucji dzieł sztuki - w tym wypadku częściowo wątpliwej, skoro zakup był legalny, ale uznano to za reparację za obiekty artystyczne zniszczone w czasie działań bojowych. W berlińskim muzeum zawisła karteczka: "Zabrane z Niemiec przez Traktat Wersalski".

Oczywiście takich rzeczy się nie wybacza - po dwóch dekadach Hitler wkroczył do Belgii i przywłaszczyłby sobie retabulum van Eycka już w całości (poza skradzionymi "Sędziami", oczywiście), gdyby nie to, że wysłano je zawczasu do Watykanu; jako że Włochy przyłączyły się do wojny zanim Ołtarz dotarł do papieża, został ulokowany tymczasowo w Pau na południu Francji, a przedstawiciele wojsk francuskich, belgijskich i niemieckich podpisali porozumienie, że można go ruszyć tylko za zgodą wszystkich stron. Ale na niewiele to się zdało: w roku 1942 z rozkazu Hitlera przewieziono go do bawarskiego zamku - po czym, podobnie jak inne arcydzieła, które miały trafić do Fuehrermuseum w Grazu, najwspanialszej kolekcji sztuki w Europie, Ołtarz Gandawski został w roku 1943 ukryty w sztolniach starej kopalni soli w austriackim Altaussee. Mało brakowało, a wszystkie te bezcenne skarby sztuki przepadłyby raz na zawsze: gauleiter Eigruber postanowił wysadzić kopalnię, by nie trafiła w ręce aliantów, do chodników zwieziono nawet osiem półtonowych bomb, ale w ostatnim momencie rozkazów Eigrubera nie wykonano. W przeciwnym razie można by było mieć tylko nadzieję, że ocalała choćby zaginiona tablica z "Sędziami sprawiedliwymi".

Jakie były jej losy, okoliczności kradzieży, kim był pan Uprzejmość? O tym w następnym wpisie.


Za: "Tajny Detektyw" nr 17, rok IV, 22 IV 1934

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza