niedziela, 27 października 2013

Byk i Maczuga, przestępczy celebryci

Obiecałem ostatnio, że wkleję wizerunki prawdziwych międzywojennych celebrytów zbrodni - wprawdzie te fotografie pojawiły się już kiedyś w "Tajnym Detektywie" na liście gończym, ale tym razem mamy do czynienia z oryginałami, pochodzącymi z policyjnego albumu zdjęć operacyjnych.




Zdjęcie Antoniego Byka pochodzi chyba, jeśli sądzić po stemplu, z jakiegoś dokumentu tożsamości - policja tylko je przefotografowała. Władysława Maczugę natomiast, ustawionego byle gdzie, na tle dość sfatygowanych drewnianych drzwi, uwieczniono niewątpliwie na posterunku, w klasycznym mugshot. No, może nie do końca klasycznym, bo w latach międzywojennych polska policja nie ma jeszcze wypracowanego stałego wzoru. Najczęstszy jest model "potrójne popiersie": frontem, z profilu i w trzech czwartych (ostatnie w nakryciu głowy i odzieniu wierzchnim). Ale trafiają się również zdjęcia pełnopostaciowe, pojedyncze, podwójne (jak to Maczugi), a nawet sześciokrotne: trzy popiersia i trzy pełne postaci.

Zdjęcie Maczugi jest opisane: posterunek w Rzeszowie, 11 (?) XII 1933. W czerwcu tego roku Maczuga spotyka kumpli z poprzedniej odsiadki: Antoniego Janusza i Józefa Kapustę (wedle wcześniejszych ustaleń również Andrzeja Warzyboka), po czym wspólnie napadają na plebanię w podrzeszowskiej Przybyszówce. Tam, zamordowawszy pięcioma strzałami z rewolweru 72-letniego proboszcza, ks. kanonika Chmurowicza, zrabowali - jak głosi akt oskarżenia - 150 zł gotówką, złoty zegarek z łańcuszkiem i kilkadziesiąt srebrnych monet rosyjskich i austriackich. Kiedy w październiku policjanci natrafili na podobny zbiór monet, przeszukując mieszkanie jakiegoś złodzieja, skojarzyli fakty i szybko ustalili, że złodziej - czy raczej, w tym wypadku - paser ma je właśnie od Maczugi i jego kolegów. Niebawem cała szajka trafiła za kraty, i właśnie wówczas wykonano to zdjęcie.

W grudniu 1933 roku Maczuga poznaje w areszcie rzeszowskim Byka, starszego odeń prawie o dekadę pospolitego zbója, posługującego się narzędziem tak mało finezyjnym, jak siekiera. Byk spodziewa się kary śmierci za kilka morderstw w rodzinnej Trzcianie (handlarka Chana Goldberg, poseł Stanisław Kawalec, zwrotniczy Szczepan Wiktor). Zbrodnia na ks. Chmurowiczu, słynna w całej Polsce, też może poskutkować najwyższym wymiarem kary, toteż dwaj przestępcy postanawiają zrobić wszystko, by salwować się ucieczką. Okazja nadarza się w ostatni dzień roku: 31 grudnia w czasie porannego spaceru przekradają się przez mur, przepływają Wisłok i giną w sylwestrowej mgle.

*

TUTAJ znajdą Państwo ogłoszenie o wysokiej (2000 zł!) nagrodzie za schwytanie przestępców. Więcej o ich dalszych losach pisałem TUTAJ przy okazji Płoskonia - obaj zyskali (nie)sławę w całej Polsce, Byk zginął w obławie latem 1934, Maczuga się wymknął i przeżył go o pół roku. Schwytany w jamie, wykopanej pod psią budą, został w końcu doprowadzony przed oblicze sprawiedliwości, ku powszechnej ekscytacji publiczności sądowej: dość powiedzieć, że kiedy doszło wreszcie do procesu, na salę rozpraw wpuszczano wyłącznie za imiennymi biletami.

Maczuga do końca nie stracił rezonu, usiłował zrzucić winę za morderstwo ks. Chmurowicza na nieobecnego podczas napadu Warzyboka; kiedy to nie poskutkowało, próbował raz jeszcze uciec z aresztu w drugi dzień Bożego Narodzenia; zaklinował się jednak w okienku i, trafiony kulami strażników, skonał na szpitalnym łóżku 7 stycznia 1935 roku.



Za: album zdjęć policyjnych

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz