sobota, 10 stycznia 2015

Dwaj komuniści - Eleazar Grünbaum i Józef Wargin

Zdarza się czasem, że gdzieś na marginesie zdjęcia w albumie policyjnym znajduje się nazwisko. I po tej niteczce, jeśli nazwisko jest rzadkie i uda się zgooglować, można nieraz trafić na arcyciekawe opowieści o ludzkich losach - często zresztą, jak w przypadku dwóch dzisiejszych bohaterów - losach sięgających czasów powojennych.


Dwaj mężczyźni, których zdjęcia oznaczono w albumie kolejnymi numerami 246 i 247, zostali zapewne zatrzymani w Łodzi w tej samej sprawie. Świadczy o tym nie tylko sąsiedztwo na stronie oraz sąsiedztwo numerów 283 i 285, które widnieją na tabliczce przykręconej do wspornika, ale i sporządzone tym samym charakterem pisma notatki na brzegu kliszy: imiona i nazwiska oskarżonych. Można je odczytać lusterkiem - przynajmniej jedno z nich, Eleazar Grünbaum. Drugie stanowi zagadkę - Warnawski Klachel? Machel? Hlachel? Może ktoś z Państwa na to wpadnie.




Dość, że Grünbaum ma imię i nazwisko na tyle rzadkie, że udało się go przyszpilić:



I była to postać, jak się okazuje, niesłychanie interesująca, bo na aresztowaniu sprawa Eleazara wcale się nie kończy. Po pierwsze dlatego, że jego ojciec należy do najwybitniejszych postaci żydowskich w polskiej polityce międzywojennej (nie trzeba dodawać, że jako syjonista miał z poglądami syna na pieńku), po drugie dlatego, że wojenna i powojenna historia ojca i syna jest co najmniej niecodzienna.


Mieszkali, oczywiście, nie na ulicy "Tłumackiej" ale na Tłomackiem, czyli placu wytyczonym w XVIII wieku na miejscu dawnej jurydyki Potockich przez bankiera Karola Schultza, zięcia arcybogatego Teppera. Kamienica pod numerem 6 - widoczna w głębi zdjęcia - stała dokładnie naprzeciwko Wielkiej Synagogi i w samych początkach miała być mieszkaniem samego Schultza, ale ostatecznie została przeznaczona pod wynajem. W okresie międzywojennym nadbudowano jej jedno pięterko z prawej strony (zdjęcie za Warszawa.1939).



Izaak Grünbaum, urodzony w Warszawie w roku 1879, zmarł w Izraelu w roku 1970, był posłem na sejm polski czterech kadencji. Z przekonania syjonista, w carskiej Rosji szykanowany i więziony (aż pięciokrotnie) za swoje poglądy, w wolnej Polsce został politykiem znaczącym, jednym z inicjatorów Bloku Mniejszości Narodowych. Tak, tego bloku, który zdobył w wyborach 15% i ostatecznie zadecydował o wyborze Narutowicza na prezydenta (od czego zaczęła się antysemicko-katonarodowa nagonka, zakończona strzałami w Zachęcie). Do Palestyny wyjechał już w roku 1932, tam też przetrwał wojnę, a szesnaście lat później był jednym z sygnotariuszy deklaracji o powołaniu państwa Izrael oraz ministrem spraw wewnętrznych (1948-49) w rządzie tymczasowym; kiedy w 1952 roku w Knesecie wybierano drugiego prezydenta Izraela, był jednym z czterech kandydatów.

Tymczasem jego syn, Eleazar, miał losy znacznie bardziej pokomplikowane i wstydliwe. Wyjechał z Polski, by walczyć po stronie republikańskiej Hiszpanii. W czasie II wojny światowej trafił do Auschwitz-Birkenau, potem do Buchenwaldu - ale był tam nie tylko więźniem. Został bowiem kapo. Po wyzwoleniu obozu oskarżono go przed sądem koleżeńskim za okrucieństwo wobec współwięźniów (nie wiem niestety, jak ta sprawa się skończyła). Musiał odnowić dawne kontakty, skoro w powojennej Polsce został komunistycznym działaczem - poczesnym, należy sądzić, skoro pozwalano mu na zagraniczne podróże. Traf chciał, że kiedy pojechał do Paryża, został tam rozpoznany na ulicy przez dwóch żydowskich współwięźniów. Groziła mu sprawa we francuskim sądzie, ale tatuś zainterweniował i sprowadził wyrodnego syna do Palestyny. Nie na wiele to się jednak zdało: Eleazar Grünbaum zginął - ponoć w podejrzanych okolicznościach - w Arnonie pod Jerozolimą w I wojnie izraelsko-arabskiej, w roku 1948.


Drugi bohater dzisiejszej notki wygląda tak (podbite oko na trzecim zdjęciu to najprawdopodobniej skaza na kliszy lub odbitce, a nie siniec):



Nie wiem, z jakiego powodu zaaresztowano go w Katowicach 11 listopada 1930 roku, ale już sama data wskazywać może, że chodziło o jakąś polityczną demonstrację. I on bowiem był komunistą. Jeszcze w roku 1920 walczył w wojnie polsko-bolszewickiej po stronie "strasznych laszych krwiopijców" (w obronie Warszawy i pod Kowlem, był ranny w nogę), ale później działał w KPP i WKP(b). Niedługo po aresztowaniu musiał wyjechać do Rosji Radzieckiej, bo już w latach 1932-35 studiował w Dniepropietrowsku na wydziale górniczym. W czasie wojny działał w Głównym Sztabie Partyzanckim ZSRR, w 1942 zrzucony na tyłach Niemców, prowadził akcje dywersyjne i walczył z UPA (takie przynajmniej informacje znalazłem, ale za ich prawdziwość nie ręczę).


Po wojnie, jak dowiedziałem się z prezentacji "Twarze Katowickiej Bezpieki" (tutaj przeklejam tylko fragment, całość TUTAJ) zrobił szybką karierę w Urzędzie Bezpieczeństwa. Szczytów sięgnął w latach czterdziestych, a w latach 1946-46 został szefem UB na całe województwo śląskie, więc podlegała mu zapewne cela, w której siedział piętnaście lat wcześniej, kiedy pstryknięto mu zdjęcie z albumu. 

Ale rewolucja zjada swoje dzieci i już w 1951 skazano go na zdegradowanie i dwa i pół roku więzienia za podanie w ankiecie osobowej fałszywych danych o działalności w KPP. Co się z nim działo później - nie wiem. W latach 70-tych opublikował szereg książek, m.in."Prawo tajgi", "Opowieści z tajgi", "Aksen", "Purga" i - tytuł znaczący, jeśli popatrzymy na jego zdjęcia -"Człowiek, który zgubił uśmiech".

Gdyby nie nazwiska wyskrobane na kliszach - i dobrodziejstwa internetu - nie miałbym pojęcia, co za niezwykłe, straszne biografie kryją się za tymi twarzami. Wziąłbym ich po prostu za dwóch ulicznych rozrabiaków: może włamywaczy, może kieszonkowców. Jakieś niebieskie ptaki Łodzi i Katowic.

Za: album, Wikipedia, Twarze Katowickiej Bezpieki (materiały IPN)

3 komentarze:

  1. To jest Daniel Machel Warszawski, był sądzony razem z Grunbaumem 24 września 1929. Numer 284 przypadł zapewne Izraelowi Frydbergowi - wszyscy trzej uciekli przez okno z tajnego spotkania partyjnego przerwanego wkroczeniem policji. Frydberg za "recydywę" został skazany na pięć lat ciężkiego więzienia, Warszawski na dwa.
    Łamigłówka o niewielkim stopniu skomplikowania, ale przyjemna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam Pańskiej uwadze dziennik Republika - IlustrowanaRepublika1929kwIIINr263 - szczegóły procesu łódzkich komunistów i przy okazji wstrząsająca informacja o interesantce łódzkiego kuratorium, która otruła się esencją octową po rozmowie z urzędnikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, wspaniale, dziękuję bardzo, zaraz sprostuję. Zresztą, ślepy jak kret, przegapiłem, że obok faktycznie jest ten trzeci (acz inny, niż Pani podała :) ).

      Usuń