niedziela, 11 listopada 2012

Gmyzowi i Wróblewskiemu na pociechę

Polały się jak Polska długa i szeroka prawicowe łzy po "zamachu na wolność słowa", czyste, rzęsiste, padły wstrząsające zdania o "Rzezi w Rzepie", wywaleni z gazety redaktorzy-fantaści rozdarli szaty, rzucili się rejtanami i porzucali oskarżeniami, Rzeczpospolita zdementowała, później z dementi się nieco wycofała, potem stanęła okrakiem jak ta żaba, co to się nie rozerwie. Zapachniało jesienią, trotylem i melancholią. Na pociechę zwolnionym dziennikarzom postanowiłem przytoczyć wyimek z "Tajnego Detektywa" o prawdziwych rzeziach w prasie codziennej.





Zatem, Cezary Gmyzie, mogło być gorzej. Zatem, Tomaszu Wróblewski, przesuń dłonią po karku i ciesz się, że wbrew rozmaitym tezom o "drugiej Białorusi" o "totalitarnym kraju, w którym żyjemy", mieszkacie i publikujecie w Polsce, cywilizowanym państwie liberalnej demokracji, gdzie karą za plecenie szkodliwych bzdur na łamach dużego dziennika jest kpina i środowiskowa infamia, a nie kęsim-kęsim. Czy raczej kei-shim, kei-shim.

Za: "Tajny Detektyw" nr 33, rok IV, 12 VIII 1934

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza