piątek, 28 września 2012

Jak żonobójca Kahanek świat od Żydów i masonów wyzwalał

"Tajny Detektyw" bawi i kształci. Zamieszcza na przykład wyniki naukowych badań, które świadczą o tym, że mężczyzna, który założy "nienormalną" rodzinę, poślubiając starszą od siebie kobietę, najpewniej zostanie mordercą na tle osobistych ambicji. I, rzeczywiście: kupiec lwowski Kahanek poślubił wdowę starszą od siebie o lat 16, co niechybnie przywiodło go do obłędu na tle religijnym i, ostatecznie, zbrodni.



Kahankowie byli małżeństwem zamożnym: jak widać ze zdjęcia, wynajmowali duże, trzypokojowe mieszkanie na Sykstuskiej - nieopodal Wałów Hetmańskich, czyli dzisiejszego Prospektu Swobody - w przepięknej, luksusowej kamienicy zbudowanej w 1909 r. wg projektu Władysława Podhoreckiego (zachowanej zresztą do dziś, łącznie z tymi obłędnymi podziałami okien, typowymi dla Belle Epoque). Poznali się czternaście lat wcześniej, kiedy on był nieźle prosperującym kupcem w branży papierowej, ona - zamożną wdową po farmaceucie; pobrali się pomimo różnicy lat, która w owych czasach była uznawana za gorszącą (co innego w drugą stronę - mężczyzna poślubiający kobietę 16 lat młodszą był zdecydowanie "normalny"). Cóż wydarzyło się dalej?




Można rzeczywiście założyć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że Kahanek był chory psychicznie. Czy jest sens zagłębiać się w jego rojenia? Chyba tak. Wiadomo bowiem, że o ile każdy chory choruje na swój własny sposób, o tyle widmowe źródła zagrożenia są często wspólne. Kiedyś na chorego czyhały diabły i wiedźmy, później - ufoludki i promieniowanie z kosmosu, teraz pewnie islamiści z bombą i GMO. Modą epoki w czasach Kahanka byli straszliwi Żydzi i masoni. Zresztą, jak widać, jego mania prześladowcza nie koncentrowała się tylko na tych zagrożeniach, które ówczesna endecka propaganda mełła bez ustanku tak, jak dziś miele się smoleńskie zamachy - strach nieszczęsnego kupca obejmował również jego żonę, ową "narkotyczną czarodziejkę", której pierwszy mąż, farmaceuta, miał przekazać magiczne sekrety.

Czy Kahankowa (o której skądinąd wiadomo, że nie była Żydówką, ale Rumunką, a i do loży masońskiej nie należała) była ofiarą antysemickich i antymasońskich kampanii? Śmiem wątpić. Gdyby propaganda i "mądrość ulicy" wskazywały inne zagrożenie, chory mąż zabiłby ją z innego powodu. Ale w jego rojeniach odbijają się lęki tamtych czasów: mason z katolickiej propagandy łączy się z Żydem z carskich "Protokołów Mędrców Syjonu", przefiltrowanych przez endeckie pisemka, a nowoczesny strach przed narkotykami - z zabobonną wiarą w czarodziejskie możliwości farmaceutów. W tej ostatniej kwestii nie bez znaczenia był  pewnie kontekst seksualny: starsza żona po prostu musiała mieć coś na sumieniu, skoro "omotała" młodego mężczyznę. "Tajny Detektyw" publikując wynurzenia o kryminogennych właściwościach takich "niedobranych" stadeł niewiele bowiem błądził. Źródłem problemu była jednak nie "nienaturalność" takiego małżeństwa (małżeństwo należy do świata kultury, nie natury, i w jakimś sensie zawsze jest "nienaturalne"), ale społeczny ostracyzm, który mógł generować spore stresy.



Za: "Tajny Detektyw" nr 4, rok 2, 24 I 1932 i nr 33, rok 4, 12 VIII 1934

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza