Życie pisze powieść detektywną... a biedny dział graficzny musi ugotować zupę z gwoździa, ilustrując morderstwo czym się da. Na okładkę trafia piętnastolatek (vide poprzedni post - to rzekomo ów nastoletni Ruhlen), w środku trzeba jeszcze coś dołożyć: pocztówkę z Hradczanami, korowód Straszliwych Typów i fotka z Domowego Przedszkola. .
Sama historia jak z Hanekego. Nie wiem tylko, czy bardziej z "Białej wstążki", czy z "Pianistki"?
Tylko ten Luley jak Lulejko z "Pierścienia i róży". Przykra sprawa.
Za: "Tajny Detektyw" nr 32, rok IV (5 VIII 1934)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz