środa, 1 grudnia 2010

Biała wstążka, czyli czerwony sznur.

Życie pisze powieść detektywną... a biedny dział graficzny musi ugotować zupę z gwoździa, ilustrując morderstwo czym się da. Na okładkę trafia piętnastolatek (vide poprzedni post - to rzekomo ów nastoletni Ruhlen), w środku trzeba jeszcze coś dołożyć: pocztówkę z Hradczanami, korowód Straszliwych Typów i fotka z Domowego Przedszkola. .

Sama historia jak z Hanekego. Nie wiem tylko, czy bardziej z "Białej wstążki", czy z "Pianistki"?

Tylko ten Luley jak Lulejko z "Pierścienia i róży". Przykra sprawa.






Za: "Tajny Detektyw" nr 32, rok IV (5 VIII 1934)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza