sobota, 4 lipca 2015

Dziad z Nowogrodzkiej czyli epilog zabójstwa warszawskiej gwiazdy

125 lat temu, 1 lipca 1890 roku, popełniono jedną z najsłynniejszych zbrodni miłosnych w historii Warszawy: w garsonierze, mieszczącej się w kamienicy na Nowogrodzkiej 14 rosyjski oficer Aleksander Barteniew, zastrzelił swoją kochankę, ulubienicę publiczności teatrów warszawskich, Marię Wisnowską.



Wiele by można pisać o sprawie Wisnowskiej - Agata Tuszyńska popełniła na ten temat dwie książki historyczne, powstało kilka powieści i przynajmniej dwa filmy (tuż po odzyskaniu niepodległości "Ludzie bez jutra" Aleksandra Hertza z Węgrzynem w roli ułana, a w 2003 rosyjska "Gra w modernizm"). Najsłynniejszym może odbiciem dramatycznego romansu jest "Dieło korneta Jełagina" rosyjskiego noblisty, Iwana Bunina, które prędko ukazało się również po polsku, pod wymownie podkręconym tytułem: "Marja Sosnowska. Sprawa korneta Jełagina".

W roku 1933 od zbrodni mijały 43 lata (a nie 40, jak błędnie podaje "Tajny"), ale pamięć o niej była wciąż żywa (sentymentalni fani aktorki nadal odwiedzali dawną garsonierę, a wówczas - jedynie mieszkanko stróża), zaś dziennikarze mieli dla czytelników smaczny kąsek. Odkryli Barteniewa, "63-letniego starca" pośród warszawskich włóczęgów...



Barteniewa pochowano w zbiorowej mogile dla ubogich, której nie sposób dziś zlokalizować. Wisnowska, starsza od niego o lat siedem, spoczywała wówczas od lat kilkudziesięciu na warszawskich Powązkach, przy samych katakumbach - pod pięknym obeliskiem, który zresztą niedawno odnowiono:


Czas nie obszedł się z kamienicą na Nowogrodzkiej ani dobrze, ani źle: przetrwała wprawdzie wojnę, ale fasadę pozbawiono niemal całego eklektycznego wystroju, z którego pozostało tylko boniowanie na parterze i trwający resztkami sił balkon na pierwszym piętrze. Nie dam zresztą głowy, czy nie tyle ocalało z budynku po wojnie, bo mam wrażenie, że piano nobile nie tylko ma okna przemurowane z łukowatych na prostokątne, ale w ogóle wydaje się w całości niższe. Cóż, nawet jeśli, to aktorka odwiedzała oficerską garsonierę właśnie na parterze... 


Warszawscy eksperci od duchów i nawiedzeń twierdzą, że duch Wisnowskiej pojawia się w kamienicy dość często, zazwyczaj o poranku, i robi mieszkańcom domu drobne psikusy. Z kolei duch Barteniewa ma się pojawiać wieczorami na Powązkach i składać na grobie czerwoną różę. Co podaję tylko jako przykład siły miejskich legend, które trwają przez kolejne pokolenia.

Za: "Tajny Detektyw" nr 52, rok II, 25 XII 1932


2 komentarze:

  1. Jak to czytam to robi mi się gęsia skórka. Ciekawe jaką rolę spełniał wtedy detektyw?Katowice są pełne takich histori, o których nikt nie nie mówi..

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesujący artykuł, od razu widać, że poświęcono wiele czasu, aby stworzyć coś takiego. Tak poza tym, toż to jest fascynująca historia.

    OdpowiedzUsuń