poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Zbrodnia we Lwowie vol. II, czyli "zrobię z ciebie gulasz"



W toku procesu weterana Hieronima Cybulskiego wyszło na jaw tyle smakowitych (przynajmniej dla tabloidów) szczegółów, że sąd postanowił prowadzić przesłuchania przy drzwiach zamkniętych. Z zeznań samego zbrodniarza, jego bliskich oraz zatrudnianych przez niego prostytutek wyłonił się obraz sadysty, tyrana i perwersyjnego miłośnika brzydoty. 



Już podczas śledztwa zdrowie psychiczne Cybulskiego podawano w wątpliwość, od lat bowiem poważnie nadużywał alkoholu i cierpiał na kiłę, która niekiedy prowadzi do obłędu. Trudno się dziwić takim sugestiom: kiedy został przyłapany przez policjantów w kiosku, jadł akurat słoninę, którą krajał tym samym nożem, którym wcześniej ćwiartował zwłoki Emilii Szew, koryntjanki. W procesie (który, co zrozumiałe, wywołał ogromne zainteresowanie: do sądu wpuszczano za kartami wstępu, a sądzono w tej samej obszernej sali, w której w pierwszym procesie skazano na śmierć Gorgonową) powołano biegłych psychiatrów, którzy stwierdzili jednak, że Cybulski jest całkowicie zdrów na umyśle. Jako że pojawiły się plotki, jakoby nosił on w głowie odłamki szrapnela, które spowodowały utratę świadomości i pchnęły go do zbrodni, kioskarza prześwietlono promieniami Roentgena. Plotki się nie potwierdziły. 

W toku śledztwa i procesu oskarżony opisał dokładnie noc popełnienia zbrodni. Emilia Szew (lub Scheff) miała przyjść do kiosku około godziny 23, gdzie Cybulski przyniósł - jak podaje łódzka gazeta "Republika" - 2 flaszeczki wódki i zakąski. Do godz. 3 pili wódkę i jedząc rozmawiali. Po stosunku Cybulski siedząc z dziewczyną* na łóżku wsypał palcami szybko i niepostrzeżenie do szklanki z której piła ona wódkę odrobinę proszku cjankali i dał jej do wypicia, przyczem szklankę, z której pił, trącił o szklankę dziewczyny, mówiąc "na zdrowie". Po wypiciu denatka**, krzyknąwszy "oj" przewróciła się na wznak na łóżku straciła przytomność i po chwili przestała oddychać. Cybulski widząc koło siebie trupa postanowił zwłoki pokrajać, wynieść i rozrzucić i w tym celu zabrał się odrazu do krajania. Nożem obciął naprzód denatce piersi, przeciął tułów wpoprzek koło pępka, używając w robocie prócz noża siekiery i piły. Do godz. 5 nakrajał tyle mięsa ze zwłok denatki, że napełnił niem 2 skórzane teczki, resztę zaś zwłok z nieodciętą jeszcze głową włożył do drelichowego worka i położył koło łóżka. Ukończywszy tę czynność Cybulski położył się i usnął. Po obudzeniu się umył, otworzył kiosk i handlował aż do wieczora. 


Widoczny na ilustracji ze "Światowida" (znalezionej na blogu  międzywojnie.blogspot.pl) skromny kiosk, w którym odbywały się "straszliwe orgje". 


Lekarze nie byli jednak pewni, czy przyczyną śmierci Emilii Szew było otrucie - wprawdzie w żołądku dał się wyczuć nikły zapach gorzkich migdałów, ale równocześnie na resztkach zmasakrowanej głowy odnaleziono ślad pierwotnego ciosu ciężkim narzędziem. Inna łódzka gazeta, "Echo", podała: Jak dotychczas [...] uważa się za pewną tezę, iż Cybulski otruł najpierw swą ofiarę przez wsypanie trucizny do kieliszka z wódką, a dopiero następnie poćwiartował zwłoki. Ponieważ wynik analizy chemicznej zdaje się przeczyć temu przypuszczeniu, stwierdzone obecnie fakty wskazują, że ma się do czynienia ze zbrodniarzem niezwykle wyrafinowanym, który dlatego zapewne zeznał o otruciu, aby móc twierdzić, że uczynił to po pijanemu, a tem samem osłabić wrażenie okrutnego czynu, jakim był rąbanie siekierką i krajanie trupa. Można obecnie przypuszczać, że Cybulski ofiarę swą upił, a gdy pod wpływem alkoholu zasnęła, wówczas zabił ją siekierą - na co wskazywałoby również gruntowne pocięcie głowy, co pomogłoby ukryć największą ranę.    

Przez jakiś czas podejrzewano, że Kołodziej był wspólnikiem Cybulskiego, że nakrył go w trakcie krojenia zwłok i przyrzekł milczenie i pomoc w wynoszeniu szczątków w zamian za jakieś korzyści, ale tego mu nie udowodniono. Sprawę mordu na Emilii Szew usiłowano powiązać, bezskutecznie, ze wspomnianą już cause celebre, czyli morderstwem Lusi Zarembianki, pasierbicy Gorgonowej, a także, na prośbę policji czeskiej, z zabójstwem niejakiej Otylii Vrańskiej, praskiej prostytutki, której poćwiartowane ciało znaleziono w dwóch walizkach:







I tym razem nie udało się udowodnić winy Cybulskiego. Na jaw wyszły za to inne jego ciemne sprawki: Jak się okazuje - donosi dalej "Republika" - jest niezwykłym typem zboczeńca seksualnego. Jeszcze przed rozprawą opowiadał swym obrońcom, którzy go odwiedzili w celi więziennej, że nie mógł zasnąć w nocy, jeżeli przedtem nie sprowadził sobie do kiosku jakiejś dziewczyny. Gdy kładł się sam, miewał stale koszmarne wizje i budził się z silnym bólem głowy. Dalej opowiadał zbrodniarz swym obrońcom, że do żony czuł całkowitą obojętność i od wielu lat nie istniała dla niego, jako kobieta. Podobnie był zupełnie obojętny w stosunku do młodych kobiet. Głód seksualny odczuwał tylko na widok kobiet starszych i brzydkich. Im kobieta była starsza, tem większe wzbudzała w nim pożądanie. W swym kiosku urządzał stale potworne orgje, zapraszając najbrzydsze, stare i zniszczone prostytutki. Szczególnie pod wpływem alkoholu stawał się dla kobiet niebezpieczny (tu z uwagi na drastyczność zeznań sąd utajnił rozprawę). Owa zaniedbywana żona pojawiła się zresztą na sali sądowej, podobnie jak brat mordercy. Brat chciał mu przekazać białą marynarkę, żeby wystąpił całkowicie ubrany na jasno, bo "to robi wrażenie". Kiedy Cybulskiego wyprowadzono z sali, żona podbiegła do niego na korytarzu i - scena jest, doprawdy, tragikomiczna - spytała przez łzy: "No, i co słychać?".

"Echo" donosiło że w aktach znalazły się sekretne notatki mordercy: dzienniczek Cybulskiego, będący swego rodzaju pamiętnikiem. Cybulski po jednej stronie zapisywał wydatki i wpływy z interesu, a na drugiej prowadził kronikę dnia. Zapisywał mianowicie wszystkie ważniejsze wydarzenia dzielnicy, notował skony swych znajomych, zajścia, które dochodziły do jego wiadomości, swoje perypetje miłosne, przepowiadał dalej codziennie pogodę i notował prognostyki, a gdy następnie sprawdzały się one, z zadowoleniem stwierdzał to w dzienniku. Z zeznań świadków wynikało, że Cybulski był emocjonalnie rozchwiany. Z jednej strony parę lat wcześniej usiłował popełnić samobójstwo, z drugiej - terroryzował swoją rodzinę: 9-letni syn maltretowany bał się panicznie ojca i uciekał na jego widok pod opiekę matki. To doprowadziło pewnego razu tyrana do takiej pasji, że z nożem w ręku rzucił się na żonę, krzycząc: "Zbyszka ukrzyżuję, a z ciebie zrobię gulasz". Mimo tego nie uznano go za chorego psychicznie - za morderstwo na Emilii Szew został skazany na dożywocie, choć wówczas za takie zbrodnie szło się na ogół na szafot. Zapewne zaważyła tu bohaterska karta weterana. W więzieniu ponoć sprawował się jak najlepiej. Jego kiosk rozebrano, żeby nie przypominał o krwawej zbrodni, o tych palcach w pudełku z cukierkami i o głowie w teczce, które przywodzą na myśl makabryczny limeryk Goreya:

Ćwiartowanie Wawzera Skowczyka
Było wstrętne: mózg jego zatykał
Odpływ zlewu, jelito
Znaleziono w burrito,
Palce zaś odszukano w ręcznikach.

Ofiarę Cybulskiego - a raczej to, co z niej zostało - pochowano po kryjomu. Oficjalnie dlatego, że władze nie życzyły sobie "niezdrowej sensacji", ale chodziło o coś jeszcze: koleżanki z pracy Emilii Szew zapowiadały, że wystąpią w sposób manifestacyjny, a manifestacji prostytutek władze Lwowa nie życzyły sobie pewnie jeszcze bardziej, niż niezdrowej sensacji. Kondukt, który 13 lutego o godzinie 8 rano poniósł trumnę z kaplicy Instytutu Medycyny Sądowej na cmentarz Janowski, liczył zaledwie pięć osób najbliższej rodziny ofiary.


* określenie nieco pochlebne, skoro miała lat niemalże czterdzieści.
** określenie nieco przedwczesne.


Za: "Tajny Detektyw" nr 7, rok IV, 11 II 1934

1 komentarz: