czwartek, 10 stycznia 2013

Ten czwarty Strauss, czyli mafijny hazard w Detroit

Różne różności pojawiały się w "Tajnym Detektywie", ale po raz pierwszy chyba spotkałem się z tekstem, który tak by afirmował życie. Korespondent pojechał do Detroit, taksówkami się powoził, w kości pograł, lunch darmowy opędzlował, a na koniec jeszcze zdążył na kabaretowe występy, po czym wszystko opisał i zainkasował honorarium. Ech, życie!


Pojawiający się w tekście burmistrz Bowles był rzeczywiście dość nieciekawą postacią i politykiem słynącym z nieskuteczności; większość życia upłynęła mu na wysuwaniu swej kandydatury na różne stanowiska, na których wyborcy z reguły go nie chcieli. Kandydował na burmistrza Detroit przy wsparciu Ku-Klux-Klanu w roku 1925, a także rok później; wreszcie wygrał w roku 1930, ogłosiwszy program bezwzględnej walki ze zbrodnią oraz mieniąc się gorliwym zwolennikiem prohibicji, co zjednało mu księży, pastorów i ich wiernych. Kiedy jednak szef policji pod naciskiem prasy przeprowadził kilka udanych akcji przeciwko miejscowej mafii (właśnie hazardowej!), Bowles go odwołał. Miał to sam przypłacić stanowiskiem: powszechne oburzenie doprowadziło do odwołania go po zaledwie sześciu miesiącach (a nie dwóch latach, jak twierdzi korespondent "Tajnego") sprawowania władzy. Po miesiącu starał się o reelekcję, ale jak na złość, w noc tuż po ogłoszeniu wyniku referendum, mafia zastrzeliła w kawiarni jednego z głównych autorów odwołania Bowlesa: Jerry'ego Buckleya, nieprzejednanego radiowego dziennikarza śledczego. Wprawdzie ludzie Bowlesa zrobili wszystko, żeby przedstawić samego Buckleya jako mafiosa, ich wysiłki poszły na marne: w pogrzebie Buckleya uczestniczyło 10 tys. ludzi, a Bowles kolejne wybory przegrał z kretesem. Kandydował jeszcze parę razy: do parlamentu stanowego, do Izby Reprezentatów i ponownie na stanowisko burmistrza. Bezskutecznie.

Jest jeszcze właściciel speluny, Strauss - jednak, jak dodaje korespondent, nie słynny kompozytor. Tylko nie który? Nie Johann Strauss ojciec, nie Johann Strauss syn, czy nie Richard Strauss? Dwaj pierwsi nie żyli wprawdzie, ale to raczej ich kojarzyłaby publika "Tajnego Detektywa". Czy kojarzyłaby Richarda? Trudno powiedzieć. Zawsze można jednak dodać, że kiedy orkiestra w "Wielkim Gatsbym" wykonuje jazzową wersję utworu "Historia świata" Vladimira Tostoffa, to Fitzgerald pił tu właśnie do Richarda Straussa i "Also sprach Zarathusta". Wszystko zatem możliwe. 



Za: "Tajny Detektyw" nr 36, rok 4, 2 IX 1934 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza