wtorek, 15 maja 2012

Pies jako kość (niezgody)

W odwiecznym sporze o wyższości kotów nad psami (bądź odwrotnie), stałem zawsze po stronie kotów. Ale rozumiem, że niektórzy mają więcej sympatii dla tego drugiego (namolnego, natrętnego, śliniącego się i pozbawionego kociej godności) gatunku czworonogów - ba, w walce o nie czasami nie zawahają się pójść do sądu. Tak było osiemdziesiąt lat temu w Gdyni:


Nie wiem, jak ostatecznie zakończył się spór pomiędzy naczelnikiem Horbaczewskim a budowniczym Laskowskim, jaka była decyzja sędziego Pikora i ile natrudził się mecenas Turek. Jedno jest natomiast pewne: wilczur chciał być sługą dwóch panów z Goldoniego, łasił się to do naczelnika, to do budowniczego, a mało brakowało, że połasiłby się również do sędziego i mecenasa. A może i, kto wie, nawet do woźnego.

Co innego kot. Kot patrzyłby na to wszystko z niesmakiem i zajmowałby się swoimi sprawami. Kot bowiem nie ma pana. Kot jest panem.


Za: "Tajny Detektyw" nr 5, rok 2 (31 I 1932)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz