Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzym. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzym. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 października 2012

Prawo (i lewo) przed wiekami (feat. Fr. Kafka)

"Tajny detektyw" od czasu do czasu robił mniej więcej to, co ja: wyciągał jakąś pokrytą kurzem staroć i w dziale "Prawo przed wiekami" pokazywał czytelnikom, jak to drzewiej dziwnie bywało. Dziś proponuję smakowite drobiazgi o piętnowaniu żelazem, pojedynkach oraz wczesnych formach eutanazji (nie kijem, to pałką).




Z oczywistych względów zawodowych najbardziej zainteresowała mnie kwestia wypisywania wyroku rozpalonym żelazem. Dwanaście wersów w dwusylabowych jambach, nawet licząc krótki wers (trzystopowiec, powiedzmy) to całe mnóstwo tekstu. Pomijam już trudności związane z wykonaniem matrycy drukarskiej na potrzeby jednej kaźni (cesarz mógł sobie, oczywiście, pozwolić na taki wydatek) - ale czy na dworze był jakiś specjalny nadworny składacz rymowanych wyroków? 

Z miejsca przychodzi oczywiście na myśl "Kolonia karna" Franza Kafki, gdzie specjalna maszyna zabija skazańca, wypisując na jego plecach sentencję wyroku całym systemem mechanicznych rylców, wykonujących w żywym ciele zabójcze arcydzieło kaligrafii. Opowiadanie, najbardziej może makabryczne w całej twórczości pisarza, okazało się niezwykle zapładniające dla artystów. I należy się może cieszyć, że nie było znane w czasach cesarza Teofila (IX w.).

by Bud Perry

by Glassghost

by Martin Senn

Za: "Tajny Detektyw" nr 33 i 35 rok 4, 12 i 26 VIII 1934  

sobota, 12 maja 2012

Czasami musi, bo się udusi

Tabloid czasem musi, bo się udusi. Musi wypluć całą swoją tabloidowość, rynsztokowość, mieszaninę krwi i spermy, jarmarczne błyskotki. Kiedy brakuje doraźnych zbrodni, które można opisać z najdrobniejszymi, najbardziej odrażającymi szczegółami, sięga się do historii. Historia oferuje nam niezmierzone obrzydlistwa i jest jedną z ukochanych nauk tabloidów - oczywiście, nie sama w sobie, ale szumowiny, które się zbierają na powierzchni uczonych opracowań, skandaliczne wyimki, przypisy wypolerowane i podniesione do rangi istoty sprawy. Wszystkie te "Skandale papieskich dworów", "Żywoty wielkich ladacznic" czy "Z torturami przez wieki i kraje" są od niepamiętnych czasów ulubioną pożywką prasy brukowej. Imał się tego również "Tajny detektyw" w serii artykułów o egzekucjach pt. "Widmo śmierci".




Oczywiście, opisy "historyczne" są tu stosowane nadal dowolnie; chodzi o możliwe nagromadzenie krwawych szczegółów, czytanych potem z rumieńcami przez gimnazjalistów w Płońsku czy Równem, a nie o rzetelną wiedzę. Największy problem panu Mai stwarzała Skała Tarpejska - po pierwsze, triumfujący wódz rzeczywiście odbierał honory w świątyni Jowisza Kapitolińskiego, ale stamtąd urwiska Skały Tarpejskiej nie widział (widziałby je znakomicie stojąc u stóp góry, a nie na jej czubku), po drugie - zrzucenie ze Skały Tarpejskiej do morza graniczy z cudem. Floria Tosca rzuca się do Tybru z murów Zamku Anioła, co - jak ktoś obliczył - wymagałoby pokonania rekordu w skoku w dal, ale skaczący ze Skały Tarpejskiej do najbliższego morza (Tyrreńskiego) musiałby przelecieć około 25 kilometrów... Musiałby użyć wyrzutni dalekiego zasięgu, ta jednak była Rzymianom niedostępna.





Dziwna, dziwna jest konstrukcja tego tekstu - i trochę o to mi chodzi, i stąd ta wklejka. Pan Maja -jeśli to prawdziwe nazwisko, a nie pseudonim - jak widać nie jest wytrawnym pisarzem z wielkim dorobkiem, zresztą taki przecież nie kompilowałby makabreski. A tabloid by go nie drukował. To raczej jakiś podrzędny wyrobnik pióra, który usiłuje zmontować całość, za którą dostanie godną wierszówkę. Zaczyna zatem od standardowego fragmentu o orzeczeniu kary śmierci (doskonale znanego z innych artykułów "Tajnego"), przechodzi do refleksji ogólnej i stamtąd do wymieniania kolejnych typów egzekucji w starożytności, co ma pozór pracy popularnonaukowej. Tymczasem w tę narrację wcina się jakaś koszmarna nowelka, której odbija się czkawką młodopolszczyzna: dalekowschodnia opowiastka o rozpustnej władczyni, cesarzowej Ci Xi (Tseu Hi), babie rzeczywiście dość antypatycznej, której tu przypisane zostają obyczaje Messaliny, księcia Szachrijara (tego, któremu Szeherezada opowiadała baśnie) i postaci z rojeń de Sade'a. A wszystko to w sosie ze zwiędłych w orgji warg i różanych trucizn. Dałbym głowę, że to osobny tekścik który pan Maja popełnił kiedyś w momencie natchnienia i dokleił do reszty, między wódkę a zakąskę, między kartagińskie słonie a czworoboczne pudło z wyciętym otworem na szyję. Anything goes. Nie o kompozycję, nie o akuratność historyczną przecież chodzi. Chodzi a o dreszczyk.

Za: "Tajny Detektyw" nr 10 i 11, rok 2 (6 i 13 III 1932)


wtorek, 1 lutego 2011

Ku Klux Klan, Poligamista i Piazza Gesu, czyli tylne okładki vol. I

"Tajny Detektyw" miał dwie tytułowe winiety: na pierwszej i na ostatniej stronie. Strona pierwsza zawsze zapowiadała gorący materiał, często w formie kunsztownego fotomontażu, strona ostatnia - rozmaicie. Zdarzały się duże fotografie do jednego z tekstów zamieszczonych w numerze, ale zdarzały się również jednozdjęciowe fotoreportaże o jakimś zjawisku, o którym dany numer całkowicie milczał. Tym razem pierwszy zestaw:







Za: "Tajny Detektyw" nr 43, rok I (8 XI 1931), nr 1, rok III (1 I 1933)

czwartek, 13 stycznia 2011

O paru ważnych częściach służącej Goretti

Znana Goretti padła kiedyś ofiarą gwałciciela i mordercy i została nawet świętą. Było jej Maria. Tej było Paulina i świętą nie została, ale ofiarą też padła, a sprawa miała swą kontynuację w ponurych składach bagażowych kolei włoskich.


Być może pamiętają Państwo piosenkę Michnikowskiego z Kabaretu Starszych Panów o damie, która zeszła z portretu gdy artysta się w niej zakochał? Malarz...


To wzrokiem w damie tonie i robi mu się smutno,
to znów podbiegnie do niej i ucałuje w płótno.
Tak męczy się nasz plastyk, a los mu figla płata
uczuciem do niewiasty, co jest non consumata .

Aż raz gdy golnął wina wśród zaklęć czułych szeptu
spogląda, a dziewczyna zstępuje doń z portretu. 

Lecz że malował damę Picassa szkołą znaną,
oddzielnie każdy fragment z portretu zszedł i stanął.

A kiedy w drżących dłoniach połączył je w kształt szczęścia,
zrozumiał, że zapomniał o kilku ważnych częściach.
Współcześni mistrze, jak tu wam teraz nie powtarzać:

Nie twórzcie damskich aktów bez spisu inwentarza.
 

Tak też było z włoską policją, która miała problemy z inwentarzem Pauliny Goretti. Ale nie uprzedzajmy faktów!






Za: "Tajny Detektyw" nr 2 (104), rok III (8 I 1933)