Powracam do mojego policyjnego albumu z lat 30-tych, tym razem by pokazać narzędzia zbrodni i występku: formy do odlewania fałszywych monet, utensylia włamywaczy, pistolety (sprytnie ukrywane w rulonach gazet), a nawet morderczą klamkę. W tym zestawieniu największe wrażenie zrobiła na mnie siekiera: lśni ciemno na czystym, białym polu, jakby tylko czekała, aż jakiś grafik weźmie ją na okładkę "Zbrodni i Kary".
czwartek, 14 października 2010
środa, 6 października 2010
Temida podmyta, czyli Rosół Agata w sądzie grodzkim
Kiedy byłem małym chłopcem, hej, czytywałem Wiecha. I myślałem, że Wiech zmyśla i koloryzuje. Koloryzuje - być może. Zmyśla? Bynajmniej. Oto doszpikowo wiechowata opowiastka z sądu grodzkiego o Rosół Agacie, z życia, z ławy sądowej wzięta:
Za: "Tajny Detektyw" nr 38, rok I (4 X 1931)
poniedziałek, 4 października 2010
Straszne skutki horoskopu czyli Pierson-Pearson nieortograficzny acz grillowany
Nic tak nas nie raduje jak odpowiednio opisane amerykańskie seryjne morderstwa. Z okazji powrotu Dextera przypominamy bohatera sprzed lat - przysadkowatego, acz łamacza serc. Niewieścich.
Zwracamy uwagę na dramatyczną uwagę o jednym z dwudziestu milionów anglosaskich Brownów oraz na fakt, że zbrodniarz wpadł przez błąd ortograficzny, a w zbrodnię popadł przez wiarę w astrologię, co dedykujemy wszystkim matołkom uczącym się w polskich szkołach i czytującym rubryki z horoskopami.
A ze spraw poważnych: najpierw mnie zaskoczyło, że amerykańska policja sprzed lat 80-ciu zupełnie jasno przyznawała się (ba, chełpiła!), że w ramach "wyższej konieczności" katowała podejrzanych, udostępniając nawet zdjęcia posiniaczonych aresztantów. Potem zaś pomyślałem sobie, że za 80-lat zdjecia z Abu Ghraib
też będą się wydawały niewyobrażalne... a tu nic się nie zmienia, ot co!
Za: "Tajny Detektyw" nr 38, rok I (4 X 1931)
Zwracamy uwagę na dramatyczną uwagę o jednym z dwudziestu milionów anglosaskich Brownów oraz na fakt, że zbrodniarz wpadł przez błąd ortograficzny, a w zbrodnię popadł przez wiarę w astrologię, co dedykujemy wszystkim matołkom uczącym się w polskich szkołach i czytującym rubryki z horoskopami.
A ze spraw poważnych: najpierw mnie zaskoczyło, że amerykańska policja sprzed lat 80-ciu zupełnie jasno przyznawała się (ba, chełpiła!), że w ramach "wyższej konieczności" katowała podejrzanych, udostępniając nawet zdjęcia posiniaczonych aresztantów. Potem zaś pomyślałem sobie, że za 80-lat zdjecia z Abu Ghraib
też będą się wydawały niewyobrażalne... a tu nic się nie zmienia, ot co!
Za: "Tajny Detektyw" nr 38, rok I (4 X 1931)
czwartek, 30 września 2010
Ta zniewaga krwi wymaga czyli "strzał ztyłu."
O studentach, jak wiadomo, nie da się napisać nic dobrego. Pijo, balangujo, nie uczo się, na erazmusach zagranico siedzo. Nihil novi (jak mawiano, kiedy w szkołach była jeszcze łacina) - dobrze znany nam z kart "Tajnego Detektywa" korespondent lwowski naświetla nam sprawę niehonorowego mordu honorowego, drżąc nad drżeniem duszy.
Niestety bardzo często dopiero bezlitosny poranek odsłania tajemnicę minionej nocy. W pamięci jest luka. Nie trzeba myśleć. Nagość, krew, ból mówią same za siebie... - Leżałam na piasku, dookoła rosły jakieś iglaki.
Za: "Tajny Detektyw" nr 38, rok I (4 X 1931)
Swoją drogą, przyznać muszę, że perły stylu, które - jak sądziłem - przeszły już dawno do lamusa, odradzają się w portalach kryminalnych. I tak w tekście pod perełkowym tytułem "Zgwałcone wakacje" znalazłem (w rodziale "Płacz i wstyd") następującą frazę:
Niestety bardzo często dopiero bezlitosny poranek odsłania tajemnicę minionej nocy. W pamięci jest luka. Nie trzeba myśleć. Nagość, krew, ból mówią same za siebie... - Leżałam na piasku, dookoła rosły jakieś iglaki.
Redaktorze: bravo, bravissimo!
Za: "Tajny Detektyw" nr 38, rok I (4 X 1931)
wtorek, 28 września 2010
Figle lingwistyczne z trupem w tle
Międzywojnie to czas literackich awangard i lingwistycznych rozrywek - byli na nie czuli nawet dziennikarze "Tajnego Detektywa", o którym świadczy ten "feljeton z kół prawniczo-literackich" (wraz z opublikowanym w poprzednim wpisie składały się na wspólne dzieło pod nazwą "Dwie zbrodnie za murem cmentarnym").
Piękny dramat na ulicy Pięknej, mąż Kochanek, Kochankowa zabita za posiadanie kochanka, kochanek a wszystko to "dziwna geometrja naszych, powojennych czasów"! Wypieki na twarzy, tłuczek w miednicy!
Za: "Tajny Detektyw" nr 38, rok I (4 X 1931)
Piękny dramat na ulicy Pięknej, mąż Kochanek, Kochankowa zabita za posiadanie kochanka, kochanek a wszystko to "dziwna geometrja naszych, powojennych czasów"! Wypieki na twarzy, tłuczek w miednicy!
Za: "Tajny Detektyw" nr 38, rok I (4 X 1931)
poniedziałek, 27 września 2010
Krakowskie centusie mordują blisko cmentarza!
P. T. Publiczność z pewnością jednym rzutem oka oceni, że w materiale dzisiejszym zamiast tytułowych dwóch zbrodni podajemy opis jednej; czynimy to w ramach tzw. angielskiego suspensu licząc na wyrozumiałość naszych Czytelników. Gorąca sprawa Kochanka zostanie przedstawiona w następnym wpisie.
Czytelników z Kongresówki zbulwersuje oczywiście nie tylko ohyda samych zbrodni, ale i skąpstwo krakowskich centusiów, którzy z oszczędności dokonują przy samym murze cmentarza, czym mieszkaniec Kongresówki brzydziłby się z pewnością.
Postać nieszczęsnego marszanda-in-spe, obitego przez męża Stefanji, budzi w nas jednak pewne wzruszenie. Już dwa lata później pewien malarz-in-spe obejmie władzę Reichskanzlerską. A gdyby zamiast tego współpracował z Ręczmieniem przy produkcji i sprzedaży widoczków olejnych Wawelu?
Czytelników z Kongresówki zbulwersuje oczywiście nie tylko ohyda samych zbrodni, ale i skąpstwo krakowskich centusiów, którzy z oszczędności dokonują przy samym murze cmentarza, czym mieszkaniec Kongresówki brzydziłby się z pewnością.
Postać nieszczęsnego marszanda-in-spe, obitego przez męża Stefanji, budzi w nas jednak pewne wzruszenie. Już dwa lata później pewien malarz-in-spe obejmie władzę Reichskanzlerską. A gdyby zamiast tego współpracował z Ręczmieniem przy produkcji i sprzedaży widoczków olejnych Wawelu?
Za: "Tajny Detektyw" nr 38, rok I (4 X 1931)
niedziela, 26 września 2010
Nieznana karta z życia Andersa czyli "bo wyrok był za słony"
W ramach intermezzo - ciekawostka jurystyczna z międzywojennego Berlina specjalnie dla naszych mizogińskich.
Za: "Tajny Detektyw" nr 38, rok I (4 X 1931)
sobota, 25 września 2010
Nielitościwa Matka Częstochowska (Tajny Detektyw wraca po wakacjach)
Po wakacyjnej przerwie wracamy do P. T. Prenumeratorów naszego Perjodyku, łącząc niskie ukłony i całując nóżki ustami naszych sekretarek.
Niesiemy Państwu wieść dramatyczną: nie każda Matka Częstochowska jest miłosierna, nie każdy też syn Matki Częstochowskiej dobrze się prowadzi (bez względu jednak na prowadzenie ma spore szanse źle skończyć z ręki oprawców).
Przypominamy również, że tratowanie szwagrowego ogniska domowego może mieć niekiedy straszliwe skutki, co podajemy pod rozwagę tym z Państwa, którzy mają szwagrów, a przynajmniej - siostry. W celu pacyfikacji rodziny należy się posługiwać nie naganem, ale raczej szeregiem prostacko malowanych świętych, którzy powinni przywrócić prawa naturalne w najnaturalniejszy, sielski sposób.
Za: "Tajny Detektyw" nr 38, rok I (4 X 1931)
sobota, 21 sierpnia 2010
Liść do wieńca
Ten sam numer "Tajnego Detektywa", który doniósł o sprawie Kürtena, Wampira z Düsseldorfu, w krótkich notkach "Kto i co?" zrelacjonował nie tylko nadzwyczajny zjazd policji Niemiec, państwa "bojaźni Bożej", które należałoby może raczej nazwać państwem "Białej wstążki", ale i sukces detektywa Williamsona i jego wyjątkowych warunków zewnętrznych.
Za: "Tajny Detektyw" nr 5, rok I (15 II 1931)
Za: "Tajny Detektyw" nr 5, rok I (15 II 1931)
czwartek, 19 sierpnia 2010
Sława na łamach, czyli Kürten, wampir z Düsseldorfu
"Tajny Detektyw!" to nie tylko prowincjonalne zabójstwa siekierą ale i prawdziwe, światowe causes célèbres. Kürten, czyli Wampir z Düsseldorfu, był jednym z najsłynniejszych seryjnych morderców międzywojennej Europy - dla miłośników "Tajnego" ważny również dlatego, że w kolejnych numerach anonsowano kilku "polskich Kürtenów". Jego historia zainspirowała Fritza Langa, który w 1931 roku (czyli właśnie wtedy, kiedy ten numer "Tajnego Detektywa", cieplutki jak bułeczki z galicyjskiej piekarni, zjeżdżał z maszyn w jednej z krakowskich drukarni) nakręcił swój pierwszy dźwiękowy film, "M jak Morderca" (od którego rozpoczęła się kariera Petera Lorre, a właściwie: Laszlo Loewensteina). Lorre wyglądał tak:
Natomiast Peter Kürten wyglądał mniej demonicznie i wpadł przez przypadek, choć policja posuwała się do najdziwniejszych metod w poszukiwaniach złowieszczego typa, o czym poniżej.
Za: "Tajny Detektyw" nr 5, rok I (15 II 1931)
Natomiast Peter Kürten wyglądał mniej demonicznie i wpadł przez przypadek, choć policja posuwała się do najdziwniejszych metod w poszukiwaniach złowieszczego typa, o czym poniżej.
Za: "Tajny Detektyw" nr 5, rok I (15 II 1931)
Subskrybuj:
Posty (Atom)